Wcześniej z tego (aż tak) nie korzystał
Afimico Pululu to jeden z najlepszych transferów Jagiellonii w ostatnich latach. Napastnik reprezentacji DR Kongo błysnął w Lidze Konferencji UEFA, zostając królem strzelców poprzednich rozgrywek, następnie miał lekki dołek, ale w tym sezonie znów błyszczy.
Jak się okazuje, niedawno Pululu do swoich przygotowań dodał nowe elementy, które najwidoczniej pomagają, bo napastnik Jagiellonii znów jest w świetnej formie.
A o tym co zmienił, jak również o planach na najbliższe lato Pululu opowiedział w obszernym wywiadzie dla goal.pl. Nie brakuje w tej rozmowie wątków transferowych, tym bardziej, że o Afrykańczyka starało się dużo klubów, co regularnie opisywaliśmy na naszych łamach. Zresztą, napastnik Jagiellonii trafił na naszą listę siedmiu głośnych nazwisk Ekstraklasy, które latem mogą odejść z obecnych klubów.
Piotr Koźmiński, goal.pl: Za wami dwa mecze, o których było głośno. Wróćmy jeszcze na chwilę do starcia z Fiorentiną. Na co liczyłeś przed rewanżem? Bo ciężko chyba było zakładać odrobienie strat…
Afimico Pululu: Na pewno liczyłem na to, że uda nam się pokazać z lepszej strony niż w pierwszym meczu w Białymstoku, na to, że zostawimy po sobie lepsze wrażenie. To pierwsze spotkanie nam nie wyszło, ja sam bardzo żałowałem, że nie mogłem w nim zagrać i pomóc kolegom.
Natomiast w tym drugim meczu te sprawy tak szybko się zaczęły dla nas dobrze układać, że naprawdę można było mieć nadzieję, że te straty odrobimy. Do przerwy było 2:0, potem kolejny gol dla nas i jeszcze sporo czasu do rozegrania. Były podstawy, aby zupełnie odwrócić ten dwumecz.
Ostatecznie to się nie udało, więc dopytam jakie uczucia w tobie dominowały? Rozczarowanie, bo było blisko, czy jednak satysfakcja, że z tak dobrej strony się tam pokazaliście?
Jednak dominowało rozczarowanie. Właśnie z tego powodu, że tak dużo udało się tam tych strat odrobić. Na pewno więc niedosyt pozostał, ale z drugiej strony jakaś satysfakcja też. Zagraliśmy nieporównywalnie lepiej niż w pierwszym spotkaniu i pokazaliśmy, że polski zespół może rywalizować jak równy z równym o awans z przedstawicielem jednej z najlepszych lig świata.
Na pewno pozostawiliśmy więc dobre wrażenie jako przedstawiciel ekstraklasy. Pokazaliśmy i umiejętności, i mental na bardzo wysokim poziomie.
Po tamtym meczu mówiło się, że nieźle się pokazałeś na włoskim rynku, bo zagrałeś bardzo dobry mecz.
Myślę, że nie tylko na tamtym rynku (śmiech). Inne kierunki też biorę pod uwagę. To jednak nie zajmuje mi teraz głowy. Najważniejszy jest teraz każdy kolejny mecz w lidze i jak najlepsze występy w Jagiellonii.
Stracone dwa punkty z Legią
Do tematu potencjalnego transferu jeszcze wrócimy, ale chciałem też dopytać o ten drugi mecz, z Legią. Ten remis to zyskany punkt, czy stracone dwa?
Stracone dwa. Zdecydowanie! Kiedy grasz u siebie, prowadzisz dwoma bramkami i nie wygrywasz, to trudno się cieszyć tak na sto procent. Zaczęliśmy dobrze, szybko przekuliśmy to na konkrety, ale potem niestety było już gorzej.
Było gorzej, bo, jak wielu przewidywało, opadliście z sił ze względu na trudy meczu z Fiorentiną?
Według mnie po prostu zabrakło nam cwaniactwa w momentach, gdy wyglądaliśmy gorzej. Wiadomo, że ciężko jest dominować przez cały mecz, ale w tych fazach, w których wyglądasz słabiej, trzeba to przetrwać. Nam się niestety nie udało.
Trzeba też przyznać, że rywale mieli swoje sytuacje i ostatecznie mogło to iść w dwie strony. Albo naszą wygraną, albo Legii. Padł remis, który mnie nie usatysfakcjonował.
Twoja forma jest ostatnio bardzo dobra. Po okresie słabszej gry znów to jest ten “stary, dobry” Pululu. O co chodzi? Dyspozycja sama przyszła, czy coś zmieniłeś w szeroko rozumianym przygotowaniu?
Trochę pozmieniałem. Od jesieni korzystam dodatkowo z trenera przygotowania fizycznego. Współpracuję też z dietetykiem i kucharzem. Do tego dochodzi analiza wideo moich meczów. Generalnie to metody, z których korzysta wielu piłkarzy na topowym poziomie. Ja też chcę robić progres, stąd właśnie te zmiany.
„Goli powinno być więcej”
To ciekawe. Generalnie twoje statystyki wyglądają bardzo dobrze. 32 mecze, 16 goli i 5 asyst licząc wszelkie rozgrywki w tym sezonie. Jesteś zadowolony?
Szczerze mówiąc, nie do końca. Tych goli powinno być o kilka więcej. To znaczy, statystycznie wygląda to ok, ale jako piłkarz ambitny uważam, że stać mnie na więcej.
Jagiellonia jest liderem tabeli. A kogo uważasz za głównego faworyta do mistrzostwa? Was, Lecha Poznań, czy jeszcze kogoś innego?
