Marek Koźmiński: Sousa powinien zostać bez względu na wynik

Piłkarze reprezentacji Polski
Piłkarze reprezentacji Polski PressFocus

– Śmiało mogę odpowiedzieć panu na pytanie, czy Paulo Sousa powinien zostać na stanowisku, jeśli nie awansujemy do fazy pucharowej Euro 2020. Tak – jasno zadeklarował w rozmowie z Goal.pl Marek Koźmiński, wiceprezes PZPN oraz kandydat na prezesa związku w nadchodzących wyborach. Z byłym reprezentantem Polski porozmawialiśmy o meczu z Hiszpanią (1:1) oraz jego kulisach.

  • Marek Koźmiński przekonuje, że piłkarze po remisie w Sewilli zeszli już na ziemię i są dalecy od euforii
  • – Trudno się do tego występu przyczepić – wyszliśmy na boisko doceniając przeciwnika, ale znając też swoją wartość. Nie wszyscy grali tak, jak byśmy tego oczekiwali, więc spokojnie – mówi o meczu z Hiszpanią
  • – To kompletna bzdura – odpowiada natomiast na zarzuty, że wypuszczony przez kanał Łączy Nas Piłka to próba wybielania Paulo Sousy po meczu ze Słowacją

Bardzo wesołym samolotem wracaliście do Polski?

Nie, dlaczego miałby być wesoły? Było normalnie, choć atmosfera na pewno jest lepsza niż przed meczem. Ale nie popadajmy w żadne stany euforyczne. Zagraliśmy dobry, mądry mecz zakończony zadowalającym wynikiem, natomiast obok tego, że nieco zamazał złe wrażenie z gry ze Słowacją, stanowił on tylko etap. Mamy przecież przed sobą kolejny egzamin dojrzałości, nie dajmy się zwariować.

Pytam, bo po ostatnim gwizdku widziałem właśnie euforię w polskim zespole. Piłkarze się ściskali, ławka w radości wybiegła na murawę.

To jest normalne. W danym momencie taki wybuch musi nastąpić, ale gdy teraz rozmawiamy, od zakończenia spotkania minęło 16 godzin. Wróciliśmy już na ziemię i wiemy, że wciąż nic nie wygraliśmy, choć po lądowaniu w Polsce przywitało nas sporo kibiców, którzy zarażają dobrym nastrojem i uskrzydlają chłopaków.

To porozmawiajmy o samym meczu. Czy był tak dobry, jak jego wynik i widzieliśmy najlepszą wersję reprezentacji Polski?

Na pewno najlepszą w ostatnim okresie, to na 100 proc. Trudno się do tego występu przyczepić – wyszliśmy na boisko doceniając przeciwnika, ale znając też swoją wartość. Nie wszyscy grali tak, jak byśmy tego oczekiwali, więc spokojnie. Słyszę opinie, że to najlepszy mecz od iluś lat i ja się z tym nie zgadzam. Tak jak i z twierdzeniem, że co to za sukces urwać punkty tak słabej Hiszpanii. Przecież trudno sobie przypomnieć, kiedy punktowaliśmy z tym przeciwnikiem, który tak bardzo nam nie leży.

Pan grał w meczu z Ukrainą za Jerzego Engela, który zyskał status założycielskiego. Pana zdaniem ten z Hiszpanią mimo braku zwycięstwa spełnia takie kryteria?

Tylko pod jednym warunkiem – jeśli wygramy ze Szwecją. Meczu z Hiszpanią nie można oddzielać od tego ze Szwecją, bo po porażce ze Słowacją o życie musimy grać w dwumeczu. Ten remis wciąż jest tylko epizodem, a czy urośnie do czegoś więcej, dowiemy się w środę.

Niech pan powie szczerze – czy zdarzyło się choć raz, że widząc skład, na jaki decyduje się Paulo Sousa, tak po kibicowsku pomyślał pan, że chyba zwariował?

Wokół tego mieszania urosło wiele mitów. Po pierwsze kadencja Paulo Sousy przewijana problemami kadrowymi. Na Wembley nie mógł grać Robert Lewandowski. na początku obecnego zgrupowania kilku zawodników miało kontuzje, a ja później słyszałem głosy “dlaczego z Islandią nie mogliśmy grać najmocniejszym składem, by go zgrać?”. Bo się nie dało. Wypadło czterech zawodników. Właściwie za każdym razem ktoś wypada i to jest główna odpowiedź na pytanie o “mieszanie”. Nawet bez wracania do wielkich nieobecnych, czyli Arka i Krzyśka. Nawet wczoraj wystawiając skład, Sousa nie mógł skorzystać z Grzegorza Krychowiaka. Ale poza tym skład był przecież optymalny i nie można mówić o jakichś sensacjach w nim. Po drugie to nie jest nic złego, że trener wystawia skład sprofilowany pod przeciwnika i w każdym meczu jest jakaś zmiana. Ze Szwecją pewnie znów będą jakieś drobne korekty.

