Raków miał grać inaczej. Papszun był zaskoczony
Legia Warszawa wydostała się ze strefy spadkowej, w której spędziła ostatnie miesiące. Udało się to po niedzielnym remisie z Rakowem Częstochowa. Sytuacja wciąż nie jest zadowalająca, bowiem ma tyle samo punktów, co zagrożona Arka Gdynia i tylko jeden więcej od Widzewa Łódź.
Niedzielny mecz z Rakowem był szczególnie emocjonujący dla Marka Papszuna, który przecież jeszcze do niedawna pracował w Częstochowie. Jego następcą został Łukasz Tomczyk, który nie notuje zbyt dobrego startu z nową drużyną. Na konferencji trener Legii pokusił się o zgryźliwy komentarz, który mógł być zaczepką w stronę środowiska Medalików oraz samego sztabu szkoleniowego. Zauważył, że pod wodzą Tomczyka Raków miał grać zupełnie inaczej i częściej operować piłką po ziemi, a przy Łazienkowskiej kompletnie nie było tego widać. Nie da się ukryć, że styl gry był najczęstszym zarzutem wobec Papszuna za czasów jego pracy w Rakowie. Zatrudnienie Tomczyka miało uatrakcyjnić występy zespołu z Częstochowy.
– Myślę, że emocje nie były jakieś nadzwyczajne, bo mecz to mecz, ale fajnie było zobaczyć zawodników i ludzi, którzy byli współautorami sukcesów. Na początku poczułem się dziwnie, będąc trenerem innej drużyny niż tej, którą do tej pory prowadziłem. (…) Pracujemy zawsze tak samo, do każdego przeciwnika przygotowujemy się podobnie. Teraz było to prostsze, bo Raków od lat jest powtarzalny – niewiele się zmieniło, więc wiedzieliśmy, jak będzie wyglądał mecz. Może nie spodziewaliśmy się tak dużo tzw. długich piłek, bo z tego, co widzimy i słyszymy, ma być tendencja po ziemi, ale teraz plan był chyba nieco inny. To mogło być jedynym zaskoczeniem – zauważył szkoleniowiec Legii na pomeczowej konferencji, cytowany przez portal Legia.net.









