Marcin Ryszka, Goal.pl: Jakie masz w sobie uczucia w związku z trwającym zgrupowaniem reprezentacji Polski, na którym ostatecznie cię zabrakło?
Szczerze mówiąc, czuję przede wszystkim rozczarowanie. Czułem, że jestem blisko kadry i nie ukrywam, że miałem wielką nadzieję na to powołanie. Zdecydowanie bardziej nastawiałem się na to, że się tam znajdę, więc ten niedosyt jest naturalny. Wiadomo, że akceptuje decyzje trenera. Nie mam zamiaru się na nikogo obrażać. Biorę się do roboty i chcę pokazać na boisku, że zasługuje na to żeby znaleźć się w kadrze. Nie jest to jednak pierwszy ani ostatni raz w moim życiu, kiedy przeżywam sportowe rozczarowanie. Złotych upadków i wzlotów było już wiele, więc trzeba po prostu robić swoje i liczyć na to, że w końcu to marzenie się spełni.
Wspomniałeś, że czułeś, iż jesteś blisko. Jak wyglądał twój kontakt ze sztabem reprezentacji? Byłeś oficjalnie na szerokiej liście.
Tak, znalazłem się na szerokiej liście. Sam do końca nie wiedziałem, jak to wygląda od strony formalnej, ale z tego co rozumiem, piłkarze z lig zagranicznych muszą się na niej znaleźć, żeby w ogóle móc otrzymać ostateczne powołanie. Otrzymałem telefon od trenera bramkarzy z informacją, że jestem w tej grupie. To był mój ostatni kontakt odnośnie kadry. Po tej rozmowie nie miałem już żadnych dodatkowych informacji.
Czy ktoś ze sztabu lub reprezentacji przyjeżdżał do Turcji, by oglądać twoje mecze z trybun?
Nie, nic mi na ten temat nie wiadomo. Zakładam jednak, że gdyby ktoś z kadry pojawił się na meczu, to raczej by się do mnie odezwał.
Masz na koncie 14 czystych kont, uzyskujesz świetne noty. Myślisz, że powołania zabrakło dlatego, że ludzie w Polsce nie doceniają poziomu ligi tureckiej? Gdybyś osiągał takie liczby w innej czołowej lidze, byłoby łatwiej?
Myślę, że każdy na moim miejscu miałby pozytywne odczucia i czułby, że zasłużył na powołanie. Nie chcę zabrzmieć nieskromnie, ale to są czyste fakty – sportowo wypracowałem sobie mocną pozycję w Turcji. Jestem kapitanem, bronię się sportowo. Dlatego to rozczarowanie się pojawiło. W innej sytuacji mogłoby to wyglądać inaczej, ale w tym momencie czuję, że zapracowałem na szansę. Robię jednak dalej swoje i wierzę, że w przyszłości w końcu tam trafię.
Czy to był moment, w którym czułeś się najbliżej reprezentacji? Wcześniej, za kadencji trenera Probierza, też było zainteresowanie.
Jeśli chodzi o fakty i moje odczucia, to tak, byłem najbliżej. Wcześniej, gdy trenerem był Michał Probierz, a ja grałem za granicą, nie miałem okazji dostać takiej oficjalnej wiadomości. Teraz po raz pierwszy dostałem jasną informację, że jestem na szerokiej liście powołanych.
Odbiór ligi tureckiej w Polsce
Jak byś ocenił ligę turecką w kontekście jej popularności i odbioru w Polsce? Czy jest u nas niedoceniana ze względu na brak powszechnych transmisji?
