Henryk Kasperczak: Musimy przestawić naszą grę [WYWIAD]

Trener Henryk Kasperczak był na mistrzostwach świata w roli piłkarza reprezentacji Polski oraz selekcjonera kadry Tunezji. W rozmowie z Marcinem Ryszką legendarny szkoleniowiec analizuje przebieg meczu z Albanią i podpowiada jak wygrać ze Szwecją.

Henryk Kasperczak
Obserwuj nas w
PressFocus Na zdjęciu: Henryk Kasperczak

Marcin Ryszka, Goal.pl: Panie trenerze, jak podobała się panu gra polskiej reprezentacji w meczu z Albanią?

Początek meczu był dobry. Widziałem, że Polacy wystartowali z wielkim animuszem i energią. Niestety później ta gra podupadła w tym sensie, że zaczęliśmy grać za bardzo spokojnie, bez odpowiedniej szybkości. Panowaliśmy nad piłką i nad grą, ale wszystko to wydawało mi się nieco ospałe. Pierwsza połowa była dla nas niebezpieczna ze względu na to, że nie stworzyliśmy sobie okazji, by strzelić bramkę jako pierwsi. Z kolei Albańczycy byli bardzo groźni w kontratakach. Stracona przez nas bramka wpadła po błędzie obrońcy, Jana Bednarka, który źle przyjął piłkę lub nieczysto ją wybił. W każdym razie był to z naszej strony podarunek dla przeciwnika. Ta pierwsza połowa nas nie zachwyciła – jako pozytywny można ocenić tylko pierwszy kwadrans, a potem było już zdecydowanie trudniej.

A jak ocenia pan reakcję drużyny po przerwie?

W drugiej połowie zespół zareagował lepiej, choć były momenty, w których wynik meczu mocno się wahał, bo to Albańczycy mieli więcej stuprocentowych okazji. Gdyby wykorzystali te dwie doskonałe szanse z drugiej połowy, to nie wiem jak ten mecz potoczyłby się dalej. Pozytywy wyciągamy ostatecznie z dwóch zdobytych bramek, w tym tej zwycięskiej. Obie strzelili nasi bardzo doświadczeni zawodnicy: kapitan Robert Lewandowski, który jak tylko ma okazję, to potrafi ją wykorzystać, oraz Piotr Zieliński. Widać, że jest niezwykle ważnym ogniwem reprezentacji Polski.

Nie wiem, czy zgodzi się pan ze mną, ale tyle ostatnio rozmawiamy o potrzebie wprowadzania młodych piłkarzy, a ostatecznie to weterani, panowie po trzydziestce, biorą na siebie ciężar zdobywania goli.

Po prostu tak to teraz wyszło. Kiedy wydaję opinię i coś oceniam, dla mnie zawsze najważniejsza jest cała drużyna. To, czy strzelają młodzi, czy starsi, odgrywa drugorzędną rolę. Mnie interesuje to, jak zespół prezentuje się na boisku w różnych fazach gry. W pierwszej połowie faza wykańczania akcji ofensywnych w ogóle nam nie wychodziła. Było ślamazarnie, brakowało skutecznej konstrukcji w ataku. Druga połowa była już zdecydowanie lepsza, mimo że – co powtórzę – rywale mieli doskonałe okazje, które świetnie wybronił nasz bramkarz. Wykorzystaliśmy po prostu maksymalnie to, co mogliśmy. Zadecydował fantastyczny strzał Zielińskiego, który podobną bramkę – pięknym uderzeniem z okolic 25 metrów – zdobył niedawno w swoim klubie, Interze Mediolan. A Lewandowski jak zawsze znajduje się tam, gdzie czuje, że piłka zaraz spadnie.

Zastanawialiśmy się wszyscy przed meczem, jak zaprezentuje się młody Oskar Pietuszewski.

