Nie gole są ich największą siłą. Kapitan GieKSy Katowice odsłonił sekret

GKS Katowice ma za sobą drugi wygrany mecz z rzędu. Tymczasem kapitan GieKSy Arkadiusz Jędrych odkrył kulisy zwycięstwa nad Radomiakiem i plany na mecz z Hapoelem.

Arkadiusz Jędrych
Obserwuj nas w
fot. BEAUTIFUL SPORTS Pressphoto Agency / Alamy Na zdjęciu: Arkadiusz Jędrych

GKS Katowice ma swoją broń. Obrona, która coraz częściej atakuje

GKS Katowice po raz kolejny udowodnił, że na Arenie Katowice potrafi być niezwykle groźny. Drużyna Rafała Góraka pokonała Radomiaka (3:1). Mimo że po pierwszej połowie musiała odrabiać straty. Kapitan zespołu uważał jednak, że obraz gry od początku był korzystny dla gospodarzy.

– Prawdziwego faceta poznaje się nie po tym, jak zaczyna, a po tym, jak kończy. W moim odczuciu ta pierwsza połowa wyglądała dobrze. Nie chcę powiedzieć, że była pod pełną kontrolą, ale gdybyśmy w ostatnich akcjach zachowali trochę więcej spokoju, to do przerwy wynik byłby spokojniejszy i druga połowa nie musiałaby być taka nerwowa – usłyszał Goal.pl od Arkadiusza Jędrycha.

REKLAMA | 18+ | Hazard może uzależniać | Graj legalnie

Kapitan podkreślił również, że mimo indywidualnych ambicji najważniejszy pozostaje wynik całej drużyny. – Mam po cichu swoje mniejsze i większe cele, ale zawsze na pierwszym miejscu postawię drużynę i to, żeby punktowała. To jest dla nas najważniejsze – zaznaczył zawodnik.

Nie zabrakło także tematu ofensywnej gry defensorów GieKSy. Obrońcy coraz częściej zaznaczają swoją obecność pod bramką rywali. – Myślę, że to jest trochę nasza tajna broń. Nie chciałbym podpowiadać przeciwnikom, ale od jakiegoś czasu bardzo mocno nad tym pracujemy i fajnie, że od czasu do czasu coś nam wpada z przodu – mówił Jędrych.

Nowa Bukowa znów przemówiła. GieKSa gra jak u siebie nigdzie indziej

GKS po dwóch kolejkach ma na koncie zwycięstwo nad Radomiakiem. Śląska drużyna może się jednocześnie pochwalić dwoma wygranymi u siebie po 3:1. Zdaniem kapitana nie ma jednak sensu wyciągać daleko idących wniosków po tak krótkim czasie.

– Nasza kochana Ekstraklasa od jakiegoś czasu jest naprawdę crazy. Wyniki układają się tak, że nie można niczego przewidzieć. Tabela liczy się tylko raz, czyli po 34. kolejce. W poprzednim sezonie byliśmy przecież w strefie czerwonej, a skończyliśmy w zielonej, która pozwoliła nam dzisiaj cieszyć się grą w Europie – mówił piłkarz.

Swoje kolejne spotkanie katowicki zespół rozegra już w czwartek w Miszkolcu. Zmierzy się w nim w ramach III rundy kwalifikacji Ligi Konferencji z Hapoelem Tel Aviv.

Tylko u nas