Lech rozbity na własnym terenie
Lech Poznań przystąpił do rundy wiosennej z nadzieją na szybki awans w tabeli i walkę o mistrzostwo Polski. Ekipa Nielsa Frederiksena na półmetku sezonu jest jednym z faworytów do triumfu w Ekstraklasie. W sobotni wieczór mierzyła się na własnym terenie z Lechią Gdańsk, która również ma przed sobą ambitne cele. Szkoleniowiec mistrza kraju zamieszał przy ustalaniu wyjściowej jedenastki, sadzając na ławce rezerwowych Luisa Palmę i Patrika Walemarka.
Pierwsza połowa zaczęła się od mocnego uderzenia Lechii, która wyszła na prowadzenie za sprawą Tomasza Neugebauera. Już w drugiej minucie uderzył z linii pola karnego, zaskakując Bartosza Mrozka.
Lech ruszył do odrabiania strat. Ta sztuka udała się w 26. minucie, wyrównującym golem Aliego Gholizadeha. Na przerwę drużyny schodziły przy remisie 1-1.
Po zmianie stron Kolejorz przeżył prawdziwy dramat. W ciągu dziesięciu minut stracił dwie bramki i nie był już w stanie zareagować. Najpierw do własnej siatki trafił Antonio Milić, a następnie pierwszego wiosennego gola zaliczył Tomas Bobcek, lider klasyfikacji strzelców.
Lech zanotował poważny falstart. Traci do liderującego Górnika Zabrze aż siedem punktów.









