REKLAMA
REKLAMA

Ligowe HAHAHA: 31. kolejka Lotto Ekstraklasy

dodał: Łukasz Pawlik  |  źródło: Goal.pl  |  04.05.2017 08:00
Zdaniem wielu polska piłka to dno, stąd Ligowe HAHAHA. Poza tym lubię się śmiać, bo śmiech to zdrowie, jak to mówią. Wiadomo też, że piłka nożna to najważniejsza sprawa z tych najmniej ważnych, więc można do niej podchodzić z dystansem. W związku z tym po odpięciu pasów po ligowych zmaganiach chciałbym zachęcić Was na zetknięcie się z bezprecedensowymi i nierzadko odważnymi poglądami przedstawionymi w krzywym zwierciadle, a związanymi z ligowymi realiami w naszym kraju. Przygotujcie sobie herbatę, piwko, wino, herbatkę lub co tam chcecie i luknijcie. Czasu nie zmarnujecie, a może i się uśmiechniecie.

JANKES PRZEBUDZENIE

Dla gdynian potyczka z Piastunkami była ostatnim testem przed wielkim finałem Pucharu Polski, który jak się okazało, Arkowcy wygrali. Jednak gdyby po piątkowym meczu ktoś zdecydowałby się na postawienie dużych pieniędzy na wygraną Arki w boju z Kolejorzem, mógłby zostać uznany za wariata. Warto jednak nadmienić, że ekipa z Trójmiasta nie jest do końca pozbawiona talentów. Jest nim na pewno Rafał Siemaszko, który jeszcze kilka miesięcy temu był postacią anonimową dla przeciętnego kibica polskiej piłki. Tymczasem dzisiaj trudno wyobrazić sobie Arkę bez tego zawodnika.

Z kolei gliwiczanie to jedna z tych drużyn Lotto Ekstraklasy, która potrafi niezwykle zadziwić. Piast potrafi grać jak równy z równym z takimi zespołami jak Lechia Gdańsk, czy Jagiellonia Białystok, ale gdy drużynie z Górnego Śląska przychodzi mierzyć się z zespołami teoretycznie słabszymi, okazuje się to nierzadko murem nie do sforsowania. Następstwem takiego stanu rzeczy jest to, że Niebiesko-czerwoni plasują się obecnie na pozycji spadkowej. Nie będzie żadnym nadużyciem stwierdzenie, że obecnie gliwiczanie idą w kierunku pierwszej ligi jak dzik w żołędzie.

Trudno uwierzyć, że jeszcze kilka miesięcy temu gliwiczanie byli na Uniwersytecie, będąc wicemistrzem Polski, a dzisiaj cofnęli się nie tyle, ile do liceum, jak nawet do podstawówki. Nie zmienia tego nawet to, że świetne występy potrafi notować Gerard Badia, a w bramce kilka razy świetnie interweniował Jakuba Szmatuła. Ogólnie mimo dużego potencjału w szeregach ekipy Dariusza Wdowczyka może brakować większych fajerwerków ze strony większej ilości zawodników.

W piątkowy wieczór w końcu obudził się Maciej Jankowski. Chociaż w pomeczowych rozmowach wciąż jest przewidywalny do potęgi entej, to na szczęście czasem jego ruchy na boisku mogą zaskoczyć. Gdyby ktoś mi przed tym meczem powiedział, że "Jankes" będzie jednym z kluczy do wywalczenia punktu w Gdyni przez team z Gliwic, wyśmiałbym go bez litości. Tymczasem musiałem się otrząsnąć z heheszków i śmieszków, bo Jankowski naprawdę zaliczył niezłą partię, dodając sporo ożywienia w grę swojego zespołu.




GANG ROBAK & JEVTIĆ

Lech Poznań to zespół bijący się o mistrzowski tytuł. Statystyki wyraźnie pokazują, że to poznańska ekipa to jeden z głównych kandydatów do mistrzowskiej korony. W ogóle to nie dziwi, spoglądając na kadrę Kolejorza. Szkoleniowiec lechitów do obsady bramki ma dwóch świetnych bramkarzy. W defensywie wyróżniający się Jan Bednarek i Tomasz Kędziora. W drugiej linii wszędobylski Darko Jevtić i wciąż dynamiczny Radosław Majewski. O gole z kolei dbają Dawid Kownacki oraz Marcin Robak.

