Zazdrościmy Szkotom – jednak czy faktycznie mamy czego?

Scott McTominay & Robert Lewandowski
Scott McTominay & Robert Lewandowski PressFocus

Każdy, kto obejrzał wczorajsze starcie Anglii ze Szkocją, był pod wrażeniem postawy podopiecznych Steve’a Clarka. Goście od pierwszego gwizdka walczyli o każdy centymetr boiska. Chociaż obie ekipy swoją grą raczej nie promowały hasła joga bonito, żadnemu z piłkarzy obecych na murawie nie można odmówić ambicji. Po tym emocjonującym widowisku wszyscy kibice polskiej reprezentacji zaczęli się zazdrościć brytyjskim fanom i zastanawiali się, czemu ich ulubieńcy nigdy nie prezentowali takiego zaangażowanie w sportową rywalizację. Niektórzy sugerowali, że Szkoci nie tylko są bardziej zawzięci, lecz także dysponują lepszą kadrą. Postanowiłem nieco bliżej przyjrzeć się temu zagadnieniu. Kto, przynajmniej na papierze, wygrałby to starcie? The Tartan Army czy “polska husaria”? Porównamy wyjściową jedenastkę Szkotów w rywalizacji z Synami Albionu z podstawowym składem Biało-Czerwonych na potyczkę ze Słowacją. Na potrzeby tego zestawienia przyjmijmy, że obie drużyny zagrały w ustawieniu 3-5-2, z wahadłami i trójką środkowych obrońców.

  • Po wczorajszym meczu na Wembley Polacy zaczęli zazdrościć Szkotom. Czego brakuje naszym chłopakom? Ambicji, którą imponowali piłkarze The Tartan Army
  • Niektórzy sugerowali, że Biało-Czerwoni nie tylko są zdecydowanie mniej walecznie, ale także, co do tej pory stanowczo odrzucaliśmy, wcale nie stoją na wyższym poziomie sportowym niż reprezentacja Szkocji
  • Czy faktycznie mamy czego zazdrościć Wyspiarzom? Jak oba składy prezentują się na papierze?

Bramkarz: David Marshall – Wojciech Szczęsny

David Marshall
PressFocus

33 mecze w Championship kontra 30 spotkań w Serie A – zwycięzca tego jakże nierównego pojedynku może być tylko jeden. Chociaż relacja Wojciecha Szczęsnego z wielkimi turniejami jest dosyć burzliwa, nie przez przypadek na co dzień zakłada koszulkę Juventusu. Marshall jest co najwyżej solidnym golkiperem, który nigdy nie zbliżył się do poziomu, na którym od dłuższego gra reprezentant Polski. Absolutnie wszystko przemawia na korzyść wychowanka warszawskiej Legii. Także liczba pojedynków w Premier League, który zaliczył o 79 więcej niż obecny bramkarz Derby. I to nie w Cardiff czy Hull, a w Arsenalu. Szkoci z pewnością zazdroszczą nam głębi na tej pozycji. Marshall, Gordon, McLaughlin i McCrorie to zdecydowanie mniej renomowane nazwiska niż Szczęsny, Fabiański, Skorupski, Drągowski czy Gikiewicz. Szkocja 0:1 Polska

Lewy wahadłowy: Andy Robertson – Maciej Rybus

Andy Robertson
PressFocus

Zdecydowany triumf reprezentacji Szkocji. Nawet jeżeli pominiemy przynależność klubową i porównamy suche liczby. Robertson strzelił tyle samo goli, ale zanotował o sześć asyst więcej, a to ostatnie podania w znaczący sposób podnoszą wartość bocznego obrońcy. Zawodnik Liverpoolu ciągle się rozwija, natomiast Rybus w pewnym momencie osiadł na mieliźnie, z której nie potrafi się wydostać. Na niekorzyść 31-latka z Łokomotiwu przemawia także wątpliwa pozycja w kadrze. Najprawdopodobniej gdyby zdolny do gry był Arkadiusz Reca, to on zameldowałby się w podstawowym składzie. Paulo Sousa rozważa także korzystanie z usług Tymoteusza Puchacza. Rybus w przeciwieństwie do Robertsona, który jest kapitanem Szkocji, nie może być pewny miejsca w wyjściowej jedenastce. Szkocja 1:1 Polska

Prawy wahadłowy: Stephen O’Donnell – Kamil Jóźwiak

Stephen O’Donnell zdążył już zobaczyć kawałek piłkarskiego świata. Chociaż to zbyt dużo powiedziane – 29-latek nie opuścił Wysp Brytyjskich, jednak ma za sobą blisko 200 meczów w szkockiej Premiership, a także niemal 60 pojedynków na zapleczu angielskiej elity. Zawodnik Motherwell to nominalny prawy obrońca, jednak w zmaganiach z Anglią doskonale prezentował się również w ofensywie. Kamil Jóźwiak również nie występuje regularnie w roli wahadłowego, a ma dodatek ma ogromne problemy z grą defensywną, co przemawia na korzyść Szkota. Jednak absolwent akademii Lecha jest o sześć lat młodszy, dysponuje zdecydowanie lepszym przyspieszeniem i bez wątpienia może dać więcej w ataku. Jeżeli obaj mieliby wystąpić na wahadłach, to bardziej doświadczony zawodnik wygrałby to porównanie. Szkocja 2:1 Polska

