Tomczyk nie poradził sobie z trudną szatnią Rakowa
Raków Częstochowa walczy jeszcze w tym sezonie o miejsce w czołówce Ekstraklasy i europejskie puchary. Na ten moment zajmuje w tabeli piątą lokatę, która może zagwarantować grę w Europie, o ile w przodzie tabeli znajdzie się Górnik Zabrze. Medaliki mogły zapewnić sobie grę w eliminacjach Ligi Europy kilka dni temu, ale przegrali w finale Pucharu Polski właśnie z Górnikiem.
Ten mecz okazał się ostatnim dla Łukasza Tomczyka w roli trenera Rakowa. Zimą zastępował Marka Papszuna, który wylądował w Legii Warszawa. Wydawało się, że to odpowiedni wybór, bowiem miał on za sobą świetny czas w Polonii Bytom. Tomczyka przedstawiano jako twarz długoterminowego projektu, a ostatecznie wytrzymał na tym stanowisku nieco ponad cztery miesiące.
Decyzja o zwolnieniu nastąpiła nagle, bowiem do tego czasu władze klubu sugerowały, że posada Tomczyka jest bezpieczna. Co mogło więc przesądzić o jego losach? Młody trener najprawdopodobniej nie poradził sobie z trudną i wymagającą szatnią.
„Wydaje mi się, że szatnia nie została przez trenera kupiona, a sam obraz meczu z Górnikiem przechylił szale. To na tyle zabolało Michała Świerczewskiego, że zdecydował się na to tu i teraz. Jeśli Michał Świerczewski wiedział, że popełnił błąd, to nie chciał w nim tkwić. Szkoda mi trenera Tomczyka, bo może na rundę jesienną by to wyglądało inaczej, ale tego już nie sprawdzimy. (…) Pierwsze problemy miały pojawiać się już w Belek, kiedy był na przykład problem z Brunesem podczas jednego ze sparingów. I tam już Łukasz Tomczyk zetknął się z trudnością w postaci ego piłkarzy i innych charakterów.” – przekazał Kacper Tomczyk w programie na kanale „Na Wylot”.









