Złotousty Mikulski, aVARie i Squid Game o spadek | Dwugłos Tetryków

Lech Poznań
PressFocus Na zdjęciu: Lech Poznań

Czy da się zatytułować tekst o problemach z VAR-em, bez wkładania zbitki VAR w różne słowa? Czy “AVARIA” to dobry tytuł, czy taki sobie? Dlaczego Tomasz Mikulski swoimi wystąpieniami publicznymi najdelikatniej rzecz ujmując nie pomógł arbitrom? Na te pytania odpowiada duet Tetryków czyli Leszek Milewski i Jakub Olkiewicz. Ale nie brakuje też oczywiście szybkiej przebieżki po murawach – od tych, na których wyłożyli się w tej kolejce liderzy Ekstraklasy, aż po tę bełchatowską, gdzie 22 piłkarzy poruszało się po boisku dla 80 kibiców, a to wszystko w I lidze. Zapraszamy!

  • VARty uwagi konkurs i co z tym sędziowaniem
  • Otwartym tekstem do Tomasza Mikulskiego
  • Wyścig o mistrza – strefa ostrych zakrętów
  • Gra o spadek. Robi się coraz ciekawiej – Stal wciąż zagrożona?
  • Udane łowy Łukasza Masłowskiego

Leszek Milewski: Kuba, ogłaszam konkurs na najbardziej żenującą grę słów związaną z VAR. Moje propozycje “zVARiowany świat sędziowania”, a także “Ekstraklasa grzechu VARta” są tak złe, że już nie tyle czerwienię się ze wstydu, co purpurowieję. Ale myślę, że purpurowieć mogą też sędziowie. To, co wydarzyło się w tej kolejce – znowu – i to na kilku stadionach – znowu – to skandal. Jest wielce możliwe, że ten sezon może zakończyć się wielkim gdybaniem: no, gratulujemy mistrzowi Polski, ale gdyby tylko sędziowie nie zapomnieli wziąć z domu umiejętności, to my bylibyśmy mistrzami. Jest źle. Może nawet bardzo.

Jakub Olkiewicz: “Kto rozumie gVARę sędziowską”? “Czas na przeVARtościowanie”. No i na koniec bardziej ambitne: “to sędzia jest koVARem mistrzowskiego losu” oraz tabloidowo krzykliwe “AVARIA”.

Uff. Nie był taki łatwy do ogarnięcia ten twój konkurs, natomiast przyznaję – temat absolutnie zdominował dyskusję na temat Ekstraklasy w ostatnich tygodniach. Zacznę nietypowo, bo optymistycznie i z tak zwanym “pozytywnym aspektem”. Otóż “pozytywnym aspektem” całej tej afery jest szybki upadek wszystkich teorii spiskowych. Jeszcze nie do końca zdążyliśmy się nacieszyć komentarzami, płynącymi z Poznania o tym, że PZPN i sędziowski zakon iluminatów postanowili stanąć na przeszkodzie w drodze Lecha po tytuł, a już okazało się, że pchany w kierunku tytułu jest jednak Raków Częstochowa. Ten sam Raków, który ustami Marka Papszuna kilkanaście dni temu sugerował, że DZIWNYM TRAFEM kontrowersyjne decyzje sędziów najczęściej mają miejsce w meczach Lecha Poznań i są podejmowane na korzyść tego klubu. Dziś już chyba wszyscy mają jasność – gdyby nawet masoński spisek arbitrów miał na celu np. uwalenie Lecha Poznań, to patrząc na obecną kondycję sędziów skończyłoby się mistrzostwem Kolejorza na osiem kolejek przed końcem. Innymi słowy: nasi panowie w czerni są obecnie w takiej dyspozycji, że już ostro przebili poziom piłkarski Ekstraklasy, na który patrzymy z niedowierzaniem od wielu, wielu lat. Intencjonalności w tym nie widzę, nieudolność – owszem. A już najbardziej rozczarował mnie szef sędziów, Tomasz Mikulski, który wypalił, że przykro mu w związku z hejterskimi komentarzami dotyczącymi rozjemców poszczególnych spotkań.

LM: Niestety przegrałeś Kuba ten konkurs, bo “AVARIA” jest na przykład bardzo dobre.