Lech jest trochę jak pizza z wszystkimi możliwymi składnikami, ale jednak gdy brakuje sosów do niej, to smak tego smakołyku jest inny. Czasem pewnej pikanterii brakuje poznaniakom. O ile w rywalizacjach z zespołami ze środka, team ze stolicy Wielkopolski potrafi mimo wszystko zdominować swojego rywala, to przy starciach w europejskich pucharach lechici mogą narazić się na kompromitację. Nie ujmując niczego Koronie Kielce, to nie jest drużyna, będąca potentatem ligowym. Tymczasem lechici mieli z nią kłopoty.

Trener Maciej Bartoszek w kieleckiej szatni wydobył to, czym Złocisto-krwiści wyróżniali się, gdy trener Korony był Leszek Ojrzyński. Tak jak wtedy, tak i teraz mocną stroną kieleckiej ekipy jest charakter. Wcale to nie dziwi, skoro w szeregach tego zespołu jest nieoceniony Jacek Kiełb, który z niejednego pieca jadł chleb. Właśnie różne perypetie życiowe zbudowały kolektyw w kieleckim zespole, który z pewnością w rundzie finałowej każdej drużynie napsuje jeszcze sporo krwi.

Różne glosy pojawiały się po starciu Lecha z Koroną, nawiązując do dyspozycji sędziego Szymona Marciniaka. Ja na pewno nie będę ścinał głowy najlepszemu polskiemu arbitrowi. Jednakże mam swoje zdanie na temat podyktowanych "jedenastek", które wolałbym zachować dla siebie. W każdym razie wolałbym się zająć tematem szwajcarskiego skrzydłowego Kolejorza, który wszystko wskazuje na to, że pracuje na transfer do solidnego europejskiego klubu.

Czym wyróżnia się Jevtić? Oprócz tego, że świetnym wyszkoleniem technicznym, to także bardzo dobrymi wyborami. W boju z kielczanami kolejny już raz w tym sezonie był jedną z najbardziej wyróżniających się zawodników w swojej drużynie. W poprzednim roku po Szwajcara zgłaszały się takie kluby jak Partizan Belgrad, czy Grasshoppers Zurych. Teraz przypuszczam, że jeszcze bardziej znane ekipy będą starały się przekonać Jevticia do transferu. Biorąc pod uwagę, że 24-latek ma kontrakt do czerwca przyszłego roku, to dla władz Lecha to może być ostatni dzwonek na zarobienie dużych pieniędzy na piłkarzy pochodzącym z Bazylei.




KASA MISIU KASA

Wisła Płock to zespół, który do ostatniej kolejki rundy zasadniczej bił się o grupę mistrzowską. Chociaż w boju z Arka Gdynia podopieczni Marcina Kaczmarka nie opuszczali placu gry na tarczy, to jednak powodów do radości również nie było. Nafciarze nie wywalczyli upragnionego celu, który zapewniłby im utrzymanie. Chorzowianie to z kolei drużyna, która była świadoma walki o ligowy byt już od kilku tygodni. Niemniej zmiany w tej ekipie nastąpiły. Przede wszystkim Waldemara Fornalika zastąpił Krzysztof Warzcha.

Jakim szkoleniowiec w ekipie z Górnego Śląska był Waldemar Fornalik, powszechnie wiadomo. Może jego drużyna nie prezentowała kosmicznego poziomu, ale jak na warunki, w jakich przyszło pracować w Ruchu byłemu selekcjonerowi reprezentacji Polski, Niebiescy prezentowali poziom niezwykły. Ponadto były już opiekun chorzowian z powodzeniem wprowadzał młodych zawodników do składu, że wymieni się tylko: Martina Konczkowskiego, Michała Helika, Łukasza Monetę, Kamila Mazka, czy Jarosława Niezgodę.

Przed nowym trenerem zatem nie lada wyzwania, aby dorównać swojemu poprzednikowi. O tym, że Warzycha był świetnym napastnikiem, każdy wie. W barwach chorzowskiego Ruchu sięgnął po mistrzostwo Polski, ale najbardziej dał się zapamiętać z niezwykłej skuteczności w barwach Panathinaikosu Ateny. Teraz, chociaż w Ruchu jest według wielu opinii fatalna sytuacja finansowa, były reprezentant Polski postanowił spróbować pomóc klubowi, któremu wiele zawdzięcza.




