Życie piłkarza i ojca w jednym. Patryk Szwedzik o Ruchu i pasjach poza boiskiem [WYWIAD]

Ruch Chorzów do drugiej części sezonu Betclic 1. Ligi przystąpi z nową energią i jasnym celem, aby namieszać w rozgrywkach i powalczyć o awans do PKO BP Ekstraklasy. Jednym z zawodników, którzy mają odegrać ważną rolę w szeregach Niebieskich, jest Patryk Szwedzik. W rozmowie z Goal.pl zawodnik opowiedział o presji w Chorzowie, rywalizacji ze Śląskiem Wrocław i Wisła Kraków, pracy z trenerem Waldemarem Fornalikiem, życiu poza boiskiem, ojcostwie, a także o pasji do darta.

Patryk Szwedzik
Obserwuj nas w
fot. PressFocus Na zdjęciu: Patryk Szwedzik
  • Patryk Szwedzik opowiedział o swoim udanym wejściu do Ruchu Chorzów, wspominając hat-trick ze Stalą Rzeszów i pierwsze gole, które dały mu pewność siebie i pozwoliły szybko zadomowić się w drużynie
  • Zawodnik w rozmowie z Goal.pl ujawnił, jak w drugiej części sezonu Niebiescy chcą mierzyć w PKO BP Ekstraklasę. 24-latek omówił rywalizację z takimi zespołami jak Wisła Kraków i Śląsk Wrocław oraz podkreślił rolę spokoju i koncentracji w szatni
  • W wywiadzie Szwedzik opowiedział także o życiu poza boiskiem, czyli ojcostwie, codziennym spędzaniu czasu z małą córeczką oraz nietypowej pasji do darta, która pozwala mu się odstresować

Wejście do Ruchu bez wielkich przewidywań

Łukasz Pawlik (Goal.pl): W drugiej połowie minionego roku byłeś w bardzo dobrej formie – 19 meczów, dziewięć goli, dwie asysty. Spodziewałeś się takiego wejścia do Ruchu Chorzów?

Patryk Szwedzik (Ruch Chorzów): – Szczerze mówiąc, przed początkiem sezonu ciężko cokolwiek sobie przewidywać. Oczywiście można coś wizualizować, ale tak naprawdę wszystko weryfikuje boisko. To, co się na nim dzieje i jak to wygląda. O tyle miałem dobrą sytuację, że w pierwszym meczu sezonu zdobyłem bramkę i dało mi to sporo pewności siebie. Dzięki temu łatwiej było mi wejść do zespołu. Myślę, że w dużej mierze właśnie ta bramka oraz dobre pierwsze spotkania sprawiły, że poczułem się pewniej na boisku i udało mi się regularnie strzelać gole.

Z tych najmilszych momentów rundy jesiennej, który pierwszy przychodzi Ci do głowy? A z drugiej strony: który moment był dla Ciebie najbardziej negatywny?

Na pewno najmilszym momentem był hat-trick ze Stalą Rzeszów. Trzy bramki i asysta. Na poziomie pierwszej ligi jeszcze nie miałem takiego spotkania, więc zdecydowanie był to najlepszy i najprzyjemniejszy moment tej rundy.

Tylko u nas

A jak odniesiesz się do drugiej części pytania?

Najgorszy moment związany jest zdecydowanie z meczem z Odrą Opole, w którym w ostatnich minutach nie wykorzystaliśmy rzutu karnego. Czułem wtedy bardzo duży niedosyt. Naprawdę ogromny.

Jest powiedzenie: „Co nie zabije, to wzmocni”. Zgadzasz się z tym, że takie nieudane momenty mogą jeszcze bardziej wzmocnić zawodnika i drużynę?

Oczywiście. Po takich meczach człowiek chce jak najszybciej zagrać kolejny i udowodnić swoją wartość. Nie tylko sobie, ale i innym. Pokazać, że potrafi grać w piłkę, wygrywać spotkania i brać odpowiedzialność. Takie mecze są ważne, chociaż oby było ich jak najmniej. Z perspektywy przyszłości mogą jednak wyjść drużynie na plus.

