- Korona Kielce przechodzi obecnie jedną z największych zmian w swojej najnowszej historii. Dawid Błanik opowiedział o kulisach przemiany klubu, rosnących ambicjach, nowych właścicielach oraz o tym, dlaczego jego zdaniem w Kielcach powstaje coś wyjątkowego.
- Skrzydłowy Korony w rozmowie z Goal.pl wrócił do swojej drogi od zawodnika, który nie zawsze mieścił się w kadrze meczowej, do jednego z liderów zespołu. Zdradził, co było punktem zwrotnym w jego karierze, jak ważne okazało się zaufanie trenera i dlaczego wierzy, że najlepsze momenty wciąż są przed nim
- Piłkarz odniósł się również do głośnych transferów Korony Kielce, większych oczekiwań przed nowym sezonem oraz marzenia o reprezentacji Polski. Wicekapitan Złocisto-krwistych opowiedział, czy klub z Kielc może już myśleć o walce o znacznie wyższe cele niż utrzymanie
Transfer do Korony Kielce i droga do Ekstraklasy
Łukasz Pawlik (Goal.pl): We wrześniu 2021 roku przeniósł się Pan z Sandecji do Korony w trakcie pandemii. Co wtedy najbardziej PAn ryzykował i co ostatecznie okazało się Pana największym przełomem w karierze?
Dawid Błanik (Korona Kielce): Klub odezwał się do mnie w momencie, gdy poważnej kontuzji doznał Jacek Kiełb. Miałem wówczas bardzo dobry początek sezonu, bo zdobyłem kilka bramek i zaliczyłem kilka asyst. Korona była drużyną, która zdecydowanie walczyła o awans. Sandecja na takim poziomie jeszcze nie była. Aczkolwiek również miała swoje aspiracje i wyglądała dobrze. Gdy odezwał się kielecki klub, to pamiętam, że od razu pozytywnie zareagowałem i powiedziałem, że jestem zainteresowany. Po kilku kolejkach przeniosłem się do Kielc. Sama droga do transferu nie była łatwa, pojawiły się pewne problemy, ale ostatecznie wszystko zakończyło się pomyślnie i przeszedłem do Korony w trakcie sezonu.
Czy już wtedy, gdy transfer dochodził do skutku, przekonywano Pana w kieleckiej ekipie wizją gry w Ekstraklasie, czy raczej podchodzono do tego spokojnie?
Plan na tamten sezon był jasny, czyli awans do elity. W momencie, gdy przychodziłem do Korony, była to drużyna złożona z bardzo jakościowych piłkarzy, którzy mocno chcieli wrócić do Ekstraklasy. Cel był zatem jednoznaczny. Nie było łatwo, bo wszyscy wiemy, jak wyglądała tamta droga. Ostatecznie jednak awansowaliśmy po barażach, które zostaną w pamięci do końca życia. Takie mecze przeżywa się bardzo mocno. Koniec końców wywalczyliśmy awans i od tamtego czasu występujemy na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Polsce.
Od rezerwowego do lidera drużyny
Przez pierwsze sezony w Kielcach nie zawsze był Pan podstawowym zawodnikiem. Co się zmieniło w Pana głowie i przygotowaniu, że od sezonu 2024/25 stał się Pan tak naprawdę ofensywnym liderem drużyny?
Tych czynników było na pewno bardzo dużo. Kiedy przychodziłem do Korony, byłem zawodnikiem, który raz grał, raz nie grał. Występowałem na prawej pomocy, później na lewej. Prawda jest też taka, że w poprzednim sezonie przeszedłem drogę od zawodnika, który nie łapał się do kadry meczowej, do jednego z liderów zespołu. To na pewno ciekawa historia. Początki poprzedniej kampanii były dla mnie trudne, ale później wszystko dobrze się ułożyło i trwa do dzisiaj. Trudno wskazać jeden kluczowy element. Na pewno ważne było to, że dostałem zaufanie na pozycji, na której czuję się najlepiej. Wydaje mi się, że właśnie to było najważniejsze.
Tylko tyle?
Pomogło też zdrowie. Nie zawsze było ze mną idealnie, ale przez większość czasu mogłem normalnie pracować. We wcześniejszych sezonach bywało z tym różnie. To właśnie te czynniki wskazałbym jako najważniejsze.
A czy z perspektywy czasu może Pan powiedzieć, że coś zmieniło się również w treningu albo motywacji? Czy jednak największe znaczenie miało zaufanie trenera?