Słyszałem głosy, że Warzycha zaryzykował, pakując się w wielkie bagno. Moim zdaniem nie jest, jak wielu mówi. 52-latek przychodząc do Ruchu, przypomniał wszystkim o sobie, więc kto wie, czy w polskiej ekstraklasie nie pojawił się naprawdę dobry szkoleniowiec. Trochę sytuacja z Chorzowa przypomina mi tę z Zabrza, gdy stery w Górniku przejął Robert Warzycha. Wówczas zabrzanie prezentowali innowacyjne jak na polskie warunki rozwiązania, które dały im grupę mistrzowską. Kto wie, czy w przyszłości podobnie nie będzie ze szkoleniowcem Ruchu.

Inną kwestią dotykającą Ruch jest natomiast Patryk Lipski. Środkowy pomocnik oburzył się w związku z tym, że nie otrzymuje należnych pieniędzy, zgłaszając sprawę do odpowiednich organów. Spór będzie zatem rozpatrywany na drodze prawnej. w każdym razie "Lipa" najpewniej nie zagra już w koszulce Niebieskich. Jaka będzie jego przyszłość? Zainteresowanie zawodnikiem wyrażają Lechia Gdańsk oraz Wisła Kraków. Wkrótce wszystko powinno wyjaśnić.

SMUDA JEDNAK CZYNI CUDA

Górnik Łęczna to zdecydowanie ekipa o dwóch obliczach w trwającej kampanii. Pierwsze poznaliśmy, gdy w klubie nie było Franciszka Smudy. Natomiast drugie doświadczamy już z charyzmatycznym trenerem. Mimo że Smuda jest szkoleniowcem Zielono-czarnych stosunkowo niedługo, to już na dobre rozgościł się w klubowych gabinetach, pozwalając sobie na ciekawe ruchy w wyjściowym składzie. Na środku defensywy grał Przemysław Pitry, a jako defensywny pomocnik wystąpił Paweł Sasin. Z kolei ostatnio w roli drugiego stopera w Górniku widzimy Adama Dźwigałę.

Jedni powiedzą, że potrzeba jest matką wynalazków. Tymczasem moim zdaniem o wszystkim decyduje niezawodny nos trenera, który sam jest świadomy tego, że ten zmysł go nie zawodzi. Dodając do tego niezwykłą dyspozycję doświadczonego Grzegorza Bonina i Bartosza Śpiączki powstał naprawdę solidny team, którego wszystkie zespoły z grupy B powinny się obawiać.  Pod wodzą Smudy łęcznianie zanotowali w jedenastu spotkaniach cztery porażki, co jest niezłym wynikiem. W każdym razie po wygranej ze Śląskiem Wrocław piłkarze Górników opuścili strefę spadkową.




Z kolei wrocławianie to ekipa zawodząca wcale nie mniej niż Zagłębie Lubin. Gdyby poszukać drużyn, które najbardziej zawiodły w sezonie 2016/17 w polskiej ekstraklasie, to z pewnością na wielu listach zagościłyby nazwy klubów z Dolnego Śląska. Obie ekipy posiadają duży potencjał. Jednak brakuje czegoś, co pozwoliłby go w pełni wydobyć. Nie zmienia to jednak faktu, że tacy zawodnicy jak Ryota Morioka, Robert Pich, Kamil Biliński, czy Juan Roman mają umiejętności, aby grać przeciwko najlepszym w naszej lidze.

ENERGA ARENA KOKONEM LECHISTÓW

Im więcej meczów polskiej ekstraklasy za nami, tym bardziej zadziwia mnie postawa Lechii Gdańsk. Ekipa z Trójmiasta to chyba jeden z tych teamów w Polsce, który ma największe wahania formy. Wpływ na to ma oczywiście gra w delegacji gdańszczan. W miniony weekend podopieczni Piotra Nowaka bez większego kłopotu poradzili sobie z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza, wygrywając 2:0, ale wcześniej nie potrafili zbyt wiele zrobić w starciu z Pogonią Szczecin, ulegając Dumie Pomorza 1:3. Co takiego może być zatem na stadionie Lechii, że gra gdańszczan tak diametralnie ulega zmianie?

Wymyśliłem sobie, że w miejscu, gdzie swoje spotkania w roli gospodarza rozgrywają lechiści, pod ziemią zakopany jest olbrzymi kokon. Kojarzycie może film o tej tematyce? W telegraficznym skrócie grupa staruszków po zetknięciu się z wodą w okolicy kokonów nabiera niezwykłej rześkości i sprawności. Podobnie jest z Lechią, gdy ta gra na swoim stadionie. Zgoła odmiennie sytuacja wygląda, gdy gdańszczanie muszą grać w delegacji.