Burzliwy rok, który zmienił wszystko

Dużo działo się u Ciebie w 2025 roku. Najpierw gra w Chrobrym Głogów, następnie powrót do Śląska Wrocław, a potem transfer do Ruchu. Można było mówić o braku stabilizacji, który teoretycznie mógł wpłynąć na skuteczność. Jak podchodziłeś do tych zmian?

To był burzliwy rok. Zaczął się jednak bardzo dobrze, bo urodziła mi się córeczka, więc pod tym względem był wyjątkowy. Później różnie to wyglądało. Zarówno w życiu prywatnym, jak i sportowym. Mimo wszystko mogę zaliczyć ten rok do bardzo udanych i śmiało powiedzieć, że był to jak na razie najlepszy czas w moim życiu.

Do tego doszły też zmiany na ławce trenerskiej w Ruchu. Początkowo pracowałeś z trenerem Dawidem Szulczkiem, który był zwolennikiem Twojego transferu, a potem przyszedł trener Waldemar Fornalik. Mam wrażenie, że jeszcze pewniej na Ciebie postawił. Jak ty to odbierałeś?

Zmiana trenera zawsze wiąże się z niepewnością. Przychodzi nowa osoba, której jeszcze nie znasz, nie wiesz, jakim systemem będzie grała, czy podpasujesz do jej koncepcji, czy jednak znajdziesz się na bocznym torze. Myślę jednak, że po przyjściu trenera Fornalika dostałem od niego bardzo duże zaufanie. Widać to było choćby po liczbie meczów, w których grałem. Nawet, jeśli nie strzelałem goli, w kolejnym spotkaniu, to nadal wychodziłem w podstawowym składzie. To dało mi ogromną pewność siebie i sprawiło, że czułem się jedną z czołowych postaci drużyny w poprzedniej rundzie.

Przychodziłeś do Ruchu jako skrzydłowy, ale dzisiaj pojawiają się głosy, że jesteś już napastnikiem. Zgadzasz się z tym?

Nie do końca. Tak naprawdę w Ruchu może jeden lub dwa mecze zagrałem na pozycji numer „dziewięć”, a całą resztę na skrzydle. Bramki, które zdobywam, są jednak efektem tego, że w poprzednich klubach, szczególnie gdy byłem młodszy, bardzo często grałem właśnie jako napastnik. Ten instynkt strzelecki gdzieś we mnie pozostał. Na skrzydle z kolei bardzo pomaga mi szybkość. Coraz lepiej rozumiemy się w drużynie. Chłopaki wiedzą, że lubię dostawać piłki w wolne przestrzenie. Myślę, że obecnie lepiej czuję się właśnie na skrzydle.

Bez presji, bez kalkulacji. Ruch Chorzów ma plan

Można odnieść wrażenie, że Ruch może mieć jedne z najmocniejszych skrzydeł w pierwszej lidze. Ty, Jakub Jędryka jako najlepszy młodzieżowiec Betclic 2. Ligi, a do tego jest jeszcze Piotrek Ceglarz.

Zdecydowanie. Przyszedł młody zawodnik do rywalizacji, jest też Piotrek Ceglarz, więc nasze skrzydła są bardzo dobrze obsadzone. Bardzo chciałbym, żeby na koniec sezonu Ruch miał opinię drużyny z najlepszymi skrzydłowymi w pierwszej lidze.

Co zmieniło się w Twoim przygotowaniu i grze w porównaniu do czasów w Chrobrym Głogów? Czujesz się innym zawodnikiem?

Zdecydowanie jestem bardziej dojrzały na boisku. Mam większy spokój. Pamiętam jeszcze czasy w Śląsku Wrocław, kiedy czasami nie do końca wiedziałem, co zrobić z piłką. Presja czasu i przeciwnika wpływała na moją grę. Wypożyczenie do Chrobrego dało mi bardzo dużo. Regularne minuty, pewność siebie. Teraz to procentuje i widać to na boiskach Betclci 1. Ligi.

Boiskowa dojrzałość i spokój

Na czym dokładnie polega ta boiskowa dojrzałość?

Często potrafię przewidzieć, gdzie odbije się piłka, gdzie stanąć i kiedy pobiec do końca za akcją. Czasami wiem też, kiedy nie warto biec do piłki, żeby oszczędzić siły i w kolejnej sytuacji być groźniejszym

Ruch ma tyle samo punktów co kilka innych zespołów i traci tylko cztery oczka do wicelidera rozgrywek. Mimo wszystko mam wrażenie, że jest trochę niedoceniany. Skąd to się może brać?

