Nieidealny, ale własny. Dom Radomiaka otwarty

Budowano go dłużej niż most Golden Gate, Burj Khalifa czy Empire State Building. Ma sporo niedoróbek, nie jest dokładnie taki, jak oczekiwałoby środowisko i przydałyby się kolejne inwestycje. Ale najważniejsze, że jest! Stadion Radomiaka – wbrew wielu problemom, błędom i niedopatrzeniom – powstał i może gościć u siebie mecze Ekstraklasy.

Oprawa kibiców Radomiaka podczas meczu z Cracovią
Obserwuj nas w
fot. Pressfocus Na zdjęciu: Oprawa kibiców Radomiaka podczas meczu z Cracovią
  • Radomiak po 7 latach wrócił na Struga 63. Na inaugurację nowego stadionu przegrał z Cracovią 0:1.
  • Ponad 8 tysięcy widzów przyszło przywitać nowy stadion w Radomiu.
  • Na ekstraklasowe mecze Radomiaka na razie nie mogą wchodzić kibice drużyn przyjezdnych. Trybuna dla nich ma dopiero powstać.
  • Na stadionie w Radomiu wciąż jest kilka elementów do poprawy. Choćby widoczność z trybun tuż za ławką rezerwowych.

Najlepsze chwile w historii

Radomiak przeżywa najlepsze chwile w swojej historii. Drużyna okrzepła w Ekstraklasie i rozpoczyna w niej trzeci sezon z rzędu. Są też pieniądze i to niezłe jak na polskie warunki, a zatem można myśleć o transferach graczy z wyrobionym nazwiskiem (vide Wolski, Grzesik). Klub buduje centrum treningowe, z którego ma nadzieje korzystać już tej jesieni. A teraz jeszcze Zieloni wrócili na Struga 63, na nowy, godny stadion.

Inwestycja, z której śmiała się cała Polska

7 długich lat Radomiak czekał na powrót na swój obiekt. Był to czas nadziei, radości z awansu do Ekstraklasy, ale i sporej goryczy. To ostatnie uczucie rodziło się zwłaszcza, gdy media donosiły o kolejnych problemach z budową stadionu. Inwestycja w zasadzie stała się memem na całą Polskę. Ale czy mogło być inaczej, gdy w eter poszła informacja, że jedną z trybun wybudowano bez odpowiednich fundamentów? Albo gdy inwestor podpisywał -nasty aneks z wykonawcą i trzeba było co chwila dokładać z publicznych pieniędzy? Nie śmiali się tylko sympatycy Radomiaka i władze klubu, które nie ukrywały sporych ambicji, by zmienić wizerunek klubu. Nie dało się ich realizować przy Narutowicza, na obiekcie lokalnego rywala.

W końcu o nowym stadionie Radomiaka zaczęto myśleć w kategorii dalekiej przyszłości albo – w przypadku tych bardziej sceptycznych – wręcz jako o ułudzie. Zresztą chyba nikt pół roku temu nie zdziwiłby się, gdyby znów wyszedł jakiś „kwiatek” oznaczający, że klub jeszcze długo nie będzie mógł korzystać ze stadionu. W końcu jednak ta horrendalnie droga i niezbyt dobrze dopilnowana inwestycja doszła do momentu, w którym przy Struga 63 zagościł mecz Ekstraklasy, a trybuny wypełniły się kibicami. – Nie wierzyłem do momentu, aż zaczęto sprzedawać bilety – powiedział jeden z sympatyków Zielonych obecny na inauguracyjnym meczu.

Czytaj także: Pechowe spotkanie Radomiaka. Cracovia wykorzystała szansę

Niedoskonałości

Mankamenty są. Brakuje jeszcze trybun za bramkami, gdzie będzie miejsce na sektor dla kibiców drużyn przyjezdnych (trwają już prace przygotowawcze do budowy trybuny dla gości). Prezes klubu Sławomir Stempniewski w rozmowie z Szymonem Janczykiem z Weszło przyznał, że liczy, iż klub będzie miał wpływ na to, jak te dalsze planowane inwestycje na obiekcie będą wyglądać. Działacz nie ukrywa bowiem, że chciałby, aby uwzględniono przestrzeń, którą będzie można wykorzystywać komercyjnie.

