Afimico Pululu: Dalsza gra w Polsce? Moje zdanie jest jasne! [NASZ WYWIAD]

Przyszłość Afimico Pululu to jeden z najciekawszych transferowych wątków dotyczących piłkarzy Ekstraklasy. Snajper pożegnał się z Jagiellonią, ale nie wiadomo jeszcze, gdzie trafi. Czy napastnik wyklucza dalszą grę w Polsce jak niektórzy sugerują? Między innymi o tym mówił Pululu w wywiadzie dla goal.pl, pierwszym po odejściu z Jagiellonii.

Afimico Pululu
Obserwuj nas w
SOPA Images Limited / Alamy Na zdjęciu: Afimico Pululu

Stał się legendą Jagiellonii

Trzy lata wystarczyły, aby Afimico Pululu stał się jedną z legend Jagiellonii i trafił do jej galerii sław. Nic w tym jednak dziwnego, bo afrykański snajper pomógł klubowi z Podlasia zdobyć pierwsze w historii klubu mistrzostwo kraju, błysnął w Lidze Konferencji UEFA sięgając po koronę króla strzelców, a następnie znów przyczynił się do tego, że Jaga po raz kolejny pokaże się w Europie.

Sobotni mecz był ostatnim Pululu w barwach Jagiellonii. Teraz zawodnik ma już wakacje, ale też ważną decyzję do podjęcia – gdzie dalej grać. W wywiadzie dla goal.pl Pululu mówi i  o przeszłości, i o przyszłości.

Piotr Koźmiński, goal.pl: Wróćmy na chwilę do momentu decyzji o przyjęciu oferty Jagiellonii. Co miałeś wtedy na stole, to była łatwa, czy trudna decyzja?

Afimico Pululu, były napastnik Jagiellonii Białystok:

Szczerze mówiąc, sprawa była trochę skomplikowana. Miałem wtedy oferty z drugiej ligi francuskiej i ze Szwajcarii. Wtedy chciałem kontynuować karierę w Niemczech, ale miałem w zespole kolegę, Polaka, który, jak się potem okazało, miał duży wpływ na moją przyszłość.

Chodzi mi o Damiana Michalskiego, który dużo mi opowiadał o polskiej lidze. Damian powiedział mi: „jeśli strzelisz w Polsce 8-10 goli, to zobaczysz jak ludzie cię pokochają. Co więcej, z twoim nietypowym stylem gry jak na napastnika naprawdę się w Polsce spodobasz”. I muszę powiedzieć, że się nie mylił. Jak się okazuje, dobrze mi doradził, a miał bardzo duży wpływ na moją ostateczną decyzję.

A jakie były początki w Polsce? Miałeś jakieś problemy z aklimatyzacją?

Nie, zasadniczo z adaptacją to nie. Najtrudniejsze w piłce to zdobyć szacunek ludzi, stać się szanowanym na boisku i poza nim. A myślę, że to mi się tu udało. Jedyne problemy dotyczyły troszkę języka. Musiałem sobie nagle zacząć radzić po angielsku.

Strzeliłeś dla Jagiellonii 56 bramek. Mogę cię poprosić o twoje top 3? Może być albo ze względu na wagę bramki, albo jej urodę.

Na pewno moja pierwsza bramka w fazie grupowej UEFA Conference League przeciwko FC Kopenhaga. To była bramka strzelona piętą, więc czego chcieć więcej? Druga to trafienie przewrotką w starciu z Cercle Brugge, bo to była bramka pokazują czysty instynkt napastnika.

A przeżywać reakcje stadionu na to trafienie też było wspaniałym uczuciem. To głosne “waaw”, słyszę je do dziś (śmiech). A trzeci gol to trafienie z Widzewem w tym sezonie, w tym meczu, który wygraliśmy 3:2. Ostatnia akcja meczu i ten stadion, eksplodujący po raz kolejny, bo na przestrzeni minuty odwróciliśmy losy spotkania. To było szalone!

Ulubiony moment? Mistrzostwo Polski!

Twój ulubiony moment w Jagiellonii?

Zdobycie pierwszego w historii klubu mistrzostwa Polski. To było coś pięknego, wspaniałego. To moje najlepsze wspomnienie z Jagiellonii. 