Oczywiście treningi się zmieniają. Przychodzą nowi trenerzy, trenerzy przygotowania motorycznego, pojawiają się nowe metody pracy. Na najwyższym poziomie takie zmiany są czymś naturalnym. Jeśli jednak miałbym wskazać jeden najważniejszy element, byłoby to właśnie zaufanie. Myślę, że każdy zawodnik, kiedy czuje zaufanie, może pozwolić sobie na więcej. Ja również tak miałem. Gdy to zaufanie czułem, było to widoczne na boisku i po prostu dobrze się wtedy czułem.
Czy jest Pan zatem typem zawodnika, któremu pewność gry w wyjściowym składzie pomaga funkcjonować na jeszcze wyższym poziomie?
Nie do końca. Kiedy wskoczyłem do składu, rywalizowałem przecież z Mariuszem Fornalczykiem, który był wtedy w świetnej formie. To nie jest tak, że nie lubię konkurencji. Konkurencja musi być. Jesteśmy na najwyższym poziomie i każdy dzięki niej się rozwija. Musisz dawać z siebie wszystko. Jeśli jednak prezentujesz coś ekstra, to widzisz, że trener Ci ufa, a wtedy możesz pozwolić sobie na więcej. To nie jest tak, że przychodzisz i od razu dostajesz pełne zaufanie. Trzeba sobie na nie zapracować właśnie poprzez rywalizację i wygranie walki o miejsce w składzie.
Wicekapitan, nowi właściciele i wielki projekt Korony
Dzisiaj jest Pan nie tylko jednym z liderów drużyny, ale również wicekapitanem i jednym z najbardziej rozpoznawalnych zawodników Korony. Jak przez te lata zmieniło się Pana postrzeganie w szatni?
Od momentu, gdy trafiłem do Korony, wszystko bardzo się zmieniło. Dzisiaj jestem jedynym zawodnikiem, który pozostał w szatni od czasu mojego przyjścia do klubu. Kiedy przychodzą nowi zawodnicy, to właśnie Ci bardziej doświadczeni muszą zadbać o ich wdrożenie. Moja rola wzrosła tym samym nie tylko na boisku, ale również w szatni. Między innymi dlatego zostałem wicekapitanem.
We wrześniu 2021 roku trafił Pan do Korony, a we wrześniu 2024 roku przedłużył kontrakt do 2028 roku z opcją przedłużenia o kolejne 12 miesięcy. Czy już wtedy czuł Pan, że w Koronie rodzi się coś większego?
Na pewno. Myślę, że wszyscy widzą, że w Kielcach powstaje bardzo ciekawy projekt. Kiedy przedłużałem umowę, wiedziałem już, jak wyglądają plany klubu. Rozmawiałem z właścicielem, dyrektorem, trenerem i członkami sztabu. Wszyscy bardzo chcieli, żebym został w Kielcach. Byłem wtedy w dobrej formie, kończył mi się kontrakt, więc zdecydowałem się na ten krok. Cieszę się z tej decyzji, bo uważam, że zarówno poprzednie, jak i obecne okno transferowe pokazują, że Korona celuje w coś naprawdę interesującego. W co dokładnie się to przełoży, pokaże przyszłość.
Transfery, ambicje i cele
Pamiętam, że po przedłużeniu kontraktu powiedział Pan klubowym mediom, że wierzy w „wspólną piękną historię”. To szczególnie zapadło mi w pamięć. Dzisiaj, patrząc na Koronę po zimowych transferach, takich jak przyjście Mariusza Stępińskiego oraz po kolejnych ruchach kadrowych, które również robią wrażenie, jak ocenia Pan obecny etap tej historii? To dopiero początek czy już rozwinięcie projektu?
Właściciel jest w klubie od prawie półtora roku, ale Korona wykonuje bardzo duże kroki. W każdym oknie transferowym i praktycznie w każdym miesiącu klub się rozwija. Co ważne, do Kielc trafiają zawodnicy będący w bardzo dobrym momencie kariery, znający Ekstraklasę i prezentujący wysoką jakość. To pokazuje, że Korona ma ambitne plany na nadchodzący sezon. Nie można jednak zapominać, że wszystko musi obronić się na boisku. W polskiej piłce było już wiele przypadków, gdy głośne transfery nie przekładały się na wyniki. My, jako zawodnicy i jako szatnia, musimy zadbać o to, żeby nowi piłkarze dobrze się tutaj czuli, szybko złapali pewność siebie i żeby za tym wszystkim poszły odpowiednie wyniki.