Co do pana Tomasza Mikulskiego, którego słusznie wywołałeś. Ten sam pan Tomasz Mikulski przyznał, że on by gwizdnął karnego tak dla Pogoni, jak dla Lecha. Panie Tomaszu, krótka odezwa. Jeśli jest panu tak przykro, że pojawiają się łzy, proszę je otrzeć kserówkami z regulaminem sędziowskim. Potem kopertami, w które zapakuje pan kserówki z regulaminem sędziowskim. Potem blankietem z Poczty, na której wyśle pan te regulaminy arbitrom. A już poważnie: panie Tomaszu, mam wrażenie, że mówienie o hejcie stało się dyżurnym argumentem każdego, kto coś zawalił. Spieprzyłeś, a ustawiasz się w roli ofiary, bo hejt. Hejt jest wtedy, gdy to nieuprawniona niczym fala personalnej krytyki. Tutaj, panie Tomaszu, nie ma hejtu, tylko jest frustracja bardzo konkretnymi decyzjami. Które pan sam wskazuje jako błędne. A które mogą ważyć na czyimś spadku. Na czyimś mistrzostwie. Na milionach złotych, na miejscu w historii polskiej piłki. Proszę, by słowo “hejt” traktować poważnie i rozróżniać je od całkowicie uzasadnionych pretensji wobec kogoś, kto nie daje rady. A, niestety, w tym bardzo ciekawym sezonie, sędziowie wyposażeni w VAR niepotrzebnie dodają emocji.

JO: Do tego dochodzi jeszcze to bagatelizowanie, to dosyć rozbrajające pomylenie screenshotów, złapanie nieodpowiedniej klatki do oceny zagrania. Kurczę, to są tłumaczenia rodem z siódmej be, gdy uczeń tłumaczy, że opisał właśnie po angielsku łazienkę zamiast kuchni, bo mu się ściągi pomyliły. Czy chcemy, czy nie chcemy – Ekstraklasa jest ligą dość bogatą, w dodatku szalenie wyrównaną. Tutaj gra nie toczy się jak w Serbii o to, czy Partizan będzie miał 20, czy 23 punkty przewagi nad trzecim miejscem. Tutaj każda taka pojedyncza decyzja może stanowić “być albo nie być”. To oczywiście duże uproszczenie, ale w Ekstraklasie każdy ryzykuje, każdy ma budżety spinane na agrafki, zazwyczaj przyjmując optymistyczny scenariusz na boiskach przy układaniu swoich kosztów. Wielkie przedsiębiorstwa, zatrudniające dziesiątki ludzi, którzy ostatecznie muszą rewidować swoje wyniki finansowe, zmieniać swoją politykę długofalową, bo ktoś źle dobrał stopklatkę?! Przecież to brzmi tak kuriozalnie, że sam nie wiem, co miał na celu Tomasz Mikulski w swoich wypowiedziach.

Całość jest nieprawdopodobnie bolesna, bo przecież nie raz i nie dwa razy mieliśmy już sytuacje, w których VAR mielił decyzję przez kilka minut. Arbiter podbiegał do monitorka, dłubał, grzebał, sprawdzał, analizował wszystkie możliwe kąty. Jasne, to też wywoływało frustrację kibiców, ale przynajmniej dawało ułudę: faktycznie sędzia zrobił wszystko, co było w jego mocy, by sprawiedliwie ocenić sytuację. A tu? Kawalkada błędów, które nawet nie stają się dla arbitra atrakcyjnym tematem, które po prostu się puszcza, a potem trwa dociekanie: czy VAR dał sygnał głównemu, czy też VAR przysnął, zabrakło mu zimnej krwi, zabrakło mu zdecydowania Jestem przekonany, że wszyscy kibice zaakceptowaliby nawet i 2-godzinne mecze, o ile mieliby jasną gwarancję, że losy tytułu są jedynie w nogach piłkarzy, a nie w drżących rękach asystentów wideo, którzy nie potrafią poprawnie przeanalizować sytuacji w ciepłym wozie zaparkowanym pod stadionem.