A jest coś, czego żałujesz? Że tego czy tamtego nie udało się osiągnąć tutaj?

Nie, niczego nie żałuję. Zawsze dawałem z siebie wszystko i to do mnie wróciło wraz z tytułami. No dobrze, może taki mały żal to, że nie udało mi się zdobyć Pucharu Polski. Bardzo chętnie dorzuciłbym taki triumf do tego co w Polsce wygrałem. Miałbym wtedy mistrzostwo, Superpuchar i Puchar Polski. Bóg zadecydował jednak inaczej. 

Kiedy podjąłeś ostateczną decyzję, że jednak odejdziesz z Jagiellonii?

Podjąłem ją jakieś 2-3 tygodnie temu. Pierwszymi osobami, które o niej poinformowałem byli trener i Łukasz (Masłowski, dyrektor sportowy – przyp. red).

Łukasz Masłowski w Kanale Sportowym przyznał, że klub niedawno złożył ci trzecią ofertę, która uczyniłaby cię najlepiej opłacanym piłkarzem w historii Jagiellonii. Co możesz powiedzieć o tej propozycji?

Przede wszystkim to zaszczyt taką propozycję otrzymać. To dowód na to, że wykonałem tu dobrą pracę. Dziękuję więc klubowi, że taką ofertę dostałem. Natomiast decyzję podjąłem nie ze względu na finanse. Bardziej to osobista chęć sprawdzenia, gdzie może zajść, jak wysoko może zajść, Afimico Pululu.

Wielu kibiców w Polsce śledzi twoją sytuację i zastanawia się, gdzie teraz zagrasz. Czy pozostanie w Polsce jest możliwe, czy jednak wykluczasz taką ewentualność?

Ha! Sam jestem ciekaw, gdzie zagram. Czy to będzie polski klub, czy zagraniczny… Wszystko jest możliwe, odpowiedzi jeszcze nie mam. Czas to wszystko wyklaruje.

Górnik opowiadał mu o przyszłości

Łukasz Milik na antenie Meczyków potwierdził nasze wcześniejsze informacje, że Górnik Zabrze miał z tobą wideokonferencję. Trudno mi jednak uwierzyć, że tam trafisz, choćby ze względu na finanse… Ale jakie miałeś odczucia po tym spotkaniu?

Prawdą jest, że doszło do kontaktów z Górnikiem. Przedstawiono mi projekt, to w jakim kierunku chce iść klub. Natomiast w tym momencie za wiele na ten temat mówić nie mogę.

Nie jest też żadną tajemnicą, że już jakiś czas temu pojawiło się mocne zainteresowanie Widzewa. Bierzesz przejście do tego klubu pod uwagę, czy nie?

Zainteresowanie Widzewa to prawda. Taki temat się pojawił. A co mogę teraz powiedzieć w tym temacie? To, co powiedziałem przed chwilą. Nie zamykam się na żadną możliwość. Nie zamykam więc drzwi przed dalszą grą w Polsce. Bo ten kraj i ta liga bardzo dużo mi dała i czuję się tu jak w domu.

Kiedyś i tak zagra w kadrze

W Widzewie gra twój kolega z reprezentacji DR Kongo, Steve Kapuadi. On pojedzie na mundial, ale ty ostatecznie nie dostałeś powołania. To boli, czy nie aż tak, bo de facto do tej pory nie zagrałeś w kadrze ani razu…

Jak to się mówi, Steve jest dla mnie jak brat. Bardzo się cieszę, że pojedzie na mundial. To pokazuje, że z Ekstraklasy też można pojechać na najważniejszą piłkarską imprezę na świecie. 

Fajnie, że polska liga będzie tam miała swojego przedstawiciela, to pokazuje, że ligowa piłka idzie tu w dobrym kierunku. A co do mnie… Nie, nie jestem rozczarowany. Bardziej dumny, że w ogóle byłem na szerokiej liście powołanych na mundial. 

Jeszcze kilka lat temu w ogóle nie rozmawiano o mnie w kontekście gry w reprezentacji. Jestem więc zaszczycony, że teraz jestem blisko reprezentacji i dalej będę ciężko pracował, aż do realizacji marzenia, czyli zagrania pewnego dnia dla reprezentacji DR Kongo.

POLECAMY TAKŻE