29 urodziny za Panem. Czy to oznacza, że zamknął Pan już sobie drzwi do zagranicznego transferu i skupia się wyłącznie na tym, aby być jednym z czołowych zawodników Ekstraklasy? Czy jeśli pojawi się odpowiednia okazja, kibice Korony nie mogą być pewni, że Dawid Błanik zostanie w Kielcach na dłużej?
Skupiam się przede wszystkim na tym, żeby jak najlepiej grać w Koronie i rozwijać się jako piłkarz oraz człowiek. W wieku 29 lat nie jest się jeszcze starym piłkarzem. To nadal czas rozwoju i realizowania swoich marzeń. Nie zamykam się na żaden wyjazd. Jestem otwarty na różne możliwości, ale musiałaby to być oferta zdecydowanie lepsza od tego, co mam obecnie w Kielcach. A nie oszukujmy się, dzisiaj w Koronie jest naprawdę bardzo dobrze.
Zimą dołączył Mariusz Stępiński. To był pierwszy sygnał, że w Koronie zaczynają się naprawdę dobre czasy. Latem pojawiły się kolejne głośne transfery. Dużym zaskoczeniem było sprowadzenie Patrika Hellebranda dołączył też Ariel Mosów, a niedawno także Kamil Jakubczyk. W jego przypadku media informowały nawet, że był już blisko Widzewa Łódź, a ostatecznie trafił do Korony. Który z tych ruchów Pana zdaniem najbardziej podniesie jakość drużyny i dlaczego?
Na początku chciałbym powiedzieć, że jestem w Kielcach od pięciu lat i różnica między Koroną, do której trafiałem, a tą obecną, jest ogromna. Wystarczy spojrzeć na zawodników, którzy przychodzili wtedy i na tych, którzy trafiają do klubu dzisiaj. Korona jest obecnie zespołem, który potrafi przekonać do siebie jednych z najlepszych zawodników w Ekstraklasie. To mówi bardzo dużo o tym, jak klub się rozwija. My jako zawodnicy bardzo się z tego cieszymy, bo rośnie jakość treningów, jakość zespołu i całej organizacji. Jeśli chodzi o konkretne nazwiska, mam nadzieję, że wszyscy nowi zawodnicy dadzą drużynie bardzo dużo. To piłkarze, którzy znają Ekstraklasę, wiedzą, jak funkcjonuje ta liga i mogą nam bardzo pomóc. Widać też, że klub nadal szuka kolejnych jakościowych wzmocnień. Wszyscy zdają sobie sprawę, że drużyna ma duży potencjał po poprzednim sezonie, ale potrzebuje jeszcze kilku zawodników, którzy podniosą poziom sportowy i sprawią, że będziemy prezentować się jeszcze lepiej.
Jak szatnia odbiera te wszystkie ruchy? Teoretycznie jesteście w tym samym klubie, ale te zmiany są ogromne. Zmienia się stadion, infrastruktura, pojawiają się nowi ludzie…
Dokładnie tak. Właściciel nie wykonuje małych kroków, tylko bardzo duże. Wiele rzeczy przechodzi z poziomu przeciętnego na poziom naprawdę wysoki. Pokazują to transfery, okna transferowe i kierunek, w którym rozwija się klub. Korona celuje wysoko i doskonale widzi, jak bardzo rozwinęła się Ekstraklasa. Kluby dysponują coraz większymi budżetami, sprowadzają coraz lepszych zawodników, a poziom ligi stale rośnie. Wszystkie zespoły muszą być aktywne na rynku transferowym. Wydaje mi się, że nadchodzący sezon będzie jeszcze ciekawszy niż poprzedni, a przecież ten ostatni był naprawdę bardzo interesujący.
A będzie trudniejszy?
Zdecydowanie tak. Gdy spojrzę dzisiaj na skład Ekstraklasy, trudno wskazać drużynę, którą można byłoby z góry skazać na spadek. To pokazuje, jak wyrównana będzie liga. Kluby również zdają sobie z tego sprawę, czego dowodem są transfery przeprowadzane przez większość zespołów. Korona także jest tego świadoma, stąd tak mocne ruchy kadrowe.
Skoro jesteśmy przy zmianach w klubie, to zapytam trochę żartobliwie: jak wygląda codzienność w tej nowej Koronie?
