Drugi taki przypadek w historii
Na werdykt Komisji Dyscyplinarnej PZPN czekano z dużą ciekawością nie tylko w Krakowie i Wrocławiu, bo decyzja w sprawie meczu Śląsk Wrocław – Wisła Kraków będzie miała dużo dalej idące reperkusje. Ostatecznie organ związku zadecydował, że Śląsk zapłaci bardzo wysoką karę.
Ale… Czy to kończy sprawę? Oczywiście, że nie. A zatem co jeszcze może się wydarzyć? O tym rozmawiaiśmy z Mateuszem Stankiewiczem, ekspertem prawa sportowego.
Piotr Koźmiński, goal.pl: Milion złotych kary dla Śląska. To rekordowa kara…
Mateusz Stankiewicz: Na pewno bardzo wysoka. Przypominam sobie tylko jeden inny przypadek, w którym klub został ukarany tak dotkliwie. Chodzi o Cracovię, która też dostała milion złotych za kupiony awans.
W żadnym innym przypadku tak wysokiej kary nie było. Mam wrażenie, że ta wysokość to jasny sygnał od Komisji Dyscyplinarnej, że nie można się tak zachowywać. Oczywiście, teraz czekamy na uzasadnienie. Potrzeba dobrego uzasadnienia, tym bardziej, że poprzednie kary w tych przypadkach były dużo niższe.
Charakter prewencyjny kary
No właśnie. To było często podnoszone w tej sprawie. Że dlaczego Śląsk ma być dużo mocniej ukarany, niż poprzednie kluby?
Nie mamy dostępu do akt, nie znamy dokumentów, na podstawie których komisja wydała werdykt. Można przypuszczać, że być może inne kluby miały jednak lepsze uzasadnienie swoich działań, na przykład opinię policji czy dowody, że prowadzone były remonty. Tutaj, być może, KD uznała, że po prostu zarząd Śląska podjął taką decyzję sam z siebie.
Druga sprawa, w takich przypadkach patrzy się nie tylko na sprawcę i jego czyn, ale i jego wpływ na środowisko piłkarskie. Komisja może uzasadniać, że ta kara ma mieć charakter w jakimś sensie prewencyjny. Aby inne kluby nie chciały już iść tą drogą.
Natomiast pozostanie przy karze finansowej jasno pokazuje, że komisja nie chciała wprowadzać zamieszania dotyczącego kalendarza rozgrywek czy kształtu tabeli. I dlatego nie skorzystała z narzędzi, które też miała do dyspozycji, czyli na przykład obustronnego walkoweru czy minusowych punktów.
W tym momencie milion złotych brzmi faktycznie jako mocny straszak, ale wiadomo, że Śląsk się odwoła.
Tak, do Najwyższej Komisji Odwoławczej. Tutaj ważne zaznaczenie: NKO nie może już tej kary podwyższyć. Zatem albo zostanie utrzymana, albo obniżona.
NKO (raczej) drastycznie nie obniży
No właśnie. Tylko że… A co jak zostanie obniżona na przykład do 100 tysięcy? I wtedy z dużego straszaka zrobi się mały…
Oczywiście, pozostajemy w sferze spekulacji, ale… Wydaje mi się, że najbardziej prawdopodobny scenariusz to niewielkie obniżenie. Nie drastyczne. Chodziłoby o to, żeby utrzymać określoną linię orzecznictwa.
Gdybym miał kreślić najbardziej prawdopodobny scenariusz to moim zdaniem NKO karę obniży, ale nieznacznie. Pozostałoby to na poziomie kilkuset tysięcy złotych. A wtedy wciąż byłoby jednak solidnym straszakiem.
Na razie Śląsk płacić nie musi
NKO kończy sprawę?
Niekoniecznie. Bo Śląsk może z odwołaniem iść jeszcze wyżej, czyli do Trybunału Arbitrażowego przy PKOl. A na końcu – w razie czego – pozostaje też Sąd Najwyższy. Natomiast jeszcze jedno zastrzeżenie. Tego typu kary nie mają rygoru natychmiastowej wykonalności.
Czyli?
Czyli, dopóki będzie trwało postępowanie przed NKO to tej kary Śląsk płacić nie musi. To nie działa tak, jak na przykład w przypadku zakazów wyjazdowych dla kibiców, które egzekwowane są natychmiast. Z kolei Trybunał Arbitrażowy lub Sąd Najwyższy mogą wstrzymać wykonanie kary, ale już na wniosek ukaranego podmiotu.









