Niespodzianka na Goodison Park. Trafienie piłkarza Newcastle ozdobą kolejki [WIDEO]

Callum Wilson
Pressfocus Na zdjęciu: Callum Wilson

Standardowo co sobotę, doszło do rozegrania kilku meczy w Premier League o tej samej porze. Tym razem 9. kolejka przynosi sporo goli. Ciekawe widowiska obejrzeli kibice zgromadzeni na stadionie w Liverpoolu, Southampton czy Leeds. Do niezłego spotkania doszło na Goodison Park, gdzie Everton niespodziewanie uległ Watfordowi.

Everton – Watford 2:5 (1:1)

Mecz na Goodison Park dostarczył nam bramkę już po trzech minutach. Wówczas występujący po raz pierwszy w wyjściowym składzie Tom Davies, ruszył do centry posłanej przez Demaraia Gray’a. Anglik uderzył bez przyjęcia z bliskiej odległości, nie dając większych szans Fosterowi na reakcję. Everton nie wykorzystał jednak przewagi na starcie rywalizacji z Watfordem. Podopieczni Claudio Ranieriego wzięli się w garść, dzięki czemu doprowadzili do remisu kilka chwil później. Joshua King uciekł obrońcom podczas rzutu rożnego. Na wślizgu dwa metry przed bramką wbił futbolówkę do siatki. Nieoczekiwanie do akcji wkroczył VAR. Po krótkiej analizie sędzia uznał te trafienie i remis utrzymał się już do przerwy

Wraz z nadejściem drugiej połowy, Everton rozdawał karty na boisku. Goście skupili się na zadaniach defensywnych, poszukując własnych szans w kontrach lub stałych fragmentach. Bez dwóch zdań więcej jakości zaprezentowali The Toffies. Po godzinie rywalizacji Richarlison zaskoczył golkipera strzałem głową. Niespodziewanie trafienie Brazylijczyka wywołało w Szerszeniach piłkarską złość. W końcówce Watford wręcz zmiażdżył gospodarzy.

Zaczęło się od wyrównującego gola Kucki z rzutu rożnego w 78. minucie. Tylko 120 sekund później Watford już prowadził za sprawą Kinga, który zdecydował się na uderzanie z dystansu. Norweg zdobył nawet hat-tricka, gdy w zabójczym stylu zamienił centrę na trzecią bramkę. Natomiast przeciwnika dobił Emmanuel Dennis, doprowadzając tym samym do niemałej sensacji w Liverpoolu.

Southampton – Burnley 2:2 (1:1)

Dość szybko do otwarcia wyniku doszło też na St. Mary’s Stadium. Southampton straciło gola tuż przed upływem kwadransa. Złe ustawienie linii obrony, w której znalazł się Jan Bednarek, pozwoliło Maxwelowi Cornet uderzyć głową w prost do bramki obok lewego słupka. Burnley zaraz po objęciu prowadzenia, skupiło się na zadaniach defensywnych. Na kilkadziesiąt sekund przed końcem pierwszej połowy, Valentino Livramento także umieścił piłkę w siatce po strzale głową. Nastolatek najlepiej poradził sobie w awanturze przy rzucie rożnym, przez co Święci zeszli do szatni w dobrych humorach.

Southampton nie zamierzało się zatrzymywać. Gdy tylko sędzia wznowił pojedynek, Armando Broja wpisał się na listę strzelców, dzięki pewnemu uderzeniu z krótkiego dystansu. Nie był to koniec strzeleckich emocji. Cornet zdobył dublet, który pozwolił Burnley wywieźć punkt z trudnego terenu. Snajper oddał kapitalny strzał zza pola karnego. Bramkarz był przy wszystkim bezradny, więc obie ekipy zainkasowały po cennym oczku.

Leeds – Wolves 1:1 (0:1)

Tymczasem kolejny raz mecz nie ułożył się po myśli Leeds. Mateusz Klich napędzał ataki swojego zespołu, ale to Wolves strzeliło bramkę. W tym przypadku również na premierowe trafienie nie musieliśmy długo czekać. Po 10. minutach Hee-Chan Hwang wpisał się na listę strzelców. Koreańczyk miał sporo szczęścia. Stanął na drodze futbolówki, którą uderzył Raul Jimenez. Pilnował swojej pozycji, więc nie było mowy o spalonym. Gdy tylko piłka wylądowała pod jego nogami, huknął w prawy dolny róg.

Z kolei po przerwie nie padło więcej goli. Leeds z całych sił próbowało doprowadzić do remisu, lecz Wolves znakomicie radziło sobie w defensywie. Przy takim scenariuszu dobrze zorganizowany zespół Bruno Lage zdobył miał w kieszeni czwartą pulę z rzędu. Dobrą passę gości przerwał jednak błąd z doliczonego czasu gry. Sędzia wskazał na wapno i rzut karny na gola zamienił Rodrigo, który uratował honor Pawii.

Crystal Palace – Newcastle 1:1 (0:0)

Natomiast niedzielnym po południem najspokojniej było na Selhurst Park. Pierwsza część meczu nie przyniosła bramek. Zarówno Crystal Palace, jak i Newcastle nie stworzyły sobie zbyt wielu dobrych okazji do objęcia prowadzenia przed przerwą. Po dobrze zapowiadającym się początku, nagle tempo starcia zwolniło. Wtedy częściej dochodziło do walk w środku pola. W pewnym momencie zrobiło się gorąco, w konsekwencji arbiter aż trzy krotnie karał piłkarzy żółtymi kartkami.

Po bezbarwnej pierwszej częśći spotkania zobaczyliśmy przyzwoite zawody w drugiej odsłonie. Worek z bramkami otworzył Benteke. Belg w swoim stylu, wyskoczył najwyżej do dośrodkowania z boku boiska, po czym wpakował piłkę głową w prawy róg. Sroki nie schowały głowy w piasek i już kilka minut później Callum Wilson zapewnił przynajmniej punkt Newcastle przepiękną przewrotką.

Komentarze