To był koncert jednej drużyny
Kibice Górnika Zabrze spędzali święta w znakomitym humorze. A wszystko za sprawą piłkarzy, którzy w sobotę zagrali wręcz koncertowo, rozbijając Cracovię 3:0. Jednym z ojców zwycięstwa był Yvan Ikia Dimi, który zaczyna się rozkręcać w zespole Michala Gasparika.
21-letni Francuz zdobył gola na 1:0, miał też duży udział przy trafieniu na 2:0, idealnie obsługując Lukasa Sadilka, który następnie świetnym podaniem znalazł Jarosława Kubickiego.
Generalnie wszystko wskazuje na to, że Górnik kryzys ma już za sobą, a opanowanie sytuacji przyszło w idealnym momencie, bo już w środę zabrzanie zagrają w półfinale Pucharu Polski z Zawiszą w Bydgoszczy.
Przed tym spotkaniem goal.pl rozmawiał z Dimim, który do Górnika dołączył w zimowym okienku transferowym, podpisując umowę do lata 2029 roku. Francuski prawoskrzydłowy opowiedział nam o swojej dotychczasowej karierze, o tym jak się czuje w Zabrzu i o piłkarskich marzeniach.
„Kibice tworzą coś fantastycznego”
Piotr Koźmiński, goal.pl: Jak podsumujesz mecz z Cracovią i swoją pierwszą bramkę dla Górnika?
Yvan Ikia Dimi: Jestem bardzo szczęśliwy, że wygraliśmy 3:0 z Cracovią. A moje szczęście jest tym większe, że pomogłem drużynie w tym zwycięstwie. To był bardzo ważny mecz po przerwie reprezentacyjnej. Wypadliśmy w nim bardzo dobrze i to cieszy.
Mecz odbywał się przy bardzo dobrej atmosferze na trybunach. Jak generalnie oceniasz kibiców Górnika?
Gdy gramy w domu, to jest po prostu coś niesamowitego. Nasi kibice tworzą absolutnie fantastyczne wsparcie dla nas. Rzadko kiedy, o ile w ogóle, grywałem na tak wypełnionym stadionie, gdzie doping dla drużyny trwa przez 90 minut.
To prawdziwa siła: kibice autentycznie dodają nam energii, tego co potrzebujemy, aby szukać zwycięstwa, albo utrzymywać korzystny dla nas wynik. Robią to nawet wtedy, albo zwłaszcza wtedy, gdy wkrada się zmęczenie. Jeśli chodzi o mnie, to jestem zachwycony i staram się z mojej strony oddawać tym, co mam najlepsze.
Do Górnika przyszedłeś z Amiens. To była łatwa, czy trudna decyzja?
Amiens to klub, którego jestem wychowankiem. To tam piłkarsko dorastałem, nauczyłem się bardzo dużo. Ale jak każda piękna historia, tak i ta musiała się kiedyś skończyć. Zdecydowałem się na dołączenie do Górnika, aby się rozwijać i podjąć nowe wyzwanie w jednym z największych klubów w Polsce.
„Grać u boku Podolskiego to niesamowita sprawa”
A czym cię przekonał Górnik?
Zaufałem projektowi, który mi przedstawiono. Górnik to z jednej strony wielki klub z ambicjami, a z drugiej dobre miejsce do rozwoju. Razem z moimi agentami i moją rodziną zdecydowaliśmy się, że zacznę nowy, ważny etap w mojej karierze. Bo za taki traktuję transfer do Górnika.
Czy obecność w klubie Lukasa Podolskiego miała dla ciebie znaczenie?
Oczywiście, możliwość gry u boku mistrza świata to niesamowita sprawa. Jego doświadczenie bardzo nam pomaga, pcha ten klub do góry. Wszyscy wiemy jaką miał wcześniej karierę, gdzie grał, co osiągnął. Jego pomoc, wskazówki, porady… Bardzo nam wszystkim pomagają.
I wierzę, że pomogą klubowi osiągnąć cele, które sobie zakłada. A przy okazji chciałem podkreślić jeszcze jedno: zostałem naprawdę świetnie przyjęty przez kolegów w szatni i szybko poczułem się częścią drużyny.
Z Amiens byłeś w pewnym momencie wypożyczony do Girondins Bordeaux. To historycznie wielki klub, choć karnie zdegradowany do czwartej ligi. Jak wspominasz twój pobyt w Bordeaux?
To wielki klub, który zdobywał we Francji trofea. Grali tam tacy piłkarze jak Zidane, czy niedawno Jules Kounde i Aurélien Tchouaméni. Natomiast jeśli chodzi o mnie, to dużo się tam nauczyłem. I jako piłkarz, i jako człowiek. Zawsze będę im dobrze życzył.
Największy idol to Dembele
Grałeś w reprezentacji Francji młodszych kategorii wiekowych. Z jakimi piłkarzami, o których dziś głośno, występowałeś w jednej drużynie?
Reprezentowanie kraju to zawsze wielki honor i prawdziwa przyjemność. I faktycznie, miałem okazję grać z piłkarzami, którzy dziś są na najwyższym poziomie. To na przykład Badredine Bouanani, który gra w VfB Stuttgart. Albo Wilson Odobert, piłkarz Tottenhamu, czy Kassoum Ouattara z AS Monaco.
Byłem członkiem drużyny, która wygrała Igrzyska Śródziemnomorskie. I czy to z tamych meczów, czy ze spotkań towarzyskich, mam tylko i wyłącznie pozytywne wspomnienia. Zresztą, do dziś na boiskach spotykam kolegów z tamtych drużyn. Tak było nawet w ostatnim meczu, gdy zagrałem przeciw Brahimowi Traore.
Nie myślisz czasem o zmianie reprezentacji? Wiadomo jaka jest konkurencja we francuskiej kadrze. A masz kongijskie korzenie…
Reprezentowanie kraju moich rodziców to również wielki honor i szansa, aby być w drużynie narodowej. Ale w tym momencie skupiam się na grze w klubie. A co będzie później, to zobaczymy.
Wracając do nieco innych korzeni. Kto był twoim idolem?
Odpowiadając szczerze na to pytanie, nie mam jednego idola. Inspiruję się wieloma ofensywnymi piłkarzami. Często podpatruję takich graczy jak Dembélé, Mbappé, Saka, Vinicius, Rashford czy Madueke.
Natomiast gdybym miał faktycznie wybrać tego, którego najchętniej podglągam, to postawiłbym na Dembele. Uwielbiam jego styl, staram się naśladować to co robi na boisku, czy to grając w ataku, czy na boku.
„To był cios w moje morale”
Mówiliśmy do tej pory o przyjemnych chwilach, czy to w klubach, czy grając dla Francji. A jaki był najtrudniejszy moment w twojej karierze?
Kontuzja w poprzednim sezonie. Dopiero co podpisałem pierwszy zawodowy kontrakt i miałem za sobą bardzo dobre przygotowania do rozgrywek. Niestety, wtedy przyplątał się uraz. To opóźniło moje wejście w sezon. I mocno mnie rozczarowało. Bo czułem się wtedy już gotowy, zarówno fizycznie jak i mentalnie.
Niecierpliwiłem się, nie mogłem się doczekać gry. Ten moment, gdy byłem wyłączony, jest dla mnie do tej pory najtrudniejszym. To był taki mocny cios w moje morale również.
A jakie masz marzenia piłkarskie?
Takie jak większość profesjonalnych piłkarzy. Mieć długą i udaną karierę, grać w wielkich klubach, odnosić sukcesy drużynowe i indywidualne. I sprawić tym samym, że rodzina będzie ze mnie dumna.









