Filozof, z którego się śmiali. Skąd wziął się trener, który miał nie prowadzić Danii na Euro, a otarł się o finał?

Kasper Hjulmand
Kasper Hjulmand PressFocus

Każdy wielki turniej ma swoich nieoczywistych bohaterów. Kasper Hjulmand nie musiał wygrać Euro 2020, by na stałe zapisać się w sercach Duńczyków, mimo że nawet nie powinno go być na tym turnieju. Skąd się wzięła jedna z najjaśniejszych trenerskich gwiazd i dlaczego jej droga nie była wcale taka oczywista?

  • Kasper Hjulmand kończy pierwszy rok w roli selekcjonera reprezentacji Danii. Kończy go wielkim sukcesem, jakim jest dotarcie do półfinału Euro 2020
  • Gdy duńska federacja podpisywała z nim kontrakt, nie mógł przypuszczać, że poprowadzi zespół na turnieju. Pracę rozpoczął metodami, które wzbudziły w kraju szyderę
  • Hjulmand wygrał na mistrzostwach na dwóch płaszczyznach – sportowej i ludzkiej, gdy świetnie scalił grupę po dramacie Christiana Eriksena. Dla niego było to już drugie takie doświadczenie

Pisząc tekst, korzystałem ze źródłowych materiałów w The Athletic (autorstwa Sama Stejskala i Mortena Glinvada)

12 czerwca, gdy Christian Eriksen wygrał walkę o życie, mimo że każdemu, kto ją oglądał, wpadały do głowy czarne myśli, Kasper Hjulmand wyszedł przed kamery i prawie się rozpłakał. – Dziś przypomnieliśmy sobie, co jest najważniejsze w życiu i jaką rolę pełnią w nim wartościowe relacje. W szatni powiedziałem chłopakom, żeby uwolnili z siebie wszystkie emocje. Z nagromadzonymi nie bylibyśmy w stanie grać dalej – mówił, a duńskie gazety się nim zachwycały. „Tak działa współczesny przywódca, a Hjulmand pokazał drogę wszystkim innym przywódcom w tym kraju. On jest liderem roku” – pisał dziennik „BT”. Magazyn Euroman nazwał go mistrzem świata w zarządzaniu. Trudno powiedzieć, w jakim stopniu bazował na doświadczeniach z przeszłości, bo to nie był pierwszy raz, gdy jego piłkarz umierał na boisku, a on musiał panować nad emocjami, scalać drużynę i być przede wszystkim człowiekiem.

Szukanie swojego miejsca na świecie

22 lata to nie jest czas na kończenie kariery piłkarskiej. Ale co zrobić, gdy jesteś po ciężkiej kontuzji kolana, a wszystkie kolejne kluby po testach są w stanie zaoferować jedynie uścisk dłoni na pożegnanie? W połowie lat 90. Hjulmand stanął przed takim dylematem, ale dość nieoczekiwanie otrzymał propozycję z… Uniwersytety Północnej Florydy (UNF). Później okazało się, że Ray Bunch, tamtejszy główny trener uniwersyteckiego zespołu, usłyszał o Duńczyku od zaprzyjaźnionego selekcjonera reprezentacji Szwajcarii, Roya Hodgsona. Ten doskonale znał wówczas skandynawski rynek – miał za sobą wiele lat spędzonych w szwedzkich klubach.

Bunch był na tyle mocno zainteresowany, że po Hjulmanda poleciał osobiście do Kopenhagi w styczniu 1994 roku. Nakłonił do przeprowadzki do Jacksonville, a pół roku później Duńczyk grał już w pomocy jego zespołu i studiował biznes na Florydzie. Wrażenie zrobił nie tylko na boisku, bo na pierwszy trening przyprowadził swoją ówczesną dziewczynę, dziś żonę Vibeke, oraz jej najlepszą przyjaciółkę. – Pomyśleliśmy: co tu do diabła się dzieje? Przyjechał facet z Danii i od razu ma dwie dziewczyny – śmieje się w rozmowie z The Athletic Mark Cagnassola, wtedy kolega z drużyny Hjulmanda. – Ale jest prawdopodobnie najmilszym facetem, jakiego można spotkać. Po prostu wspaniała, wspaniała osoba. Nigdy nie słyszałem, żeby mówił o nikim złe słowo. Po prostu najmilszy koleś.

Wtedy też zaczął przygodę z trenowaniem najmłodszych grup, a po całkiem niezłym sezonie w USA postanowił: wracam do Danii. Przebijał się przez piłkę juniorską, by w 2008 roku dostać pracę jako asystent w grającym w tamtejszej Superlidze Nordsjaelland.

Pierwsza trauma

Hjulmand pamięta tamten mecz z 2009 roku. Było oberwanie chmury, ale boisko nie nasiąknęło do tego stopnia, by nie dało się grać. Ale im dalej w las, tym gorzej. Niebo raz za razem rozświetlało się przez pioruny bijące w ziemię na oślep. I choć trudno w to uwierzyć, jeden z nich trafił w Jonathana Richtera, pomocnika rezerw Nordsjaelland. Drużynę z ławki prowadził wtedy właśnie obecny selekcjoner reprezentacji Danii.

Richter umierał. Doszło do zatrzymania akcji serca. Po klubie rozeszła się przedwcześnie rzucona informacja, że nie udało mu się przeżyć, ale ratownicy sprowadzili go na ziemię. Przez następne dwa tygodnie leżał w wywołanej medycznie śpiączce. W tym czasie zapadła decyzja o amputacji części jego lewej nogi.