Ciężko powiedzieć. Myślę, że kibice patrzą na nas przez pryzmat Wisły Kraków, która prezentuje się w tej kampanii bardzo dobrze i ma wielu chwalonych zawodników. Często jesteśmy z nią porównywani, a przecież każdy zespół w tej lidze jest inny. Mamy też przykład Pogoni Grodzisk Mazowiecki. Nikt się nie spodziewał, że będą tak wysoko, a jednak pokazują bardzo dobrą, poukładaną piłkę. Myślę, że prawdziwe emocje zaczną się pod koniec sezonu i wtedy ludzie zobaczą, że Ruch ma naprawdę duży potencjał i może wiele zdziałać.

Wisła Kraków to nie tylko Angel Rodado

W nawiązaniu do krakowskiej ekipy, to jest trochę tak, że jest ciągnięta przez Angela Rodado i gdyby wyjąć Hiszpana ze składu, zespół straciłby sporą część swojej wartości?

Nie, na pewno nie. Graliśmy z Wisłą i widać tam bardzo dużą jakość indywidualną zawodników. Myślę, że na pewno mieliby kim zastąpić Rodado. Może nie w takim stopniu, jak wygląda to teraz, ale mają na każdej pozycji bardzo jakościowych piłkarzy, którzy potrafią dobrze operować piłką i stwarzać zagrożenie.

Czy stawiasz sobie konkretne cele w stylu, że za rok lub dwa musisz zacząć grać w PKO BP Ekstraklasie?

Nie, nie sięgam aż tak daleko. Wiem, jaka jest piłka nożna. W bardzo krótkim czasie wszystko może się zmienić. To sport, w którym z dnia na dzień dzieją się różne rzeczy, na które czasami człowiek nie ma wpływu. Dlatego nie stawiam sobie dalekosiężnych celów. Skupiam się na tym, co jest tu i teraz.

Trenerzy też kształtują człowieka

A potrafisz już powiedzieć, co konkretnie wyniosłeś od trenerów, z którymi pracowałeś?

Szczerze mówiąc, nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałem. Miałem jednak sporo szczęścia, bo trafiałem na trenerów, którzy nie tylko byli dobrymi szkoleniowcami, ale też bardzo dobrymi ludźmi. Dla mnie to ważne. Trener jest trenerem, ale przede wszystkim człowiekiem, który potrafi zrozumieć zawodnika, pomóc mu i wesprzeć. Myślę, że pod tym względem naprawdę dobrze trafiłem.

Pierwsze skojarzenie to choćby trener Rafał Górak. Dla kibiców jego postać przybliżył serial CANAL+ Sport: „Trenerzy. Pod presją”. Czy ty też tak go wspominasz – jako trenera, który kształtuje zawodnika nie tylko piłkarsko, ale też życiowo, trochę „ojcowsko”?

Tak, zgadza się. Trener Rafał Górak potrafi czasem krzyknąć i pokazać zawodnikowi, kto rządzi, ale ma też ogromną charyzmę. Nawet, jeśli ktoś zrobi coś źle, to często sam dochodzi do wniosków. Trener potrafi zmusić zawodników do myślenia.

Ruch Chorzów w sezonie 2025/2026 wywalczy awans do PKO BP Ekstraklasy?

Tak 80%
Nie 20%
Trudno powiedzieć 0%
5+ Głosy
Oddaj swój głos:
  • Tak
  • Nie
  • Trudno powiedzieć

Były takie momenty, które szczególnie zapadły Ci w pamięć?

Tak, było kilka sytuacji, w których trener dawał naprawdę ciekawe spostrzeżenia i teksty. W serialu pojawiła się nawet tablica z jego cytatami. Bardzo dużo z tamtego okresu zapamiętałem i myślę, że dzisiaj to procentuje. Jako młodszy zawodnik mogłem się temu przyglądać, a teraz wykorzystuję to na boisku.

A jakim trenerem jest Waldemar Fornalik?

Jest przede wszystkim bardzo spokojny i konkretny. Nie potrzebuje wielu słów. Wystarczy jedno, dwa zdania i każdy dokładnie wie, co ma robić.

