Wisła nie musi się wzmacniać za wszelką cenę
Wisła Kraków zimuje na szczycie pierwszoligowej tabeli. Jest w świetnej sytuacji i ma duże szanse, aby wreszcie awansować do Ekstraklasy. Zespół Mariusza Jopa do tej pory był bezkonkurencyjny, wygrywając zdecydowaną większość ligowych spotkań. Ma w swoim dorobku efektowne zwycięstwa, w tym choćby z ŁKS-em Łódź (5-0), Śląskiem Wrocław (5-0) czy Ruchem Chorzów (3-0).
W kontekście zimowych ruchów transferowych Wisły więcej się dotąd mówiło o odejściach. Zespół opuścił już Igor Łasicki, a na wypożyczenie ma się wkrótce udać Olivier Sukiennicki. Pod znakiem zapytania stoi też przyszłość Josepha Colleya czy Ervina Omicia. Jop przyznaje, że jest plan na wzmocnienia, ale to jeszcze nie przesądzone.
– Nie znam do końca odpowiedzi na to pytanie. Zapotrzebowanie na wzmocnienie pewnych pozycji w rozmowach wewnętrznych jest, również w kontekście ewentualnych ruchów z klubu. Są wytyczne w tym kierunku, zresztą to już się dzieje teraz. Wiadomo, że okres zimowy jest specyficzny. Za piłkarzy trzeba płacić, a sytuacja finansowa nie jest łatwa. Liczę się z tym, że możemy zostać w takim składzie, jak jest teraz. Absolutnie nie jest powiedziane, że to będzie jakiś problem, oczywiście przy założeniu, że wszyscy są zdrowi.
Priorytetowym ruchem Wisły może być transfer nowego napastnika. Była ona łączona choćby z Łukaszem Zjawińskim, choć ten temat zdementował Jarosław Królewski.
– W tej konfiguracji jesteśmy skuteczni i zdobywamy najwięcej bramek w lidze. Napastnik o innym profilu, typowa dziewiątka, przede wszystkim do ataku pozycyjnego. Grając z nami zespoły wiedzą, że niska obrona jest trudna do sforsowania. Taki napastnik na pewno dałby alternatywę, jeśli chodzi o ten rodzaj atakowania – wyjaśnił Jop w programie na kanale „LABoratoriumKiera”.










