Thomas Ravelli: Polska potrafi zadać nam ból. Taki wynik przewiduję! [NASZ WYWIAD]

Ten mecz budzi ekscytację w obu krajach. Zarówno w Polsce, jak i w Szwecji nadzieje są ogromne. A jak sytuację widzi Thomas Ravelli? Goal.pl rozmawiał ze 143-krotnym reprezentantem Szwecji, który przewidział dla nas nawet wynik tego spotkania.

Thomas Ravelli
Obserwuj nas w
dpa picture alliance/alamy Na zdjęciu: Thomas Ravelli

Napięcie rośnie, biletów nie ma

Do wtorkowego meczu Szwecji z Polską coraz bliżej, więc napięcie po obu stronach coraz większe. Szwedzi pałają żądzą rewanżu za baraż sprzed czterech lat, natomiast Biało-Czerwoni liczą na to, że przełamią klątwę wyjazdowych meczów z tym rywalem, co oznaczałoby pierwszą wygraną w Sztokholmie od… 95 lat.

W mediach trwa dyskusja o tym w jakim składzie zacznie zespół Jana Urbana. W poniedziałkowe popołudnie na naszych łamach zamieściliśmy najbardziej prawdopodobne zestawienie naszym zdaniem.

Tak czy inaczej zainteresowanie tym starciem jest ogromne, a bilety decydujący bój rozeszły się błyskawicznie. Rozmawialiśmy o tym meczu z Sylwestrem Czereszewskim, który przeanalizował dla nas to, co się może wydarzyć we wtorek.

Przed spotkaniem o wszystko goal.pl rozmawiał również z Thomasem Ravellim, legendarnym szwedzkim bramkarzem, który też zna smak gry przeciwko Polsce.

Piotr Koźmiński, goal.pl: Jak się pan zapatruje na to spotkanie? Słyszymy, że w Szwecji pewność siebie mocno wzrosła po wygranej nad Ukrainą.

Thomas Ravelli. 143-krotny reprezentant Szwecji, uczestnik mistrzostw świata w 1994 roku, raz piłkarz sezonu w Szwecji, dwa razy bramkarz sezonu, dziewięciokrotny mistrz kraju:

Powiem tak: przez ostatni rok ta kadra zraziła wielu ludzi. Przegrywaliśmy ze słabymi zespołami, z drużynami z małych krajów. Potrafiliśmy ulec nawet Luksemburgowi. Czasem nie dało się tego oglądać. W sumie ja też w pewnym momencie się zraziłem i częściej oglądałem tenis i golf, niż reprezentację mojego kraju. Ale naprawdę były ku temu powody. Jeszcze raz: mamy za sobą paskudny rok. To zniechęcenie nie wzięło się więc z niczego. Natomiast mecz z Ukrainą…

No właśnie. To spotkanie pokazało zupełnie inny obraz Szwecji.

Dokładnie. Do tego stopnia, że i ja, od osoby zniechęconej, przeszedłem na pozycję kogoś, kto patrzy na starcie z Polską z umiarkowanym optymizmem. Kluczem jest i będzie nasza obrona. Zresztą, Szwecja zawsze obroną stała. A ten, kto o tym zapominał, jak poprzedni selekcjoner, ponosił porażkę.

Teraz proporcje zostały przywrócone. I efekt jest widoczny niemalże od razu. Nasza defensywa zagrała przeciw Ukrainie bardzo dobrze. Jeśli powtórzy to z Polską, to naprawdę nasze szanse będą duże.

Bez Hiena też się da

Tyle że straciliście jeden z filarów defensywy, Hiena…

To prawda. Na pewno jest to osłabienie, ale chyba bym nie dramatyzował. W trakcie meczu z Ukrainą to nie była jedyna kontuzja podstawowego gracza, a mimo wymuszonych zmian zespół do końca meczu radził sobie bardzo dobrze. Jeszcze raz: kluczem do ogrania Polski jest postawa defensywy. Uważam jednak, że nawet bez Hiena nasi obrońcy mogą sobie poradzić.

A nie boi się pan o bramkarza? Nie jest w Szwecji taką legendą jak pan.