LM: Jest to wielkie wyzwanie dla całego środowiska sędziowskiego na cały sezon. Chyba największe od czasów, gdy Siemaszko zagrał ręką i wypaczył spadek z ligi. Środowisko zareagowało, wprowadzono błyskawicznie VAR, przed wszystkimi na świecie. Wydawało nam się wtedy, że już nigdy takiego skandalu sędziowskiego nie będzie – i dobrze nam się wydawało, bo to nie ta skala, co impresja Siemaszki na temat Maradony. Ale sytuacje z tej kolejki, to trzymanie piłki pod pachą, to piłka lecąca w zasadzie do siatki, a trafiająca na rękę… No, dobrze nie jest. Panie Tomaszu Mikulski: wyzwania przed panem, wyzwania duże, bo to co jest teraz, nie sprawdza się. Wyzwania od zaraz, bo ten finisz jeszcze nie musi kręcić się tylko wokół bałaganu – jak to ująłeś – w ciepłym wozie zaparkowanym pod stadionem.

Dobrze. Kuba. Nie chciałbym mimo wszystko poświęcać całego naszego dwugłosu arbitrom, ale nawet jak chciałbym przejść do tematu tego, że cała czołówka pogubiła punkty, no to przecież już się kibice Lecha mogą oburzyć, że punkty zostały pogubione, ale nie na boisku, tylko w ciepłym wozie zaparkowanym pod stadionem. Natomiast powiem tak: kolejny raz dowód, że liga jest coraz bardziej konkurencyjna. Błąd sędziów błędem, ale Wisła Płock jest po prostu nieprzyjemną drużyną do grania, która ma swoje argumenty. A już Śląsk Wrocław? Mierny, któremu zaczęło realnie zaglądać widmo spadku, który po meczu Wisły od strefy spadkowej dzieliły dwa punkty? Zagrał świetnie nie tylko z Rakowem, ale jeszcze z Rakowem w Częstochowie. Przecież Raków musi się całą drużyną wybrać na Jasną Górę, by podziękować za cud z ostatniej minuty, kiedy Sobota nie trafił do pustaka z dwóch metrów. Śląsk wygrał naprawdę rzetelnie i oczywiście ja utożsamiam to wyłącznie z tym, że od pierwszej minuty zagrał Fabian Piasecki. Ale pewnie są i inne powody, które sprawiły, że klub tak poważnie zagrożony spadkiem zagrał świetne spotkanie.

JO: Przestrzegam przed raptowną zmianą kursu w narracji na temat Ekstraklasy! Gdzieniegdzie pojawiły się już jakieś tradycyjne fotki z żółwiami i ślimakami, natomiast moim zdaniem nadal obserwujemy bardzo zacięty i mocno obsadzony mistrzowski wyścig, po prostu nie da się kolejka w kolejkę tłamsić wszystkich po kolei, nie w Polsce, nie w Ekstraklasie. Nawet Miedź Legnica, która już prawie pożarła całą I ligę, wywróciła się u siebie na Stomilu Olsztyn. Wiem, że nie taka była twoja intencja, ale mimo wszystko – przy pochwałach dla Śląska czy Legii mam gdzieś z tyłu głowy jaka była skala wyzwań Rakowa i Lecha w ostatnich tygodniach. Pogoń jest usprawiedliwiona w mniejszym stopniu, bo nie miała w tak zwanym (podobno tak się powinno pisać!) międzyczasie półfinału Pucharu Polski, ale też taka ucieczka przed peletonem potrafi zmęczyć.

To jest moja gwiazdka, którą trzeba gdzieś zamieścić przy każdym ciepłym słowie w kierunku Śląska, Legii czy Wisły Płock. Natomiast gdy już tę gwiazdkę nakreśliłem, to przyznaję: nadspodziewanie dobre występy i wyniki całej tej trójki. Na mnie największe wrażenie zrobiła jednak mimo wszystko Wisła Płock i oczywiście personalnie Łukasz Sekulski. Pójść z Pogonią na wymianę ciosów w Szczecinie, odwrócić tam wynik rywalizacji, w dodatku po takich bramkach – trudno nie cmoknąć z zachwytu. Jestem diabelnie ciekawy, gdzie jest sufit tej Wisły – bo przecież na dobrą sprawę ona punktuje z regularnością czołowej trójki, a strata do pucharowego miejsca to marne 4 punkty. 10 strzelonych goli w 5 ostatnich meczach. Coś, czego brakuje co trzeciej ekipie w lidze, czyli skuteczny napastnik, potrafiący zdziałać coś z niczego. Jedyne opory przed mocniejszym pompowaniem Wisły mam z uwagi na Macieja Bartoszka – nie do końca akceptuję punkt widzenia, w którym Bartoszek robi wyniki niezłe, zostaje zwolniony, a jego następca robi wyniki dobre.

