Hiszpański dziennikarz o Bazdarze: Trudno zrozumieć to, co tu się stało!

Transfer Sameda Bazdara z Realu Saragossa do Jagiellonii to jeden z ciekawszych ruchów w Polsce tej zimy. Reprezentant BiH to duży talent, a w Hiszpanii do tej pory nie mogą zrozumieć dlaczego mu tam nie wyszło. Jeden z naszych rozmówców ma swoją teorię na ten temat.

Samed Bazdar
Obserwuj nas w
Sportimage Ltd/Alamy Na zdjęciu: Samed Bazdar

Raków też go chciał

O tym, że Samed Bazdar może trafić do Ekstraklasy pisaliśmy już kilkanaście dni temu. Wtedy jednak najmocniej w grze był Raków. Klub z Częstochowy też proponował Realowi Saragossa wypożyczenie z opcją wykupu 21-latka, ale nie przekonał Hiszpanów.

Skuteczniejszy w tych zabiegach okazał się za to Łukasz Masłowski. Dyrektor Jagiellonii doprowadził do wypożyczenia gracza za 100 tysięcy euro z klauzulą wykupu za 2 mln euro.

Mirko Poledica, były piłkarz polskich klubów, a obecnie wzięty piłkarski prawnik w Serbii, już wcześniej opowiedział nam co nieco o wychowanku Partizana Belgrad, a jako że Jagiellonia potwierdziła w niedzielę jego pozyskanie, to dopytaliśmy też o hiszpański etap jego kariery.

Jedno z największych rozczarowań ostatnich lat

Bazdar to jedno z największych rozczarowań w Realu Saragossa w ostatnich latach. I nawet nie chodzi tu tylko o niego, nie o jego poziom. Na tę historię trzeba spojrzeć szerzej – mówi nam Christian Blasco Varon, pracujący dla dziennika „Sport”, dziennikarz, który od lat zajmuje się Realem Saragossa.

Bazdar stał się symbolem zawiedzionych nadziei, bo jego pozyskanie miało być emanacją nowych ambicji klubu. Wydawało się, że płacąc za niego duże pieniądze, Real Saragossa pokazuje, że chce wrócić do elity. Że sprowadza piłkarza jakiego w tym klubie nie było od dawna. To był najdroższy zakup klubu w jego obecnym „drugoligowym okresie” – podkreśla hiszpański dziennikarz.

Momenty były…

Wprawdzie Bazdar zaczął w Hiszpanii nieźle, ale szybko zgasł. – Były momenty, w których pokazywał, że ma największy potencjał w zespole. No ale właśnie… To były tylko momenty. Z drugiej strony… Przychodził jako potencjalny goleador, numer „9”. Tylko że trochę mu tego „gola” brakowało. Zdaniem wielu w przyszłości to może być bardzo dobra dziesiątka, a nie dziewiątka – mówi hiszpański dziennikarz.

Nie można też powiedzieć, że Bazdar nie dostał kredytu zaufania od kibiców z Saragossy. – Nie, nie. Fani szybko go pokochali, bo widzieli w nim, albo chcieli widzieć, piłkarza, który ma coś, czego nie mają inni gracze tego zespołu. Z drugiej strony… Żaden z trenerów nigdy mu nie zaufał w 100 procentach. Nigdy też nikt do końca nie wytłumaczył dlaczego tak się działo.

Leniwy czy nie ten profil?

I choć nie brak plotek, że to przez poziom zaangażowania Bazdara na treningach, to nasz rozmówca ma inną teorię.

Oczywiście, słyszało się o tym. Ale prawda jest taka, że to zawsze zostawało na poziomie plotek, bez twardszych dowodów. Gdy patrzyłem choćby na to jak Bazdar reagował na gole drużyny, nie tylko swoje, to widziałem piłkarza, któremu bardzo zależy, który jest mocno wkręcony w to wszystko.

Mam inną teorię. Według mnie jego profil po prostu nie do końca pasował trenerom, których tu spotkał. Może trochę zabrakło gry w defensywie jak na „10” i nosa do goli jak na „9” – taką hipotezę wysnuwa dziennikarz, podkreślając jednak, że ten temat wciąż pozostaje zagadką.

Obustronna porażka

Tak naprawdę trudno uwierzyć w to co się stało. W to, że piłkarz z takim potencjałem tak bardzo rozczarował. Ale według mnie to nie tylko jego porażka. Klubu też. Według mnie można było spróbować otoczyć go piłkarzami, przy których łatwiej byłoby wydobyć z Bazdara to co ma najlepsze. Tak się jednak nie stało… I uważam, że pozbycie sie tego gracza może się okazać błędem klubu.

Teraz reprezentant Bośni i Hercegowiny będzie miał pół roku, aby pokazać Hiszpanom, że faktycznie mylili się w ocenie i wykorzystaniu jego potencjału.

Tylko u nas