Bardzo dobrze. Cały czas coś się zmienia. Przejdziesz kilka metrów i okazuje się, że jakieś pomieszczenie zostało wyremontowane. Wyjdziesz na stadion, nowe krzesełka. Wszędzie widać rozwój.
Transfermarkt mówi jedno, boisko drugie
Przygotowując się do rozmowy, spojrzałem tuż przed połączeniem na wartości rynkowe polskich drużyn w serwisie Transfermarkt. Korona zajmuje miejsce w środku stawki , wyprzedzając między innymi Legię Warszawa, Wisłę Kraków czy Wieczystą Kraków. Czy może to być jakiś realny wyznacznik potencjału drużyny?
Nie ma to większego znaczenia. Jeśli ktoś lubi patrzeć na liczby i wartości rynkowe, to może zwracać na to uwagę, ale na boisku nikt nie myśli o tym, że jest wart milion euro więcej od rywala. Każdy chce po prostu zaprezentować się jak najlepiej. Wiadomo, że w Ekstraklasie mecze są bardzo wyrównane i często decydują detale. Dlatego wartość rynkowa nie ma większego wpływu na to, co dzieje się na boisku.
Kilka razy rozmawialiśmy już o projekcie Korony, który wyraźnie ewoluuje i zmierza w kierunku czegoś więcej niż tylko walka o utrzymanie. Czy jako jeden z bardziej doświadczonych zawodników odczuwa Pan, że rośnie również presja? Zwłaszcza że wokół Korony zrobiło się bardzo głośno, zarówno lokalnie, jak i w skali całej Polski.
Jako rada drużyny nie mieliśmy jeszcze spotkania z właścicielem dotyczącego celów na nowy sezon. Na pewno jednak zdajemy sobie sprawę, że oczekiwania będą znacznie większe. Patrząc na transfery, które przeprowadziła Korona, trudno się temu dziwić. Ogólnie w Kielcach zawsze było tak, że jeśli klub inwestował większe pieniądze, to rosły również oczekiwania kibiców. To jest całkowicie naturalne. Myślę jednak, że jako drużyna będziemy gotowi na te wymagania i każdy kibic będzie dumny z tego, że wspiera Koronę.
Walka o TOP 5 między wierszami
Nie będę pytał o konkretny cel na sezon. Zapytam inaczej. Co musiałoby się wydarzyć, żeby po rundzie jesiennej powiedział Pan, że to najlepszy sezon Korony od momentu powrotu do Ekstraklasy?
Musielibyśmy mieć więcej punktów niż po pierwszej rundzie poprzedniego sezonu. Poza tym rozwój drużyny musiałby być bardzo widoczny. Chciałbym, żeby każdy widział, że z meczu na mecz stajemy się lepszym zespołem. Wszyscy w Kielcach wierzą, że właśnie tak będzie.
Czyli między wierszami można odczytać, że miejsce w czołowej piątce byłoby kierunkiem, w którym Korona chciałaby zmierzać?
Każdy zawodnik ma swoje marzenia. Ja również je mam. Jestem w Kielcach już od kilku lat i przez większość czasu głównym celem było utrzymanie w Ekstraklasie. Wydaje mi się jednak, że obecnie drużyna będzie gotowa, aby postawić sobie znacznie ambitniejszy cel niż w poprzednich sezonach.
Reprezentacja Polski, marzenia i przyszłość
Pamiętam, że Łukasz Gikiewicz przed każdym sezonem przyklejał sobie na lodówce kartkę z celami na najbliższe miesiące. To skojarzyło mi się z jesienią ubiegłego roku, kiedy bardzo dużo mówiło się o Panu w kontekście reprezentacji Polski. Można było odnieść wrażenie, że gdziekolwiek się człowiek nie obejrzał, tam pojawiał się temat: „Dawid Błanik do kadry”. Z perspektywy czasu, co Pana zdaniem musi się wydarzyć, żeby otrzymał Pan powołanie? Jak podchodzi Pan do tamtego okresu?