Środkowi obrońcy: Kieran Tierney, Grant Hanley, Scott McTominay – Jan Bednarek, Kamil Glik, Bartosz Bereszyński

Scott McTominay
Pressfocus

Arsenal, Norwich i Manchester United kontra Southampton, Benevento i Sampdoria – dysproporcja w tym zestawieniu jest dosyć wyraźna. Kierana Tierneya możemy postawić obok Bartosza Bereszyńskiego i to porównanie nie wypadnie zbyt korzystnie dla piłkarza Blucerchiatich. Gracz Arsenalu zanotował naprawdę zadowalający sezon w angielskiej ekstraklasie, natomiast Bereszyński nie zaliczył nawet jednej asysty w Serie A. Hanley właśnie awansował z Kanarkami na najwyższy poziom, natomiast Glik pożegnał się z włoską elitą. Bednarek? Wydaje się być lepszym obrońca niż McTominay, jednak to piłkarz United jest zdecydowanie bardziej wszechstronny i ma za sobą naprawdę udane rozgrywki. W defensywie Szkoci biją nas na głowę – są młodsi, sprawniejsi fizycznie i grają w lepszych klubach. Szkocja 3:1 Polska

Środkowi pomocnicy: Billy Gilmour, Callum McGregor, John McGinn – Karol Linetty, Grzegorz Krychowiak, Mateusz Klich

Billy Gilmour
PressFocus

Walkę w środku pola powinniśmy wygrać. I to zdecydowanie. Przynajmniej na papierze, ponieważ rzeczywistość lubi płatać figle. Billy Gilmour, chociaż jest talentem czystej wody, w tym sezonie rozegrał tylko cztery ligowe spotkania, więc daleko mu do liczb któregokolwiek z naszych pomocników. Jednak należy zadać sobie jedno, naprawdę ważne pytanie – czy 20-latek z Chelsea, mimo nieregularnych występów, faktycznie jest gorszy niż Karol Linetty? Mam wrażenie, że piłkarz Torino, mimo 26-lat na karku, ciągle nie pokazał pełni swojego potencjału. Gilmour to przyszłość, Linetty to teraźniejszość. W tym dosyć wyrównanym pojedynku minimalna przewaga jest po stronie bardziej doświadczonego Polaka. Ofensywnie usposobiony Krychowiak z Rosji to zawodnik, który bije na głowę Calluma McGregora, a Mateusz Klich, oszlifowany przez Marcelo Bielsę, raczej nie ma czego zazdrościć McGinnowi. No może oprócz niespożytych sił. W teorii dysponujemy niezawodnym/sprawdzonym w boju/zaufanym środkiem pomocy. W rzeczywistości Krychowiak złapał niepotrzebną, żeby nie napisać głupią czerwoną kartkę i karygodny sposób pozbawił samego siebie przynajmniej dwóch z trzech pozytywnych określeń. Mimo wszystko odrabiamy straty. Szkocja 3:2 Polska

Napastnicy/piłkarze stricte ofensywni: Che Adams, Lyndon Dykes – Piotr Zieliński, Robert Lewandowski

Lyndon Dykes
PressFocus

Piotr Zieliński nie jest napastnikiem. Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Jednak zawodnik Napoli doskonale czuje się w ofensywie i nierzadko to on decyduje o tym, jak kształtują się ataki. W Serie A zapisał na swoje konto osiem trafień i jedenaście asyst, natomiast jego rywal w tym nieco sztucznym zestawieniu, Che Adams, może pochwalić się dziewięcioma golami i pięcioma ostatnimi podaniami. 27-latek z Ząbkowic Śląskich w tym sezonie wbił się na wyżyny swoich umiejętności i w znaczący sposób wpłynął na wyniki osiągane przez Partenopeich, z kolei piłkarz Southampton ma za sobą dosyć… dziwne rozgrywki. Dorobek ofensywny wprawdzie nie jest zatrważająco ubogi, jednak również nie jest satysfakcjonujący dla gracza, który występuje w pierwszej linii. Zieliński przestał być chimeryczny, natomiast Adams ciągle boryka się z tą przypadłością. Rekordów strzeleckich Dykesa i Lewandowskiego nawet nie zamierzam porównywać. Na korzyść snajpera QPR przemawia tylko siła fizyczna. Mamy remis. Szkocja 3:3 Polska

Wyjściowe jedenastki obu zespołów wydają się niezwykle wyrównane. Reprezentacja Szkocji zdecydowanie dominuje w formacji obronnej, jednak bez wątpienia zazdroszczą nam głębi na pozycji golkipera. Środek pola to starcie bez wyraźnego faworyta. Nasza kadra może pochwalić się naprawdę imponującą ofensywą, z którą The Tartan Army raczej nawet nie ma prawa rywalizować. Jednak problem leży gdzie indziej – nie zazdrościmy Szkotom ani Marshalla, ani Dykesa. Zazdrościmy im waleczności żywcem wyjętej z filmu Mela Gibsona. Tylko tego i aż tego.

Komentarze