Aha, Śląsk Wrocław. Pompka pompką, ale pamiętajmy – nadal 31 punktów, tyle co Zagłębie Lubin. Odpowiedzi na temat wrocławian poznamy za trzy kolejki – by faktycznie zacząć na poważnie chwalić Piotra Tworka i jego podopiecznych, potrzebujemy przynajmniej 7 punktów ugranych na dole tabeli, z Wisłą Kraków, Bruk-Betem i Jagiellonią.

LM: Skoro przy Zagłębiu. Paliło się pod kuprami. W przerwie bodaj nikt nie wyszedł do Canal+ skomentować ich popisu w pierwszej połowie. A to przecież dopiero po zmianie stron dostali dzwona od Stali. Potem się ogarnęli i to sprawiło, że zacząłem sprawdzać jak tam stan zakładu pomiędzy prezesem Klimkiem i Pawłem Paczulem. No bo tak: Wisła wreszcie wygrała i to 4:1, choć nie szło jej w tym meczu w pierwszej połowie, choć Poldi kolejny raz załadował taką bramkę, że aż dzwoniło. Śląsk – mówiliśmy. Warta – wygrała. Jagiellonia – lepszy czas, wyszarpała ostatnio trzy punkty z Lubinem, teraz zryw z Radomiakiem w Radomiu, zakończony remisem, a mogło być lepiej, gdyby nie arbitrzy. I na ten moment, obok już w zasadzie zdegradowanego Górnika Łęczna i Termaliki, po porażce z Zagłębiem to Stal Mielec wygląda najgorzej. Podkreślę: piłkarsko wygląda najgorzej, bo punktowo wciąż jest nieźle. Ale w tym meczu, prowadząc 1:0, nie zdołali w żaden sposób kontrolować spotkania. W żaden sposób go zabić. Strączek wielokrotnie potrafił ratować Stal w przeszłości – tu kompromitujące błędy. Jeśli w tak ważnym meczu dajesz sobie wrzucić gola z połowy, no to o czym my mówimy.

Czytałem wyliczenia, według których Stali wystarczą dwa punkty, żeby się utrzymać. Nie wiem. Może. Ale jeśli przegrają najbliższy mecz z Wartą u siebie, a strefa spadkowa znowu nadgoni, to ich spadek nie będzie scenariuszem science-fiction. Gdyby nie tak fenomenalna jesień, gdyby tych punktów było trochę mniej, na przykład o trzy zdobyte na Legii – sytuacja Stali byłaby naprawdę kiepska. Ale i tak udało im się osiągnąć status czarnego konia w grze o spadek.

JO: A gdyby Fabian Piasecki… To brzmi jak doskonały wstęp do słodko-gorzkiej opowieści, która kończy się albo happy endem w postaci występu Pawła Paczula w garniturze (nie sądzę, by występ kogokolwiek w stroju kąpielowym Borata mógł się łapać w kategoriach happy endu), albo smutnym końcem z triumfującym gdyńskim oszustem quizowym na finiszu ligi. Stal ma szczęście, że ten sezon już naprawdę długo nie potrwa, tak naprawdę to jest czas ostatecznych rozstrzygnięć, w dodatku często w bezpośrednich starciach. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że mielczanie kończą ligę pod kimś nieoczywistym, albo nawet pod dwiema takimi drużynami. Niech to będzie np. Warta Poznań i Zagłębie Lubin. Ale nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że 5-punktową stratę odrabia Wisła Kraków, a po drodze udanie punktują też obie ekipy z Dolnego Śląska. Przy rozpisywaniu tych scenariuszy na dole trzeba pamiętać, że tam mamy sytuację z westernów, kilka osób trzyma się wzajemnie na muszce i trudno uwierzyć, by wszystkie jednocześnie wypaliły akurat w przechodzącą nieopodal, kompletnie niezaangażowaną w ten bój Stal.