Nasza polska Ekstraklasa jest bardzo mocno „napompowana” medialnie, co oczywiście ma swoje plusy. Jest świetnie opakowana: są programy, analizy, eksperci, łatwy dostęp do każdego meczu. Liga turecka to z kolei bardzo wymagające rozgrywki, o czym wie każdy, kto tu trafia. Grają tu świetni piłkarze i renomowane zespoły. Gdyby liga turecka była bardziej dostępna w polskiej telewizji, z pewnością wielu kibiców chętnie by ją oglądało. Jest bardzo miła dla oka, nastawiona na ofensywę, pada dużo bramek, a kluby inwestują ogromne pieniądze w transfery. Problemem z perspektywy polskiego kibica jest po prostu brak dostępu do tych meczów w telewizji, przez co trudniej ją obiektywnie docenić. Minusem Turcji pozostają natomiast problemy finansowe – w wielu klubach wciąż zdarzają się opóźnienia w płatnościach dla zawodników.
Wiek, dojrzewanie i rodzina
Za rok skończysz 30 lat. Czy czujesz, że jesteś teraz w swoim najlepszym momencie sportowym, biorąc pod uwagę twoją rolę w zespole?
Tak, czuję, że osiągnąłem optymalną formę i podejście do spraw boiskowych oraz tych poza nim. Czasami wręcz zapominam, że mam już 29 lat, ten czas niesamowicie szybko zleciał. Pamiętam momenty, kiedy byłem bardzo młodym bramkarzem na początku drogi w Wiśle Kraków gdzie debiutowałem w Ekstraklasie, a teraz, gdy patrzę na skład, widzę chłopaków młodszych o 11 lat. Zdałem sobie sprawę, że jestem obecnie jednym z najbardziej doświadczonych zawodników w drużynie. Starsi koledzy zawsze powtarzali, że dla bramkarza wiek w okolicach trzydziestki to najlepszy czas i to się u mnie potwierdza. Czuję zdecydowanie większą regularność, pewność siebie i lepsze podejmowanie decyzji.
Jak zmieniłeś się jako człowiek i piłkarz, od kiedy założyłeś rodzinę?
Zmiana jest ogromna. Odpowiedzialność zarówno na boisku, jak i w życiu prywatnym, drastycznie wzrosła. Zauważyłem to już po ślubie, ale pojawienie się na świecie syna całkowicie zmieniło moje priorytety. Teraz podejmuję decyzje, mając na uwadze dobro mojej rodziny. Pracuję nie tylko na swoje nazwisko, ale też po to, by zapewnić im bezpieczeństwo. Moja dyspozycja w pracy wpływa na nastroje w domu, więc mamy świadomość, że jedziemy na tym samym wózku.
Twój syn jest twoim największym kibicem? Zaczyna już rozumieć piłkarski świat?
Zdecydowanie tak. Chodzi na mecze od małego, bardzo lubi kopać piłkę i sam trenuje kilka razy w tygodniu w akademii Göztepe. Ogląda mecze, żyje tym. Uczęszcza też do przedszkola anglojęzycznego, gdzie ma kontakt z dziećmi z różnych krajów, w tym z Turcji. Z racji tego chłonie języki w niesamowitym tempie – komunikuje się po polsku, turecku i angielsku, a w przedszkolu ma też podstawy hiszpańskiego. Śmieję się z nim czasem, bo kiedy pytam o ulubiony klub, wymienia jednym tchem: Beşiktaş, Fenerbahçe, Galatasaray i Göztepe. Muszę mu wtedy tłumaczyć, że kiedyś będzie musiał wybrać jeden, ale na ten moment to świetna zabawa.
Jak wasza rodzina odnajduje się w życiu na co dzień w Turcji?
Jesteśmy w Turcji już czwarty rok. Wyjechaliśmy z Polski, gdy syn miał zaledwie pół roku. Izmir to nasze drugie miejsce na ziemi. To w stu procentach europejskie, piękne miasto i żyje nam się tu doskonale. Oczywiście, największym minusem jest odległość od bliskich. Podróże do Polski, zajmują mnóstwo czasu i są męczące, co potrafi być uciążliwe. Na szczęście dziadkowie chętnie do nas przylatują. Brakuje nam na miejscu polskich znajomych, z którymi moglibyśmy wyskoczyć na kawę czy obiad, bo to zawsze ułatwia codzienne funkcjonowanie na emigracji. Wiemy, że to jest przejściowe, bo po zakończeniu grania w piłkę na pewno zamieszkamy w Polsce. Nie wyobrażamy sobie innego scenariusza.