Co z tego, że Lechia ma marzenia związane z walką o mistrzostwo Polski, skoro nie potrafi prezentować w miarę równej dyspozycji przez cały sezon. Nie od dzisiaj wiadomo, że stabilność to słowo klucz w walce o trofea, nie tylko w Polsce. Wie przecież cos o tym nawet Jose Mourinho z Manchesteru United, który w pojedynczych meczach potrafi wskrzesić ducha walki w Czerwone Diabły. Koniec końców rzeczywistość wygląda jednak tak, że o pierwsze miejsce w Premier League rywalizują ze sobą Chelsea FC i Tottenham Hotspur.




SŁOWIK, CZYLI WYSOKIEJ KLASY RĘCZNIK

Trzy ekipy na L nie ukrywają w Lotto Ekstraklasie swoich ambicji związanych z walką o mistrzostwo Polski. Z kolei liderem rozgrywek jest ta ekipa, której trener najmniej mówi, a najwięcej robi. Dość powiedzieć, że Michał Probierz skutecznie ściąga presję ze swojej drużyny, zrzucając ja na barki stabilniejszych finansowo klubów, niż ten z Podlasia. W miniony weekend za sprawą Ciliana Sheridana białostoczanie odnieśli swoje 19. zwycięstwo w trwającej kampanii, robiąc kolejny krok w kierunku mistrzowskiego tytułu.

Jagiellonia ma obecnie trzy "oczka" przewagi na warszawską Legią, więc kto wie, czy ta przewaga nie będzie decydująca. Chociaż pamiętać trzeba, że dwa najprawdopodobniej na najtrudniejsze spotkania w rundzie finałowej białostoczanie rozegrają na swoim obiekcie. Zarówno z Legią, jak i z Lechem piłkarze Jagiellonii w grupie mistrzowskiej mierzyć się będą w roli gospodarza, co stawia Jagiellonię w uprzywilejowanej pozycji. Stąd moim zdaniem ekipa Probierza, to główny faworyt do mistrzostwa.

<


Tymczasem co słychać w Pogoni Szczecin? Nic specjalnego. Portowcy osiągnęli swój cel, którym jest gra w pierwszej ósemce w fazie finałowej rozgrywek, więc luz i spokój, który wkradł się w szeregi szczecińskiej Pogoni, sprawił, że ta ekipa zluzowała już poziom hard i do końca rozgrywek będzie najpewniej odcinać kupony. Być może na swoim stadionie z Bruk-Betem Nieciecza i Koroną Kielce szczecinianie wzniosą się jeszcze na wyżyny swoich możliwości, ale w konfrontacjach z czołówką raczej nie powinni się narażać na kontuzje. No, chyba że przed starciem Pogoni z Legią prosto z Białegostoku pojawi się oferta związana ze specjalnym motywacyjnym bonusem, który piłkarze Portowców będą mogli podnieść z murawy. Chociaż z bramkarzem pokroju Jakuba Slowika może być to trudne.




W związku z tym, że kolejne trafienie w lidze polskiej zaliczył Irlandczyk Sheridan, to trzeba powiedzieć, że jeśli ktoś chce, to znajdzie solidnego napastnika w Europie za stosunkowo niewielkie pieniądze. W warszawskiej Legii zdecydowali się na Tomasa Necida, który zawodzi. Z kolei 28-latek nie potrzebował czasu na aklimatyzacje i z marszu wpłynął na kolejną poprawę jakość w szeregach Dumy Podlasia, notując już pięć goli w polskiej ekstraklasie. Kluczowa była tu na pewno rola opiekuna Jagi, który świetnie ocenił możliwości kadrowe swojej drużyny.

BRAK ARMAT W LEGII MA SWOJE SKUTKI

W meczach takich jak konfrontacja Legii Warszawa z Wisłą Kraków na drugi plan spad aktualna pozycja każdej z ekip w ligowej stawce. Polski klasyk elektryzuje większą część naszego kraju przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Niestety w niedzielne popołudnie zastrzyk naprawdę fajnych emocji mieliśmy tylko przez 45 minut. Pierwsza połowa jest praktycznie do zapomnienia, chociaż niektórzy mogą powiedzieć, że obie ekipy w pierwszych trzech kwadransach zagrały bardzo konsekwentnie taktycznie.