Sam Hjulmand imponował wówczas opanowaniem i wsparciem dla pozostałych piłkarzy. – To, co wszyscy widzieli w meczu z Finlandią, my zobaczyliśmy już w 2009 roku. Hjulmand w sytuacjach stresujących radzi sobie niesamowicie – wspomina w The Athletic były obrońca reprezentacji USA Michael Parkhurst, który grał w Nordsjaelland od 2008 do 2012 roku. Kasper Hjulmand wtedy wyjechał z klubu jako ostatni, gdy miał pewność, że każdy z jego piłkarzy wrócił do równowagi psychicznej.

Sukces i porażka

Dwóch z trzech ostatnich zwycięzców Ligi Mistrzów łączy jedno – każdy z nich wcześniej pracował w FSV Mainz. Wielbiciele tej historii mogą żałować, że Dania nie awansowała do finału Euro, bo w przypadku jej zwycięstwa, ten niewielki klub z Moguncji mógłby się też pochwalić, że i Hjulmand po odejściu zrobił spektakularny wynik. Ale akurat w jego przypadku o sukcesach w Mainz nie było mowy. Nie odszedł, bo chciał, tylko dlatego, że to jego już nie chcieli.

A konkretnie jeden człowiek – Christian Heidel, dyrektor sportowy FSV. W jednym z wywiadów Hjulmand podkreślał, że cała szatnia stała za nim, jednak władzom nie podobało się to, że Duńczyk chciał mieć więcej do gadania w sprawie transferów. Wizja Mainz była inna – miał być wyłącznie facetem od trenowania. Rozwód był koniecznością.

Z sytuacji skorzystało Nordsjaelland, które przygarnęło swojego byłego trenera z otwartymi ramionami. Nie brali już – jak kiedyś – człowieka na dorobku, którego rolę wyższą niż asystenta (bo był za miły!) niektórzy podważali, a fachowca, który mały klubik z okolic Kopenhagi doprowadził wcześniej do mistrzostwa kraju i awansu do Ligi Mistrzów. Łączył swoją ofensywną wizję wielokrotnie przedkładaną nad wyniki, z osiąganiem tychże jednocześnie. Nie tworzył otoczonej twierdzy, ale rosnące wokół jego zespołu napięcie rozładowywał humorem. W Mainz mu nie wyszło, ale nie było przypadku w tym, że w Bundeslidze to w nim dostrzeżono dobrego kandydata do zastąpienia Thomasa Tuchela.

Filozof, z którego się śmiali

Nordsjaelland jest zbyt małym klubem, by był w stanie utrzymać rozrywanego trenera u siebie. Do Hjulmanda zaczęły spływać nieśmiałe zapytania spoza Danii. Mówiło się o Anderlechcie, później też innych czołowych klubach z Belgii – Club Bruges i Genku. Ale wtedy obudził się ktoś w duńskim związku i rzucił: a dlaczego mamy go oddawać innym? Niech poprowadzi reprezentację. To ktoś, kto wyznaje naszą filozofię z lat 80. i początku 90., gdy efektowna gra przełożyła się na nazwanie nas duńskim dynamitem. Od tego czasu Dania już nigdy nie porywała tłumów.

Rozwiązano to dość sprawnie. W 2019 roku Kasper Hjulmand otrzymał propozycję kontraktu, który miał obowiązywać od sierpnia 2020 – czyli po pierwotnym terminie Euro. Czas do objęcia kadry miał wykorzystać na pracę merytoryczną i planowanie. Ponieważ celem było odzyskanie tożsamości sprzed 30 lat, Hjulmand podszedł do sprawy filzoficznie. – Wszystko zaczyna się od tego, kim jesteśmy – podkreślał, a później umawiał się na spotkania z czołowymi biznesmenami, politykami, słynnymi sportowcami i artystami. Tylko po to, by porozmawiać z nimi o duńskiej tożsamości, próbując określić wartości, które duński zespół powinien odzwierciedlać obecnie. Oczywiście naraził się tym na śmieszność, a złośliwi dziennikarze pisali, że więcej czasu myśli o duńskich poetach sprzed 200 lat niż wygrywaniu meczów.

Dziś już są tylko brawa. Hjulmandowi kibicuje każda osoba, z którą się spotkał. W rozmowach z The Athletic swoje wsparcie dla duńskiej reprezentacji wyrazili wszyscy rozmówcy. – Nie ma w nim fałszu – mówi Ray Bunch. – Znam środowisko piłkarskie, przez jakiś czas zatrzymałem się u George’a Besta. Znam ego i inne rzeczy związane z piłką nożną. Nic takiego z Kasperem. Jest tak samo przyziemny jak wtedy. Po prostu nie mogę wystarczająco wyrazić, że to, co widzisz, jest tym, co dostajesz. Wcale nie jest fałszywy, jest po prostu prawdziwym facetem. Oczywiście teraz będą przed nim różne pułapki, które po dotarciu na ten poziom są ogromne, ale jeśli ktoś może w nie nie wpaść, to właśnie Kasper.

Hjulmand rozkochał wszystkich, a najlepszym dowodem na to są słowa Age Hareide, norweskiego trenera, który wywalczył awans na Euro 2020 i którego niespodziewanie zastąpił jeszcze przed turniejem. – Hjulmand napisał do mnie SMS-a: „Drużyna jedzie na Parken z dwoma trenerami reprezentacji narodowej”. To miło z jego strony. Ale nie kibicuję mu tylko dlatego, że okazał się miły. On naprawdę rozwinął ten zespół i sprawił, że jest silniejszy.

Komentarze