Cztery piękne lata
Robert Lewandowski podjął decyzję o odejściu z Barcelony. Polski napastnik zakomunikował ją na Instagramie, co urochomiło lawinę komentarzy na całym (piłkarskim) świecie.
Goal.pl zapytał o zdanie najważniejszych ludzi polskiej piłki. Z Janem Urbanem rozmawialiśmy między innymi o tym co dalej z występami Roberta w kadrze, a Zbigniew Boniek zastanawia się na naszych łamach co teraz wybierze Robert.
Goal.pl poprosił też o opinię Jordiego Cruijffa, który uczestniczył w procesie sprowadzenia Lewandowskiego do Barcelony, bo byl wtedy dyrektorem sportowym w klubie. Syn Johana Cruijffa pracuje obecnie w Ajaksie Amsterdam jako dyrektor techniczny, ale lwia część historii jego rodziny związana jest właśnie z Dumą Katalonii.
Piotr Koźmiński, goal.pl: Zaskoczył pan Robert Lewandowski, czy nie? Przed chwilą ogłosił, że odchodzi z Barcelony…
Jordi Cruijff, były gracz mi.n Barcelony i Manchesteru United, były doradca i dyrektor Barcelony: Oczywiście, ta informacja już do mnie dotarła. A czy zaskoczyła? I tak, i nie. Z jednej strony jeśli widzisz kogoś w koszulce Barcelony już cztery lata, to na tyle się przyzwyczajasz, że zmiana może cię zaskoczyć.
Z drugiej jednak strony wiadomo było jak wygląda sytuacja kontraktowa Roberta. W każdym przypadku, gdy piłkarzowi kończy się kontrakt, trzeba brać pod uwagę, że odejdzie, że zmieni otoczenie. To część świata futbolu.
Jak pan podsumuje zatem te cztery lata Lewandowskiego w Barcelonie?
Pokazał się tu z doskonałej strony. Jako piłkarz, ale poza boiskiem też. Pomagał i na murawie, i poza nią. Był wzorem dla innych. To jest niesamowity profesjonalista! W każdym możliwym aspekcie. Inni mogli go podpatrywać… To jak się prowadzi, jak o siebie dba.
Naprawdę, można go było stawiać za wzór. Zresztą, nie trzeba było tego aż tak uwypuklać, bo to było widać. Przez cztery lata zdobył tu trzy tytuły mistrza Hiszpanii. To też mówi samo za siebie. A jednego Barcelona nigdy mu nie zapomni.
Co ma pan na myśli?
Tej determinacji jaką się wykazał, aby mogło dojść do tego transferu. Pamiętajmy jakie były wtedy uwarunkowania. Barcelona przechodziła restrukturyzację, sytuacja klubu była trudna, również pod względem ekonomicznym. A Lewandowski był nalepszym strzelcem Bayernu od lat.
Bayern, co logiczne, nie chciał go więc wtedy sprzedawać. Bayern zapewniał mu tytuły, Robert zdobywał je tam przecież seryjnie. Biorąc wszystkie czynniki pod uwagę: to było trudne do zrobienia.
Barcelona robiła co mogła, ale bez wielkiej determinacji samego piłkarza to się i tak mogło nie udać. Robert wtedy bardzo nam pomógł. Ze swojej strony też zrobił wszystko, aby tu przyjść. To bardzo pomogło w dopięciu transakcji.
Ma pan swój ulubiony moment, gol, triumf Roberta w Barcelonie?
Nie, ulubiony moment, czy gol to raczej nie. Lubię patrzeć bardziej kompleksowo. Jak sytuacja piłkarza się rozwija w danym klubie, jak to wygląda w szerszej przestrzeni czasowej. Teraz, podsumowując, możemy powiedzieć, że przyjście do Barcelony było bardzo dobrym wyborem z jego strony.
O tym w jakich okolicznościach to się działo, już rozmawialiśmy. Ale wspomniane trzy mistrzostwa na cztery możliwe to kolejny dowód na to, że Robert dobrze wybrał. Generalnie patrząc na jego karierę, to wychodzi na to, że podejmował bardzo dobre wybory. A przyjście do Barcelony było jednym z nich.
To była realizacja jego marzenia?
Właśnie to miałem powiedzieć. Że czuło się wtedy, że tu nie chodzi tylko o transfer. Że to był jego „dream”. Że Robert marzył wtedy o tym, aby w Barcelonie zagrać. I sam mocno pomógł sobie to marzenie zrealizować. Natomiast pytał mnie pan o moment, który szczególnie zapamiętałem jeśli chodzi o Roberta. Pamiętam, że mocno się głowiliśmy nad tym jak go zaprezentować.
Pamiętam prezentację, byłem na niej w Barcelonie.
Nie, nie. Nie o tę prezentację mi chodzi. Byliśmy wtedy w USA, na przedsezonowym obozie. I jakoś trzeba było przyjście Roberta ogłosić. Nie można było przecież tego ukrywać, czy czekać długie dni aż wrócimy do Barcelony.
Tam więc nastąpiła część pierwsza, a druga już w Barcelonie. No a teraz, jak widać, czas na pożegnanie. Ale tak, i dla Barcelony, i dla Lewandowskiego to był piękny czas. Przez cztery lata serce klubu i Roberta biło tym samym rytmem…