Przygotowania w Polsce zamiast Turcji

Zimą przygotowywaliście się głównie na własnych obiektach oraz na krótkim zgrupowaniu w Wałbrzychu, które – jak mówił trener – miało też charakter integracyjny. Jak podchodzisz do tego, że jak kilka ekip nie mieliście okazji trenować na dobrze przygotowanych boiskach na przykład w Turcji?

Osobiście uważam, że lepiej przygotowywać się w Polsce. Warunki, które mamy teraz, będą bardzo podobne do tych, w jakich zagramy pierwszy mecz ligowy. Mamy w Chorzowie bardzo dobre boiska. To w zupełności wystarcza, by przygotować się równie dobrze, a może nawet lepiej, niż drużyny, które wyjechały do Turcji. To nie kwestia miejsca, tylko jakości boisk i nastawienia drużyny oraz poszczególnych zawodników.

Moc pokazaliście w sparingu z Polonią Bytom. Nie za wcześnie pojawiła się tak dobra dyspozycja?

To jest dobrze zaplanowane i myślę, że wyjdzie nam na plus. Cały proces przygotowań jest tak ustawiony, żeby szczyt formy przypadł na pierwszy mecz ligowy ze Śląskiem Wrocław.

Wiadomo, jaki był poprzedni sezon Ruchu Chorzów w Betclic 1. Lidze. Miał być szybki powrót do PKO BP Ekstraklasy, a skończyło się na dalekim 10. miejscu. Czy zatem odczuwacie presję związana z tym, że są oczekiwania dotyczące awansu do elity?

Nie myślimy o tym w taki sposób. Wiemy, jaka jest pierwsza liga. Wielu zawodników w naszej drużynie ma spore doświadczenie na tym poziomie i zdaje sobie sprawę, że to liga bardzo wyrównana, ciężka i fizyczna. Każdy zespół walczy do końca. Tutaj każdy może awansować i każdy będzie o to walczył.

30 milionów Śląska i piłkarska odpowiedź

Pierwszy oficjalny mecz w 2026 roku zagracie ze Śląskiem Wrocław. W kontekście tego spotkania dużo mówi się też o finansach. Klub z Wrocławia ma zostać dofinansowany kwotą 30 milionów złotych. Czy to temat, który przewija się w szatni?

Tak, ten temat się przewijał, bo to była głośna sprawa. W każdym razie patrzę na to tak: jeszcze lepiej wygrać z takim zespołem i pokazać, że pieniądze to nie wszystko. Liczy się to, co dzieje się na boisku. Takie mecze jeszcze bardziej nakręcają. Wygrana ze Śląskiem, po tym wszystkim, co pojawiło się w mediach, dałaby nam ogromnego kopa.

To spotkanie dla Ciebie będzie miało też osobisty wymiar?

Byłem zawodnikiem Śląska, to fakt. Niemniej dzisiaj to już zupełnie inny klub niż ten, w którym byłem ja. Spadek, zmiana trenera, zawodników, prezesa, dyrektora sportowego. Praktycznie wszystko się zmieniło. Dla mnie to będzie normalny mecz. Podejdę do niego jak do każdego spotkania. Dam z siebie 100 procent. Chcę strzelać gole, asystować i na pewno nie będę ukrywał radości, jeśli trafię do siatki.

Twój kontrakt obowiązuje do końca czerwca 2027 roku. Czy pojawiły się już rozmowy o nowej umowie?

Nie, na razie nie mamy nic zaplanowanego. Uważam, że takie rozmowy na tym etapie mogłyby bardziej zaszkodzić niż pomóc. Chcę się skupić na boisku i na tym, żeby moja forma dalej była na wysokim poziomie. Teraz najważniejsze jest przygotowanie do pierwszego meczu ligowego. Nowa umowa jeszcze nie jest moim priorytetem.

Wielkie trybuny i SuperAuto.pl Stadion Śląski

Runda wiosenna w Chorzowie może upłynąć pod znakiem hitu z Wisłą Kraków. Mówi się nawet o 50–54 tysiącach kibiców na SuperAuto.pl Stadionie Śląskim. Grałeś już przy takiej frekwencji?