Ale nie takie scenariusze Ekstraklasa widziała. Ja zastanawiam się nad czymś innym – czyjego spadku bym na pewno nie chciał. I wychodzi mi, że chyba jednak nie chciałbym spadku tej Wisły, choć zupełnie nie mam pojęcia, kogo zamiast tego zrzucić ligę niżej. Mój faworyt do spadku za całokształt działań z ostatnich lat odrobił dwa gole w Radomiu i jest już bezpieczny, poza tym i Wojciech Pertkiewicz, i Piotr Nowak to zbyt sympatyczni ludzie, by życzyć im spadku. Przerzucam więc gorącego kartofla do ciebie: kogo byś widział w przyszłym sezonie w jednej lidze z moim ŁKS-em i Chrobrym Głogów (tak, to element moich tradycyjnych czarów, by zwiększyć szanse na awans ŁKS-u do Ekstraklasy).

LM: Zrzucać nikogo nie będę, ale na pewno arcyważne było to zwycięstwo Wisły. Nie tylko dlatego, że pierwsze w tym roku. Nie tylko dlatego, że pierwsze za Brzęczka. Nie tylko dlatego, że kolejek coraz mniej. Ale też dlatego, że rywal był wymagający, czemu dał dowód w tym meczu. W rozmówce w przerwie Bartek Nowak mówił, że Górnik zasłużył na więcej, i jak tak dalej będą grać “zaraz strzelą jedną, drugą”. Nie szło. Gdy Hugi zmarnował sytuację, w której Biała Gwiazda szła trzech na jednego, zapachniało kolejnym roztworem stężonej frustracji.

Dla mnie niezwykle ważny był gol Stefana Savicia, nawet sposób, w jaki tego gola strzelił. Savicia reklamowano jako gościa, który potrafi zrobić różnicę. To podaniem, to strzałem, to czymś nieoczywistym. I tutaj zrobił dokładnie to – petarda, gol, dziękuję bardzo. Nie powiem, że to był gol z niczego, z powietrza, ale jednak. Jeśli takich przebudzeń w Wiśle będzie więcej, to się utrzymają, bo czysto piłkarski potencjał na pewno jest atutem Wisły. Z tym, że to był potencjał treningowy, potencjał przy żonglerce, potencjał w CV, potencjał na papierze. W drugiej połowie meczu z Górnikiem papierowy nie był.

Kuba, jest jeszcze trzeci wyścig – wyścig o czwarte miejsce. I chciałem odnotować nudne, skromne, przewidywalne zwycięstwo Piasta. 1:0 z Górnikiem Łęczna, trzy punkty. Piast przegrał jeden mecz wiosną – z Pogonią na otwarcie rundy. Potem osiem meczów bez porażek. Sześć z czystym kontem. Myślę, że Piast jest w stanie szarpnąć się na puchary. A Waldek King znowu to zrobił. Za każdym razem, gdy Fornalikowi nie idzie, trzeba powiedzieć: spokojnie. Dajcie mu rundę. A potem znowu to będzie hulać. Wyjątkowa powtarzalność świetnej roboty.

JO: Przy okazji Piasta chciałbym ogólnie zaznaczyć, że są pewne powody do radości. Otóż tyle było znaków zapytania przy postaciach takich jak Damian Kądzior czy Lukas Podolski, nawet Kamil Wilczek. Ba, ja sam miałem tonę wątpliwości. Ukułem sobie taką tezę, że jeśli oni u nas totalnie przepadną, to najwygodniejszym tłumaczeniem będzie: nie wytrzymali szalonej fizyczności, wiecznej bieganiny i szarpaniny na kartoflanych boiskach. Natomiast tak: po pierwsze nie przepadli, po drugie wyglądają naprawdę dobrze, po trzecie – zdaje się, że gdyby byli otoczeni odrobinę mocniejszymi partnerami, ich wyniki punktowe byłyby jeszcze lepsze.

Cieszę się, bo jeśli piłkarsko ogarnięci zawodnicy pokazują piłkarskie ogarnięcie na boiskach Ekstraklasy, to oznacza, że wcale nie jesteśmy jakimś zupełnie odrębnym ekosystemem, gdzie logika mówi dobranoc. Liczby – Kądzior jest już w TOP 10 klasyfikacji kanadyjskiej, Podolskiemu brakuje pojedynczych liczb, które z pewnością by zgarnął, gdyby nie chwilowa gapowatość kolegów z Zabrza. No i wreszcie Wilczek. Z nim w składzie Piast przegrał raz – w jego pierwszym meczu po powrocie, w lutym, z Pogonią Szczecin. 9 meczów, 5 goli. Cała trójka, ale nie tylko oni, wydaje się potwierdzać – ściągasz jakość, dostajesz jakość, bez jakiejś paplaniny o “trudnej lidze”.

