Neymar jak bóg, trener jego kapłanem. Co się dzieje za drzwiami reprezentacji Brazylii?

Neymar
PressFocus Na zdjęciu: Neymar

Miał na orbicie piłkarskiej pojawić się nowy tercet. MSN w Barcelonie się skończył, MMN w PSG jeszcze się nie narodził, za to VNT już prawie miał być! Miało być cudo, które robi futbolowe show godne największych stadionów świata. Jednak, za Chiny Ludowe odpalić nie może, za to autor tekstu wraca do każdego z członków tego tria niemal co dwa tygodnie.

  • Neymar i Tite w ostatnim czasie nie mają najlepszej prasy w Brazylii
  • Bartłomiej Rabij w kolejnym tekście opisuje problemy reprezentacji Canarinhos i zastanawia się nad jej potencjałem
  • Jedną z największych bolączek reprezentacji Brazylii jest zarządzanie nią przez selekcjonera, który buduje otoczenie dla Neymara, pomijając przy powołaniach jednego z najlepszych piłkarzy La Liga

Reprezentacja Brazylii – nielogiczne powołania Tite

Vinicius Junior, Neymar, Tite – każdy z nich niedawno był opisywany na stronach Goal.pl. Stety lub nie, trudno dać im spokój. Vinicius znowu zaliczył świetny mecz w lidze, dorzucił kolejne gole, dostał solidne oceny w hiszpańskich mediach. Za to Neymar niekoniecznie, chociaż w mediach było o nim sporo. Sam udzielił potężnego wywiadu, sporo miejsca w swoich wypowiedziach emitowanych w Brazylii (dla ESPN wypowiedział się Luis Suarez) i Francji (tu dla odmiany mówił Leo Messi) poświęcili mu byli koledzy z “ataku marzeń”.

W mediach dużo także mówiło się o Tite, głównie niedobrego. Słowem, VNT w minionym tygodniu skradło show więc o tym nowym piłkarskim trójkącie ten tekst. A wszystko dlatego, że będący daleko od życiowej formy Neymar dostał powołanie na ostatnie dwa mecze Brazylii w 2021, za to szalejący na boiskach Europy Vinicius wręcz przeciwnie, mecze przeciwko Kolumbii i Argentynie (najmocniejsi rywale w strefie południowoamerykańskiej) będzie mógł pooglądać w telewizji. 

Dla średnio rozgarniętego kibica sprawa o tyle zdumiewająca, że powołania nie dostał również Richarlison z Evertonu, którego zaangażowanie, pracowitość i poświęcenie w meczach reprezentacji są nie do przecenienia. Kiedy więc kibic oglądający główne ligi Europy (legendarne już TOP5) dostaje komunikat: nie jadą na mecze Vinicius i Richarlison, to zaczyna solidnie móżdżyć nad potencjalnymi zastępcami. Antony z Ajaksu i Raphinha z Leeds robią ostatnio furorę, pewnie oni dostali powołania. Racja, dostali. Neymar za bycie Naymarem. Racja, dostał. Gabriel Jesus, bo jeśli jest zdrowy i nie musi pauzować za kartki to zawsze dostaje. Racja, dostał. Aaa, wraca Roberto Firmino bo kłopotach zdrowotnych. Racja, wraca. Szósty? Hm, może ten 20-latek z Realu Madryt, Rodrygo, świetnie zagrał w El Classico, Tite go docenił? Otóż, zdziwisz się rybeńko, bo wprawdzie Tite szukał w Hiszpanii, ale – o dziwo, nie tylko pominął Viniciusa, lecz także Rodryga – za to znalazł szóstego napastnika w postaci Mathusa Cunhy z Atletico Madryt. Faceta, którego Diego Simeone jeszcze nie wystawił w żadnym meczu Ligi Mistrzów, a w ostatnich trzech meczach ligowych dał mu pograć odpowiednio – 17,18 i 6 minut…

Jednego gola od początku sezonu ów snajper, zwykle grzejący ławę, ustrzelił. Tite jednak przekonuje, że potrzeba mu wartościowych zmienników a dla młodych to jeszcze ostatnia szansa by się pokazać i powalczyć o miejsce w tworzącej się reprezentacji na mundial w Katarze. Uwaga, kosztem Rodrygo i Viniciusa z Realu Madryt! Ale to jeszcze nie koniec! Bo powołanie dostał także Philippe Coutinho, którego chyba selekcjoner postanowił reaktywować z jakiś osobistych pobudek, bo na pewno nie ze względu na fantastyczną grę w FC Barcelonie. Coutinho i Neymar kiedyś nieźle razem dokazywali na boisku, lubią się, rozumieją, dobrze uzupełniają, to skoro obaj są zdrowi – a rzadko się to zdarza – niech grają!

