Jego kariera rozkręcała się powoli
31 meczów dla Szwecji i 18 trafień – bilans Viktora Gyokeresa w szwedzkiej kadrze jest bardzo okazały. Napastnik Arsenalu praktycznie w pojedynkę (w sensie strzeleckim) rozmontował defensywę Ukraińców i to samo będzie chciał zrobić z reprezentacją Polski we wtorkowym finale barażu o udział w mundialu.
A skoro o polskich wątkach mowa, to warto przypomnieć historię, która wydarzyła się kilka lat temu. A dokładniej mówiąc, która mogła się wydarzyć. Otóż jak wiadomo, kariera Szweda rozkręcała się powoli. Były momenty, kiedy w dużej piłce mu nie szło i właśnie w tamtej chwili na horyzoncie pojawiała się Legia Warszawa. I to dwa razy!
Polski klub chciał go przejąć po powrocie z Niemiec
Z ustaleń goal.pl wynika, że po raz pierwszy polski klub zaczął o niego pytać latem 2020 roku, gdy Szwed wracał do Brighton z wypożyczenia do niemieckiego St-Pauli. Sezon spędzony na boiskach 2. Bundesligi nie był bardzo zły, ale też daleko było do późniejszych popisów. W 28 meczach Gyokeres strzelił wtedy 7 goli i zaliczył 4 asysty.
Po sezonie Szwed wrócił do Brighton i właśnie wtedy Legia podjęła pierwszą próbę namówienia go na przyjście na Ł3. Wtedy polski klub usłyszał jednak, że piłkarz, Brighton i jego otoczenie mają inny plan na rozwój.
Niedługo potem Gyokeres trafił do Swansea. Tyle że to znów nie był udany pobyt. Skończyło się na kilku miesiącach, 12 meczach i raptem jednej bramce. Wowczas, w styczniu 2021 roku, Legia spóbowała więc po raz drugi, ale odpowiedź znów była jednoznaczna.
Ekstraklasa nie jawiła się jako dobre miejsce
I, jak słyszymy, nie chodziło nawet o samą Legię. Bardziej o to, że druga strona uznała, że transfer (nawet czasowy) do polskiej Ekstraklasy to nie jest to, co będzie dla szwedzkiego napastnika najlepsze. W tamtym sezonie napastnikami Legii byli Thomas Pekhart, Rafa Lopes, Kacper Kostorz, Nazarij Rusyn i Szymon Włodarczyk.
Wtedy Legia odpuściła już na dobre, trzeciego podejścia nie było. Dyrektorem sportowym warszawskiego klubu był wtedy Radosław Kucharski. Niedługo później Gyokeres trafił do Coventry, gdzie w końcu odpalił co skutkowało transferem do Sportingu Lizbona za 24 mln euro. A reszta historii jest dobrze znana…