Wyjście na Hiszpanię dwoma napastnikami to coś, co można było przewidzieć?

Nie chciałbym wchodzić w polemikę, bo to podważanie kompetencji trenera. A widzimy z przebiegu jego dotychczasowej pracy tu, że jest człowiekiem, który przede wszystkim chce grać w piłkę, stawia na otwarty futbol. I nie sprowadzałbym dyskusji do tego, czy wychodzimy dwójką napastników, bo moim zdaniem taki przełom następuje też w innych miejscach. W sobotę pokazał odwagę wprowadzając na dość wczesnym etapie meczu 17-letniego Kacpra Kozłowskiego i okazało się, że słusznie. Ta zmiana – za Mateusza Klicha – to coś dużo odważniejszego niż wystawienie dwójki z przodu. Przecież Mateusz to zawodnik bardziej doświadczony, z niezłą grą defensywną. Paulo Sousa tą decyzją przybił pieczątkę pod tym, że chce grać nawet w trudnych momentach po to, by zwyciężać.

Nie uważa pan, że piłkarze sami niepotrzebnie przed turniejem pompowali balon? Bo nikt w tym roku tego nie robił, ani kibice, ani media, a oni sami nagle zaczęli opowiadać o wielkich celach, biciu wyniku z Euro 2016 i najlepszym zgrupowaniu w historii.

Hasło o najlepszym zgrupowaniu lub atmosferze to indywidualna ocena piłkarzy i w ogóle bym nie zwracał na to uwagi. Nie sądzę, że to pompuje balon. A że w eter poszło, że Polskę stać na co najmniej cztery mecze? Słusznie, bo to prawda. W stosunku do poprzednich lat, szczególnie tych bardziej odległych, nie uważam, że sytuacja jest pompowana jakoś szczególnie przez piłkarzy. Zwłaszcza, że oni grają od dawna na wysokim poziomie i są obyci z mediami, oczekiwaniami. Uważam, że mamy grupę, która stąpa twardo po ziemi.

Zgadza się pan z Robertem Lewandowskim, że nie jesteśmy faworytem meczu ze Szwedami?

Wydaje mi się, że jesteśmy na bardzo podobnym poziomie. U nas są większe gwiazdy, ale jeśli ktoś podchodzi rozsądnie do sprawy, powie, że na dziesięć spotkań z nimi pięć razy wygramy my, pięć oni, czasem może zamiast którejś wygranej wpadnie remis. Siły tych drużyn są bardzo porównywalne, więc trudno przewidzieć, jak ułoży się mecz. My weszliśmy na falę wznoszącą, oni na niej już są, bo mają przecież już cztery punkty, a w meczu ze Słowacją pokazali, że są długodystansowcem – męczyli się, aż zrealizowali cel.

Muszę też spytać o ten film z kanału Łączy Nas Piłka, na którym Paulo Sousa tłumaczy, jak zachować się przy Skriniarze, a piłkarze i tak dają sobie strzelić gola. Zapanowało przekonanie, że publikacja tego w trakcie turnieju to poświęcenie zawodników, by pokazać trenera w jak najlepszym świetle. Jak pan to widzi?

To kompletna bzdura. Każdą ideologię dziś da się dorobić. To nie jest tak, że jeżeli trener mówi o konkretnej sytuacji, a później ona się przydarza, to zawodnicy go nie słuchali, nie zrozumieli, albo mieli to gdzieś. To jakiś absurd. Naprawdę dochodzimy do pewnego punktu, w którym życie drużyny jest komentowane na 130 różnych sposobów. Wiem, że ludzie tego potrzebują, ale ja nie podchodzę do tego poważnie. A ta sytuacja, o której pan mówi, jest kompletnie bez znaczenia. Jeśli ktoś twierdzi, że PZPN próbował wpłynąć na opinię publiczną, to nawet nie chce mi się tego komentować.

Pan wkrótce może być decyzyjny w tej kwestii. Czy jeśli nie wygramy ze Szwecją i odpadniemy z Euro, bliżej panu do pozostawienia Sousy, czy szukania następcy?

Zdecydowanie powinien zostać na dłużej niż te kilka miesięcy. Ma ogromną wiedzę i jeszcze przyda się polskiej piłce. Cieszę się, że nie jestem jedyną osobą, która tak twierdzi.

Komentarze