Nie zagra za to gwiazda La Ligi, zawodnik, o którym trąbi cały sportowy świat. O tak, trio VNT to osobliwy twór! Kiedy słuchałem sobie brazylijskich komentatorów komentujących powołania, nie mogli się nadziwić wyborom selekcjonera. Nikt nie powiedział tego wprost, lecz sugestie, że Tite odlatuje, pojawiły się zarówno w Globo jak i ESPN. Teza o podtrzymywaniu konkurencji w kadrze nie wytrzymała krytyki, bo przecież zbierający świetne opnie za grę w Olympique Lyon Bruno Guimaraes znowu nie znalazł uznania w oczach trenera, jest za to kiepsko adaptujący się do ligi francuskiej Gerson. Są wreszcie Fabinho oraz Fred, których występy w kadrze dalekie są od magicznych popisów sprzed lat takich futbolistów jak Mauro Silva, Dunga, Cesar Sampaio czy Mazinho. Piłkarze dobrzy, bardzo dobrzy, ale ginący w meczach reprezentacji.

Neymar bogiem

Autorski projekt Tite zaczyna więc komentatorom (są nimi nie tylko dziennikarze, ale byli zawodnicy i trenerzy) przeszkadzać. Bo VNT wymyślone przeze mnie na potrzeby niniejszego tekstu, zdaje się coraz bardziej marzeniem ściętej głowy. W 2021 roku mamy bowiem postęp Neymariady w reprezentacji kraju. Tite zdaje się najbardziej przejmować otoczeniem Neymara, graczami, z którymi as PSG czuje się najlepiej, a niżeli budowaniem reprezentacji w oparciu o najlepszych zawodników – wypomniał Paulo Vinicius Coelho z telewizji Globo.
I słuszna jego racja, bo powrót Coutinho jest tego dobitnym potwierdzeniem.

Neymar i Tite
PressFocus

Wbrew marzeniom kibiców, wbrew oczekiwaniom fachowców, wbrew tekstom popełnianym przeze mnie w ostatnich tygodniach (każdy z tercetu VNT był ich bohaterem), trio nie potraf się nastroić. Vinicius poza kadrą to zawodnik zawiedziony i rozczarowany, tym bardziej, że powołania nie dostali bombardierzy Bayernu czy Juventusu, lecz chłopaki z Leeds, rezerwowi Barcelony i Atletico.

Piłkarska Brazylia coraz mocniej wierzy, że Vini jest naturalnym następcą Neya. Ale Tite, jak diabeł święconej wody, boi się wprowadzić element rywalizacji między tą parą. A przecież kiedyś udawało się pogodzić Ronaldo-Rivaldo-Ronaldinho, a bardzo dobrych, lecz faktycznie ciut słabszych graczy klasy Marcio Amaroso, Sonny Andreson, Giovane Elber, Juninho Pernambucano posadzić na ławie, by stworzyć naturalną hierarchię według jakości piłkarskiej. 

Dzisiaj Brazylii brak jaj! Po prostu. Skoro największy talent południowoamerykańskiej piłki nie może deptać po piętach reprezentacyjnej gwieździe. Neymar stał się świętą krową a Tite jego kapłanem, a w tej religii politeizm nie wchodzi w rachubę. Sorry, Vini, VNT to tylko mój wymysł. Bo na razie Brazylia idzie tropem Argentyny z poprzedniej dekady, czyli budowania otoczenia dla Messiego, a nie drużyny mającej lidera ale też robotników, gońców, czarne konie i watażków. Bo lider to ten, który prowadzi do zwycięstw, ale też wie kiedy usunąć się w cień. A w Brazylii Neymar jest Ra, a Tite kapłanem.

Bartłomiej Rabij

Komentarze