Nasz siedemnastolatek wszedł do drużyny z ławki i uważam, że zmiany trenera wniosły coś pozytywnego. Wszyscy liczyliśmy na dobry wybór selekcjonera. Choć od początku może gra nie układała się po naszej myśli, trener zareagował w drugiej połowie wprowadzając właśnie Pietuszewskiego. Ten chłopak pokazał się z dobrej strony – to zawodnik, który nieźle panuje nad piłką. Jest szybki i potrafi wziąć na siebie odpowiedzialność, gdy ma piłkę przy nodze. Stara się zagrać celnie lub samemu szuka strzału na bramkę. Zrobił trochę popłochu w szykach obronnych rywala.

Skąd w ogóle wzięło się to, że po dobrych 15 minutach oddaliśmy pole Albańczykom? Wydaje mi się, że jeśli to samo zrobimy ze Szwecją we wtorkowym finale w Sztokholmie, oni wykorzystają to bezlitośnie. Albańczycy kreowali okazje, ale brakowało im dokładności w ostatnim podaniu.

W piłce nożnej to ostatnie podanie rzeczywiście jest zawsze najtrudniejsze. Wiem z własnej kariery zawodniczej, że aby zdobyć bramkę, trzeba skonstruować szybką akcję ofensywną i od razu reagować, by nie dać rywalowi czasu na odpowiednie ustawienie się. Uważam, że nasza gra wyglądała słabo dlatego, że nie zastosowaliśmy wysokiego odbioru piłki. Zamiast tego zbyt szybko wracaliśmy do swoich stref, czekaliśmy na własnej połowie i pozwalaliśmy Albańczykom na swobodne operowanie piłką. Z tego wzięły się nasze problemy, bo zawsze trudniej jest biegać za piłką, kiedy się jej nie ma, niż prowadzić grę samemu i decydować o tempie ataku. Zostawiliśmy rywalom za dużo wolnego pola do rozgrywania i kreowania akcji. Myślę, że na Szwedów będziemy musieli obrać inną taktykę. Jeśli i im zostawimy tyle miejsca na rozgrywanie piłki, będą niezwykle niebezpieczni.

Co zatem musimy zmienić przed decydującym starciem ze Szwecją?

Mamy jeszcze kilka dni, by odpowiednio przygotować zespół i zmienić myślenie w głowach zawodników. Trzeba ich uświadomić, że we wtorek będzie jeszcze trudniej, a przeciwnik będzie bardziej wymagający. Nie możemy pozwolić Szwedom na spokojne rozgrywanie piłki tak, jak miało to momentami miejsce z Albanią, bo będziemy ryzykować porażkę. Musimy przestawić naszą grę na to, by agresywność i szybkość leżały po naszej stronie. Grajmy to, w czym jesteśmy dobrzy i z czego od lat słyniemy – grajmy szybko z kontrataku. Trzeba się także zastanowić nad wspomnianym Pietuszewskim. Być może warto wystawić go od początku meczu, by od pierwszych minut swoją szybkością siał zamęt w obronie przeciwnika. Zwycięstwo z Albanią było bardzo ważne dla morale – dalej walczymy, jesteśmy w finale i wszystko będzie zależało od meczu wyjazdowego.

To będzie zupełnie inny mecz niż ten sprzed 4 lat. Historia trochę zatoczyła koło, ale wtedy Czesław Michniewicz wprowadził nas na mistrzostwa, bo wygraliśmy ze Szwecją na Stadionie Śląskim 2:0 – obiekcie, który pan doskonale zna z czasów swojej kariery. Teraz gramy w Sztokholmie i na pewno będzie o wiele ciężej.

Na pewno będzie trudniej. W futbolu ogólnie przyjmuje się, że wszystkie mecze rozgrywane na wyjeździe są o wiele trudniejsze do wygrania. Kiedy przeanalizujemy historię spotkań piłkarskich, jasno widać, że zdecydowanie częściej wygrywa się u siebie, przed własną publicznością, niż na boiskach rywali. Dlatego zrobienie dobrego wyniku w Sztokholmie będzie dla nas bardzo dużym wyzwaniem.