Na pewno jestem dumny z tego, że przeszedłem drogę od zawodnika, który nie łapał się nawet do kadry meczowej, do piłkarza, o którym mówi się w kontekście reprezentacji Polski. To ogromna satysfakcja i cieszę się, że taka metamorfoza nastąpiła w mojej karierze. Oczywiście wielkim marzeniem jest trafienie do reprezentacji i debiut w narodowych barwach, ale wiem, że wszystko zależy ode mnie. Muszę być jeszcze lepszym zawodnikiem w nadchodzącym sezonie. To będzie trudne zadanie, bo moje statystyki w poprzednich rozgrywkach były najlepsze w karierze. Czuję się jednak mocny, pewny siebie i z dużą niecierpliwością czekam na nowy sezon. Być może sztab reprezentacji zwróci uwagę na moją osobę i otrzymam powołanie. Na pewno głęboko w to wierzę i zrobię wszystko, żeby tak się stało. A czy rzeczywiście do tego dojdzie, pokaże czas.
Czyli to jedno z tych wyzwań, które można przykleić na lodówkę?
Taki cel na pewno by się tam znalazł (śmiech).
Jacek Zieliński pilnuje, aby nikt nie odleciał
Nowy sezon będzie wyjątkowy, bo jesienią czeka nas dłuższa przerwa reprezentacyjna związana z Ligą Narodów UEFA. Rozumiem więc, że wolałby Pan wykorzystać ten czas na wyjazd do Warszawy i występ na PGE Narodowym niż spędzić go na treningach pod okiem trenera Jacka Zielińskiego?
Zdecydowanie wybieram opcję numer jeden.
Rozgrywki ligowe rozpoczynacie od bardzo wymagającego terminarza. Na początek Jagiellonia Białystok, później Górnik Zabrze, następnie Legia Warszawa i Widzew Łódź. To spotkania, które zawsze budzą duże emocje. Które z tych starć traktuje Pan jako najciekawsze wyzwanie pod względem sportowym?
Każde z nich będzie bardzo interesujące. Początek sezonu jest dla nas wymagający, ale jednocześnie może wiele powiedzieć o tym, w jakim miejscu obecnie jesteśmy jako drużyna i o co realnie będziemy walczyć. To także pokaże, jak przepracowaliśmy okres przygotowawczy. Trenujemy bardzo ciężko i bardzo intensywnie, dlatego z dużą niecierpliwością czekam na pierwsze spotkania. W trzech pierwszych kolejkach rozegramy dwa mecze u siebie, a to zawsze jest dla nas atut. Atmosfera na stadionie w Kielcach jest znakomita. Jeśli dobrze pamiętam, średnia frekwencja w poprzednim sezonie wynosiła około 11,5 tysiąca widzów. Mam nadzieję, że teraz będzie podobnie albo nawet jeszcze lepiej. Bardzo liczę na to, że wspólnie z kibicami zbudujemy coś wartościowego i że każdy fan po meczu będzie wychodził ze stadionu dumny z bycia kibicem Korony.
Ognisko już się pali
W kontekście kandydatów do spadku powiedział Pan wcześniej, że trudno dzisiaj wskazać konkretną drużynę. A czy łatwiej byłoby wytypować zespoły, które będą walczyć o najwyższe cele?
Na pewno wskazałbym Lecha Poznań. To aktualny mistrz Polski i moim zdaniem nadal będzie jednym z głównych kandydatów do obrony tytułu. Poza tym… trudno mi dzisiaj wskazać konkretne drużyny. Oprócz Korony Kielce. Nie chcę zbyt mocno rozbudzać oczekiwań. Kibice w Kielcach lubią się nakręcać, więc podchodzimy do tego spokojnie. Wiemy, jaką mamy wartość. Wiemy, jacy zawodnicy do nas dołączyli i jaką jakością dysponujemy jako drużyna. Na pewno wejdziemy w ten sezon pewni siebie, ale jednocześnie z odpowiednim spokojem. Mam nadzieję, że na koniec sezonu wynik będzie bardzo dobry.
Czy głośne transfery Korony Kielce wystarczą, aby klub zrobił kolejny krok?
- Tak, jakość kadry zdecydowanie wzrosła
- Transfery pomogą, ale potrzebny jest czas
- Nazwiska nie gwarantują wyników
- Najważniejsza będzie praca trenera i drużyny
0 Votes
Mówiąc metaforycznie, mam wrażenie, że ognisko już zostało rozpalone. Właściciel dorzucił do niego sporo drewna poprzez swoje działania, a jeśli Wy będziecie wygrywać mecze i regularnie punktować, to dołożycie kolejne. Wówczas ten ogień będzie tylko rósł…
Rzeczywiście ognisko już się pali, tak jak Pan powiedział. Mamy jednak bardzo dobrego trenera, który potrafi odpowiednio tonować nastroje. W takich momentach umie uspokoić zespół, delikatnie ostudzić emocje i sprowadzić wszystkich na ziemię, jeśli pojawiłaby się pokusa, aby za bardzo odlecieć po kilku dobrych wynikach. To duży atut. Trener ma ogromne doświadczenie i doskonale wie, kiedy należy przyhamować emocje, a kiedy pozwolić drużynie podnosić pewność siebie z dobrych występów. Mam nadzieję, że to ognisko będzie płonęło coraz mocniej, trener będzie odpowiednio kontrolował temperaturę, a my krok po kroku będziemy realizować nasze cele.