Inną niedoskonałością obiektu jest takie usytuowanie ławek rezerwowych, że zasłaniają one częściowo widok widzom siedzącym tuż za nimi, w pierwszym rzędzie. Problem wcześniej był znacznie większy, bo przez konstrukcję wiaty murawy dobrze nie widzieli także ludzie zajmujący krzesełka wyżej, ale na szczęście ktoś w porę się zorientował i w dużym stopniu niedogodność udało się zniwelować. Teraz trzeba pomyśleć, żeby poprawić widoczność także dla tych, którzy będą siedzieć bezpośrednio za ławką.

Widok z I rzędu umiejscowionego za ławką rezerwowych (fot. dg)

Niezbyt szczęśliwe rozwiązanie zastosowano także w sektorze dla prasy. Mowa o rozkładanych pulpitach, na których dziennikarze mogliby trzymać laptopy/tablety/notesy i pisać relację/sporządzać notatki w trakcie spotkania. Są one po prostu za małe i zbyt nisko zamontowane, by móc swobodnie położyć na nich sprzęt. Dla pozostałych oglądających mecz nie ma to co prawda większego znaczenia, ale to kolejny element nie do końca przemyślany. A wystarczyło skopiować rozwiązania ze starych, dużo mniej nowoczesnych obiektów, gdzie zwyczajnie zamontowano stoliki przed siedzeniami.

Takich rzeczy do poprawy jest przypuszczalnie więcej. W mediach społecznościowych kibice wspominali o innych drobnych problemach, lecz pamiętajmy, że to dopiero pierwszy mecz i pewne kwestie mogły wyjść dopiero “w praniu”.

3 poprzeczki i słupek

Ale i tak podczas inauguracji najwięcej mówiło się o innym elemencie stadionu, a mianowicie o felernej dla Radomiaka bramce. Tak się bowiem złożyło, że zawodnik gospodarzy Pedro Henrique w ciągu jednej połowy aż trzykrotnie obił poprzeczkę, a raz słupek. Rzadka to sprawa i wszyscy głowili się, próbując przypomnieć sobie mecz, w którym doszłoby do podobnej sytuacji. Nie pamiętał tego nawet trener Zielonych Constantin Galca, człowiek, który w futbolu jest od 35 lat. Z pomocą przyszedł tu Stanisław Malec, wieloletni kibic Cracovii, redaktor Terazpasy.pl, który w sobotę przyjechał do Radomia. Przypomniał wyczyn Vladimira Boljevicia, który w 2013 roku w ciągu 45 minut czterokrotnie trafił w słupek, gdy Pasy mierzyły się z Lechem Poznań (Kolejorz wygrał 6:1).

Radość z powrotu

Pozytywów też było kilka. Dobra akustyka, trybuny blisko boiska i atmosfera – kibice Radomiaka, w liczbie około 8,3 tysiąca, rzeczywiście do końca mocno dopingowali swoich zawodników, mimo iż sytuacja nie układała się po ich myśli. Co do wydarzeń na murawie – za samą grę piłkarzy nie można wyłącznie krytykować. Przecież kilka niezłych sytuacji udało się wykreować i gdyby tylko wspomniany Pedro Henrique strzelał ciut celniej, to pewnie 3 punkty zostałyby w Radomiu.

Wynik nieco popsuł święto Radomiakowi, ale tylko nieznacznie. Dla zielonej społeczności najważniejszy jest powrót na swoje miejsce po latach tułaczki. Nawet jeśli ten dom nie jest idealny i jeszcze sporo trzeba w nim zrobić, to zawsze jest domem. A czy będzie on regularnie się zapełniał? Prezes Stempniewski marzy o wykreowaniu mody na Radomiaka. Inauguracja obiektu to dobry początek, ale od następnej kolejki już będzie liczyć się proza życia, czyli bramki, punkty oraz lokata w tabeli.

Komentarze