Moim zdaniem faworytem jest Lech Poznań. Po pierwsze dlatego, że to urzędujący mistrz Polski. Po drugie, nie przegrywają ostatnio zbyt często, a długo grali na trzech frontach. Są stabilni. Mieszanka tych czynników sprawia, że to właśnie ich uważam za faworyta numer jeden.
A co będzie sukcesem Jagiellonii?
Na pewno do końca będziemy robić wszystko, żeby znów zapisać się w historii klubu i pokrzyżować plany faworytom. Natomiast sądzę, że miejsce na podium też będzie powodem do zadowolenia. To już kolejny sezon, gdy Jagiellonia walczy o czołowe miejsca w lidze. Za to się należy uznanie.
Jak już mówiłem, z walki o tytuł nie zrezygnujemy do samego końca. To byłoby coś niesłychanego, gdyby znów udało się go zdobyć. A w tym sezonie w tej lidze jest wszystko możliwe. Są przecież jeszcze Lech, Raków, Zagłębie Lubin, Wisła Płock. Zostało tak dużo meczów, że ciężko cokolwiek przewidzieć.
Nie sposób nie porozmawiać o twojej przyszłości. O różnych propozycjach pod twoim adresem mówi się od bardzo dawna. Jesteś w stanie zliczyć ile tych ofert, albo zapytań o warunki było?
Myślę, że na przestrzeni tych wszystkich miesięcy od kiedy zaczął się “ruch” wokół mnie, to tak między 20 a 30 klubów na różny sposób podpytywało o mnie.
20-30? To bardzo dużo…A do któregoś byłeś przekonany, czy to jednak były kluby i kierunki, które cię nie za bardzo interesowały…?
Do zainteresowania jednego z tych klubów podchodziłem inaczej niż do innych. Tamta sytuacja była inna. Tamten kierunek wzbudził moje duże zainteresowanie. Ale to było zimą 2025 roku.
A możesz zdradzić, który klub masz na myśli?
Tak. Besiktas.
Czyli to był ten jeden przypadek, gdzie zdecydowałbyś się bez wahania. A inne?
Inne nie wzbudziły we mnie szybszego bicia serca. Żaden nie był na tyle przekonujący, aby zakończyło się to transferem z Jagiellonii.
Poczeka do lata
To lato będzie decydujące. Generalnie w sytuacji, gdy piłkarzowi kończy się kontrakt, to podejścia są dwa: jedni szybko chcą wyjaśnić swoją przyszłość, a inni wolą czekać do końca. A ty do którego “nurtu” należysz?
Gdybyś zapytał mnie o to kilka miesięcy temu, to bym pewnie odpowiedział, że do tego pierwszego. Ale teraz skłaniam się ku tej drugiej opcji. Czyli, po sezonie zobaczę co mam na stole, porozmawiam ze swoim otoczeniem i podejmę decyzję. Ale też nie tak, żeby czekać do 31 sierpnia.
Czy priorytetem jest wyjazd do lepszej ligi?
Myślę, że tak to można określić. To zresztą naturalne. Gdybym miał opuścić polską ligę, która jest coraz lepsza, ociera się o miejsce w top 10 w Europie, to chciałbym iść wyżej. Żeby się sprawdzić, czy w tych wyżej ocenianych ligach dam radę. A zatem naturalne jest, że to taki plan A.
Ale pozostania w polskiej Ekstraklasie nie wykluczasz?
Absolutnie nie! Polska Ekstraklasa bardzo mnie rozwinęła. Dzięki grze w tej lidze, w Jagiellonii stałem się lepszym piłkarzem i jestem tu gdzie, jestem. Dlatego pozostania tutaj nie wykluczam. Jeśli chodzi o Polskę, to przed nikim nie zamykam drzwi. No, może jedynie przed Legią (śmiech).

Obaj wiemy, że musi paść pytanie o Widzew. Sporo spekulowano o tym, że łodzianie chcą cię kupić. Co możesz o tym powiedzieć?
Mogę powiedzieć, że Widzew zgłosił się do mojego agenta. To było na początku stycznia. Byli zainteresowani transferem już tej zimy.
Dlaczego do niego nie doszło?
Nie chciałem takiej zmiany w trakcie sezonu.
A co będzie gdy znów się odezwą?
Nie wiem, czy wrócą do tematu. Nie wiem jakie będą mieć plany. Jak mówiłem, poza Legią, nie zamykam drzwi przed innymi polskimi klubami.
„Być może Jagiellonia czymś zaskoczy”
Czy możliwe jest przedłużenie umowy z Jagiellonią? To chyba mało prawdopodobne…
Wszystko jest możliwe. Być może Jagiellonia mnie czymś zaskoczy (śmiech)? Zobaczymy co życie przyniesie.
To na koniec jeszcze kwestia reprezentacji. Najpierw wybrałeś Angolę, potem jednak zdecydowałeś się na DR Kongo, ale do tej pory nie zagrałeś w jego barwach ani razu. O co chodzi?
Zawsze coś stawało na przeszkodzie. Na przykład kontuzja. Natomiast rozmawiałem ze sztabem kadry, zapewniali mnie, że nie tracą mnie z widoku. Mówili mi, że mam grać, strzelać gole i czekać na sygnał.
Pod koniec marca DR Kongo zagra finał baraży o mundial, ze zwycięzcą meczu Jamajka – Nowa Kaledonia. Czyli szanse na mundial macie spore…
Mam taką nadzieję. A czy dostanę powołanie? Nie mam pojęcia, nazwiska powołanych będą w przyszłym tygodniu. Na razie skupiam się na tym co tu i teraz, czyli na Jagiellonii.