Przyszłość, transfery i sentyment do Wisły
Był bardzo głośny temat twojego transferu do Widzewa Łódź. Czy czułeś presję, na przykład ze strony żony, by po latach wracać do Polski?
Nie było absolutnie żadnej presji na powrót do kraju z niczyjej strony. Nie ukrywam, że my jako rodzina oczywiście tęsknimy za Polską, bo jesteśmy Polakami i tu chcemy żyć po zakończeniu kariery. Zainteresowanie ze strony Widzewa i innych polskich klubów traktowałem po prostu jako kolejną opcję zawodową, którą rozpatrywaliśmy na chłodno. Ostatecznie ułożyło się tak, że zostałem w Izmirze, i widocznie tak miało być. Nie zamykam się jednak na żadne kierunki w przyszłości.
Myślisz jeszcze o grze w europejskich pucharach? Byłbyś gotów znów zmienić otoczenie, gdyby pojawiła się konkretna oferta?
Jak najbardziej. Cały czas chcę się rozwijać, jestem głodny nowych wyzwań i absolutnie nie zadowalam się tym, że mam tu obecnie stabilną i wygodną pozycję. Jeśli w lecie lub później pojawi się interesująca oferta, w tym z perspektywą gry w Europie, to na pewno zaryzykuję i podejmę rękawicę. Zobaczymy, co przyniesie okienko transferowe.
Śledzisz losy Wisły Kraków? Mają niezłą pozycję i przewagę przed przerwą zimową.
Oczywiście, że śledzę. Wisła wypracowała fajną przewagę punktową i oby to utrzymali. Złapanie takiej zaliczki to świetna sprawa. Wiadomo, że teraz złapali lekką zadyszkę, ale drużyny za plecami Wisły również mają swoje problemy. Trzymam kciuki za chłopaków, ten klub jest i zawsze będzie bliski mojemu sercu.
Z krytyką w Krakowie musi się teraz mierzyć młody Patryk Letkiewicz. Błędy w tak wielkim klubie ważą więcej. Co byś mu doradził z perspektywy swojego doświadczenia? Ty też nie raz obrywałeś od kibiców.
Krytyka to nieodłączny element sportu, zwłaszcza gdy grasz w takim zespole jak Wisła Kraków. Ludzie mają pełne prawo nas oceniać, przychodzą na mecze i przeżywają je razem z nami. W dużym klubie każde potknięcie jest wielokrotnie bardziej wyolbrzymione niż w mniejszym ośrodku. Patryk jest jednak bardzo utalentowanym bramkarzem, świetnie sobie radzi i w wielu momentach już to udowodnił. Błędy zdarzają się każdemu, zwłaszcza w młodym wieku. Trzymam za niego kciuki, by zachował chłodną głowę.
Wyobrażasz sobie scenariusz, że za jakiś czas wracasz na Reymonta i jako piłkarz wychodzący na murawę znów słyszysz ten wyjątkowy hymn?
Dalekie planowanie w piłce mija się z celem. Często jeden dzień potrafi zmienić całe twoje życie i wywrócić wszystkie plany do góry nogami. Nie zakładam sobie z góry, w którym roku wrócę do Polski. Natomiast mam do Wisły i Krakowa olbrzymi sentyment – przeżyłem tam wspaniałe lata profesjonalnej kariery, tam urodził się mój syn, spotkałem świetnych ludzi w szatni. Mecze przy Reymonta mają niesamowity klimat. Z pewnością byłoby wspaniale jeszcze kiedyś tam zagrać i znów usłyszeć hymn Wisły.