(śmiech). Większość poprzednich meczów przesiedział na ławce, więc nie miałem okazji dobrze go poznać w godzinie próby. Choć doświadczenia mu generalnie nie brakuje. W końcu mówimy o piłkarzu, który ma 36 lat. Natomiast, żeby być według niego uczciwym: w meczu z Ukrainą stanął na wysokości zadania. Nie jest więc tak, że w tym momencie drżę o postawę naszego bramkarza.

Z przodu macie Gyokeresa…

Czystą przyjemnością było oglądanie jego wykończenia w meczu z Ukraińcami. Fantastyczny napastnik, fantastyczny. No, ale wy macie Lewandowskiego.

No właśnie. Klasyczne pytanie: który z nich jest lepszy?

Myślę, że obaj mogą dać swoim drużynom podobne wsparcie. Może troszkę lepszy jest Lewandowski, bo jest jednak dużo bardziej doświadczony niż Viktor.

Zastrzyk energii tak, ale za duża pewność siebie? Nie!

Ze Szwecji napływały do nas wieści, iż pewność siebie jest na takim poziomie, że wasze media radzą już kibicom jak organizować wyjazd na mundial. Pan już też niemalże spakowany?

Nie, a skąd! A co do tej pewności siebie. Wiadomo jak jest z mediami. Trzeba sprzedawać gazety, generować kliki. Ten mecz wzbudza wielkie zainteresowanie, więc i media szeroko się nim zajmują, z róznych stron. Natomiast ja to widzę tak: ta, jak to pan określił, wielka pewność siebie, nie dotyczy piłkarzy. Nie po takim roku! Nie po porażkach z takimi zespołami, o których mówiłem wcześniej. To byłoby dalece niewskazane.

Natomiast prawdą jest, że ten bardzo dobry mecz z Ukrainą dał naszym graczom dużo pozytywnej energii, takiego pozytywnego kopa. Do spotkania z Polską bez wątpienia przystąpią dobrze nastawieni, ale jestem przekonany, że bez przesadnej pewności siebie. Tym bardziej, że Polska to groźny zespół.

Coś pan o tym wie…

Wiem, że Polska potrafi zadać nam ból. Pamiętam o tym od dziecka, kiedy Jan Tomaszewski, jeden z moich wielkich idoli, obronił karnego w meczu ze Szwecją i wygraliście 1:0, na mundialu w 1974 roku. Pamiętam też, że Polska pokonała nas w finale poprzedniego barażu o mundial.

Powinien pan też pamiętać mecz w 1989 roku, gdy Ryszard Tarasiewicz wpakował panu piękną bombę w okienko z ponad 30 metrów.

A daj pan spokój! Powinienem to był wtedy obronić. To nie był mój dzień. Na szczęście koledzy mnie uratowali, wbijając gola na 2:1. W zasadzie powinien to był zrobić mój brat bliźniak Andreas, który strzelał głową, ale polski bramkarz zdołał odbić piłkę. Tyle że wobec dobitki był już bezradny.

Na trybunach piekła nie będzie

To jaki wynik przewiduje pan we wtorek? Wybiera się pan na to spotkanie?

Mecz obejrzę w domu. Grają w Sztokholmie, a ja mieszkam w Goteborgu. A co do wyniku… No cóż, typuję tak jak w meczu, o którym przed chwilą rozmawialiśmy, czyli 2:1 dla Szwecji!

A czego się można spodziewać na trybunach? W Polsce jest dużo narzekania na to, że atmosfera na PGE Narodowym jest jak na pikniku. Jak będzie u was?

Trochę chałasu będzie, ale… Na pewno nie można tego porównywać z najbardziej głośnymi obrazkami z takich stadionów jak na przykład w Turcji. Będzie momentami głośno, ale bez przesady.

Czyli, nie będzie to jakieś piekło dla polskich piłkarzy?

Nie! Na poprzednim stadionie było głośniej, natomiast ten obiekt sam „absorbuje” sporo hałasu. Zatem jeszcze raz: jakiegoś piekła w decybelach Polacy nie muszą się obawiać.

POLECAMY TAKŻE