Tak, grałem kilka meczów przy bardzo dużej liczbie kibiców. Między innymi we Wrocławiu w sezonie wicemistrzowskim, w Poznaniu z Lechem czy w Warszawie z Legią. Znam ten klimat, gdy na trybunach jest tak głośno, że nie da się porozumiewać na boisku. Dla mnie to coś fantastycznego. Wtedy naprawdę czuć, że to, co robimy, ma sens i jest wartością. Dla takich meczów trenuje się całe życie.

fot. PressFocus

SuperAuto.pl Stadion Śląski bywa jednak określany jako specyficzny. Bieżnia, duża odległość trybun od boiska. Jak ty to odbierasz?

To specyficzny stadion. Na obiektach takich jak u Widzewa czy Legii trybuny są bardzo blisko i hałas jest bardziej odczuwalny. U mnie jednak wygląda to tak, że kiedy wychodzę na boisko, kompletnie się odcinam. Jestem tak skupiony na meczu i na tym, co dzieje się na murawie, że praktycznie nic z trybun do mnie nie dociera. Może tylko przy przerwach, gdy na boisko wbiegają fizjoterapeuci, zerknę na trybuny i wtedy zdaję sobie sprawę, jak kibice nas niosą. W trakcie gry liczy się tylko boisko.

Cicha bez trybun i nowa rzeczywistość

Jak odnajdujecie się w nowej rzeczywistości, nawiązując do obiektu przy ulicy Cichej, gdzie w zasadzie nie ma już trybun ani zabudowań, a został praktycznie sam obiekt treningowy?

Rzeczywiście, bardzo dużo się zmieniło. Kiedy pierwszy raz tu przyszedłem, część obiektów była jeszcze zabudowana, a teraz w zasadzie niewiele zostało. Jest jeden budynek i obok ten, w którym się przebieramy. W każdym razie ja jestem w Ruchu stosunkowo krótko, więc trudno mi to porównywać. Są jednak zawodnicy, którzy grają tu od kilku lat i czasami mówią: „Zobaczcie, tu już nic nie ma, a jeszcze niedawno rozgrywaliśmy tu mecze”. Dla nich to na pewno zupełnie inna sytuacja. Ja nie miałem okazji zagrać ligowego spotkania przy Cichej, więc odbieram to trochę inaczej.

Obiekt Ruchu Chorzów przy ulicy Cichej 6
fot. Goal.pl

Rodzina, dart i mentalny balans

Jesteś w Ruchu od niedawna, więc zapytam też o życie poza boiskiem. Jak wygląda wolny czas Patryka Szwedzika? To pełne skupienie na piłce, czy są też inne pasje?

Jest życie poza piłką. Mam małą córeczkę, więc po powrocie do domu poświęcam jej bardzo dużo czasu. Jest radość, zabawa i to daje mi ogromną energię. Poza tym gram w darta. Przyznam, że zajmuje mi to sporo czasu. Moja narzeczona czasami żartuje, że jak nie przestanę, to wyrzuci cały sprzęt (śmiech).

To zainteresowanie dartem pojawiło się po ostatnich mistrzostwach czy wcześniej?

Na przełomie mistrzostw. Mam kolegę, który gra już od dłuższego czasu i trochę mnie tą pasją zaraził. Kupiłem cały sprzęt i potrafię grać po kilka godzin dziennie. Patrząc jednak na moją formę na treningach i w sparingach, nie wydaje mi się, żeby miało to na mnie negatywny wpływ.

Planujesz zarazić tą pasją także szatnię? Jakieś turnieje między treningami?

Z tego, co słyszałem, w poprzedniej szatni była tarcza i chłopaki grali, więc można wrócić do tego pomysłu. Może pomogę zawiesić tarczę, zorganizować coś na nowo. Na pewno znalazłoby się kilku chętnych.

Mówiłeś, że masz małą córeczkę. Daje się wysypiać?

To ciekawe, bo przyzwyczaiłem się do spania z córeczką i narzeczoną. Podczas trzydniowego obozu w Wałbrzychu spało mi się znacznie gorzej. Często się budziłem, ciężko było zasnąć. Po powrocie powiedziałem narzeczonej, że paradoksalnie gorzej śpi mi się samemu. Chyba to kwestia przyzwyczajenia i poczucia, że bliscy są obok.

Czytaj więcej: Od rozbiórki do wizji wielkiej areny. Ruch czeka na zielone światło