Warszawianie są najlepszym przykładem tego, że polskiej ekstraklasy nie wygra się ot tak. Co z tego, że Legia ma aktualnie najwięcej zdobytych bramek, skoro duży wkład w taki stan rzeczy wnieśli Nemanja Nikolić oraz Aleksandar Prijović. Nie da się zdobyć mistrzostwa Polski bez napastnika. A tego ostatnio najbardziej brakuje stołecznej ekipie, co uwypuklił bój z zespołem Białej Gwiazdy. Lech Poznań ma Marcina Robaka, Jagiellonia Białystok ma Ciliana Sheridana, Lechia Gdańsk ma Marco Paixao, a legioniści posiadają Czecha Necida, który zawodzi na całej linii jak pamięć u polityków.

Na placu gry w ligowym klasyku zmierzyły się ze sobą ekipy o różnej wartości finansowej. Wyjściowy skład Legii został wyceniony na mniej więcej 33 miliony euro, z kolei Wisła na niespełna dziewięć milionów polskiej waluty. Jak się okazało, pieniądze i nazwiska nie grają. A co za tym idzie, warszawianie zremisowali z zespołem Białej Gwiazdy 1:1. Tym samym krakowianie mają siedem punktów starty do miejsca premiowanego grą w europucharach, co wydaje się zadaniem trudnym do zrealizowania, ale nie niewykonalnym.




Legia to bez wątpienia team, który na ważne mecze potrafi się sprężyć i zmobilizować, co miało miejsce w starciach z Lechią Gdańsk, czy z Lechem Poznań. Z kolei w bojach z Ruchem Chorzów, Korona Kielce, czy ostatnio z WisłĄ piłkarze o dużym potencjale piłkarskim jak między innymi Vadis Odjidja Ofoe nie spełniają pokładanych w nich nadziei. Z kolei wiślacy postawili solidny mur, który mimo braku Arkadiusza Głowackiego w szeregach krakowskiej drużyny, był trudny do sforsowania.




MECZ IRONII W LUBINIE

Cracovia świadoma tego, że walczy o ligowy byt, a Zagłębie Lubin to team zawiedziony tym, że musi grać w grupie B polskiej ekstraklasy. Aktualnie lubinianie mają pięć punktów przewagi nad strefą spadkową. W poniedziałkowe popołudnie Miedziowi wraz z ekipą Jacka Zielińskiego zapewnili kibicom świetne zawody na obiekcie Zagłębia. W głównej mierze dzięki postawie gospodarzy. Mimo że przez większą część spotkania Cracovia prowadziła różnicą dwóch goli, to ostatecznie zespół z Grodu Kraka zakończył mecz w katastrofalny sposób, tracąc punkty w ostatnich fragmentach rywalizacji.

Jak dotąd opiekun Pasów słynął z niezwykłego spokoju. Tymczasem po starciu zakończonym remisem 2:2, gdy Zagłębie zdobywało bramki w ostatnich fragmentach rywalizacji, to nawet trener Zieliński nie potrafił się uspokoić. Przypomnieć należy, że Martin Nespor trafienie kontaktowe zaliczył w 90. minucie spotkania, a Ivan Guldan doprowadził do remisu w trzeciej minucie doliczonego czasu. Nie dziwi zatem, że zazwyczaj spokojny trener Cracovii wybuchł.




BITWA O LIGĘ

Ścisk w grupie spadkowej jest niezwykły. Dość powiedzieć, że o utrzymaniu ligowego bytu może zdecydować szczęście. Na dzisiaj najgorzej mają się ekipy z Górnego Śląska, bo to one znajdują się pod kreską. Aczkolwiek jedenasty w klasyfikacji Górnik Łęczna ma tylko dwa "oczka" przewagi nad Piastem Gliwice i Ruchem Chorzów, co sprawia, że ta ekipa jest do złapania w jednym meczu.

O ile Zagłębie raczej powinno utrzymać bezpieczną przewagę do końca rozgrywek, to nie wiadomo, czy taki cios, jakiego dostała ostatnio Cracovia nie będzie miał tragicznych konsekwencji i Mateusz Szczepaniak nie zaliczy drugiego z rzędu spadku z Lotto Ekstraklasy. Co ciekawe zawodnik ten zaliczył trafienie w poniedziałkowym boju, ale koniec końców, dało tylko remis ekipie z Miasta Królów.




TABELA LOTTO EKSTRAKLASY PO 31 KOLEJKACH







PS Jeśli ktoś chce podyskutować z autorem, to warto zajrzeć TUTAJ.




OTRZYMUJ NAJNOWSZE LIGOWE AKTUALNOŚCI


REKLAMA

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby dodać komentarz:

Komentarze | 0 komentarzy

sortowanie: rosnąco | malejąco