A trener robi to spokojnie czy raczej stosuje metodę „zimnej wody na głowę”?
Różnie. Czasami mocniej, czasami łagodniej. Trener bazuje na swoim doświadczeniu i bardzo dobrze wyczuwa moment, w którym trzeba zareagować. To zdecydowanie jego duży atut.
Sporo działo się w Pana karierze. Gdyby mógł Pan dzisiaj spojrzeć na siebie sprzed kilku lat i porozmawiać z młodym Dawidem Błanikiem, który dopiero marzył o tym, aby stać się liderem drużyny Ekstraklasy, to co by mu Pan powiedział?
Wiadomo, że moja kariera miała różne etapy. To nie była droga, która cały czas prowadziła w górę. Przeżyłem naprawdę wiele. Byłem zawodnikiem, który był liderem zespołu, ale też takim, który nie łapał się do kadry meczowej. Bywałem podstawowym graczem, ale zdarzały się również momenty, gdy nie grałem. Dzisiaj jestem bardziej doświadczonym zawodnikiem i myślę, że obecna forma przyszła właśnie dlatego, że przeszedłem przez tak wiele różnych sytuacji. To wszystko zbudowało mnie zarówno jako piłkarza, jak i człowieka. Co powiedziałbym młodszemu sobie? Na pewno, żebym się nie poddawał i konsekwentnie robił swoje. W pewnym momencie i tak przyjdzie szansa, którą trzeba będzie wykorzystać. Tak było również u mnie. W pewnym momencie kilku zawodników wypadło przez kartki, dostałem miejsce w składzie, zaliczyłem asystę, a później regularnie dokładałem kolejne asysty i bramki. Od tego momentu moja kariera bardzo mocno przyspieszyła.
Co najbardziej motywowało Pana w trudniejszych momentach? Rodzina, kibice Korony, a może coś zupełnie innego?
Po prostu trenowałem i walczyłem, bo wiedziałem, że mam odpowiedni potencjał. Nigdy nie uważałem, że moim maksymalnym poziomem będzie pierwsza liga. Kiedy trafiałem do Pogoni Szczecin, być może nie byłem jeszcze gotowy na Ekstraklasę. Trudno jednoznacznie to ocenić, bo dostałem tam bardzo niewiele szans. Później jednak udowodniłem samemu sobie, że potrafię wrócić do Ekstraklasy i odnaleźć się w niej w bardzo dobry sposób. Cieszę się, że w odpowiednim momencie trafiłem do Korony. To właśnie tutaj bardzo mocno się rozwinąłem. Dziękuję klubowi za stworzenie odpowiednich warunków, bo miałem wszystko, czego potrzebowałem. Dzisiaj jestem w dobrym miejscu i na dobrym poziomie sportowym. Wierzę jednak, że najlepsze momenty mojej kariery są jeszcze przede mną.
Wiktor Długosz czy Dawid Błanik? Szatnia Korony zna odpowiedź
Już pół żartem, pół serio, powoli kończąc rozmowę. Mamy lipiec 2026 roku. Kto jest szybszy: Dawid Błanik czy Wiktor Długosz?
Wiktor Długosz.
Bez zastanowienia?
Myślę, że jest szybszy. Chyba że biegnie bez jednego buta (śmiech).

W poprzednim sezonie było kilku zawodników w Waszej drużynie, którzy znajdowali się w najlepszym momencie swojej kariery. Co miało na to wpływ?
To pokazuje, że Kielce są bardzo dobrym miejscem do rozwoju. Można tutaj przyjść, zrobić kolejny krok naprzód i być może później wypłynąć jeszcze wyżej.
I tym optymistycznym akcentem można zachęcić kolejnych zawodników do przyjścia do Korony Kielce. W tym także Dawida Kownackiego….
Zapraszamy.