LM: Kuba, mój wolny wniosek z tej kolejki: Marc Gual i Diego Carioca. Pamiętasz, jak wskazywałem ich jako słabość Jagiellonii? Nie dlatego, że tak uważnie oglądałem ich w rozgrywkach ligi ukraińskiej i na tej bazie uznałem, że są kiepscy. Ale wskazywałem jako dowód desperacji Jagi to, że chłopaki przyjeżdżają w trakcie rundy i z miejsca mają być postaciami pierwszoplanowymi, które odpowiadają – w dużej mierze – za ofensywę Jagi. A więc za to, by ją utrzymać. Nie do końca tak to powinno wyglądać. Jaga z zespołu poukładanego, mającego pewien fundament, stała się zespołem, gdzie przyjeżdżasz, trenujesz dwa razy i wchodzisz na boisko jako kluczowa postać. Zlekceważyłem jednak to, że mogą być po prostu tak dobrzy, że szkoda nimi nie grać. Marc Gual – znowu z golem, w dodatku fantastycznym. Świetnie ułożona noga. A Carioca raz, że potrafi pograć, to jeszcze momentami imponuje walecznością. W ogóle nie powiedziałbyś, że jest w Jadze od wczoraj. Raczej że przyszedł lata temu razem z Romanczukiem z Legionovii, a na jego wesele Czarek Kulesza zaprosił Zenka Martyniuka w podzięce za zasługi dla Jagi. Zdaje się, że to pierwsze sukcesy dyrektora Łukasza Masłowskiego.

JO: To ja też z wolnym wnioskiem – wiele napisano o tym, że obecny sezon Ekstraklasy jest najlepszy od lat, a zupełnie zniknęła nam z radarów I liga, równie pasjonująca. Miedź już ma awans, to jest jasne, ale różnice punktowe i w jakości składów Widzewa, Arka i Korony sprawiają, że ta walka o drugie miejsce jest nieprawdopodobnie ciekawa. Tymczasem przecież równolegle toczy się bitwa o te pozostałe dwa miejsca w barażach – i naprawdę, nie mam wrażenia, że dziesiąte w tabeli Podbeskidzie jest już skazane na kolejny sezon na zapleczu. Warto tam czasem rzucić okiem, zwłaszcza, że przed nami naprawdę kapitalne mecze o wysokiej stawce – Korona będzie grała z Arką, potem znowu Widzew z Koroną, a ŁKS z Arką, wreszcie na początku maja derby Łodzi. Cała seria meczów w miarę równorzędnych rywali, z których każdy gra niemal o życie, bo wiadomo, jak często kończą się losy drużyn, które wycelowały w awans do Ekstraklasy, a trafiły w przegrany baraż z Górnikiem Łęczna. Jaram się i zachęcam do jarania się innych sympatyków futbolu i śledzenia wyników rywali na flashscore. Aż szkoda, że kolejki 29-31 nie będą miały formy multiligi.

LM: W sprawie pierwszej ligi: 80 kibiców w Bełchatowie na meczu Skra – Chrobry. Pierwsza liga. 80 kibiców. Jakie twoje zdanie co do wydarzenia, na którym zdarzył się taki tłum? Nic istotnego, coś istotnego? Dodam, że jeżdżę często tramwajami, w których jest więcej osób.

JO: Pamiętam, jak kiedyś byłem na stadionie w Bełchatowie przy 42-stopniowym mrozie na meczu Pucharu Polski Raków – Górnik Zabrze. Ale to inna historia. Co do Skry i Bełchatowa… Zastanawiam się, jakimi ścieżkami spacerują ci futbolowi bogowie, którzy właśnie pozwolili zbankrutować temu GKS-owi Bełchatów, z kibicami, stadionem, jakąś historią i tradycją, a jednocześnie zaprosili na bełchatowski obiekt klub z 80 fanatykami. Są to ścieżki kręte.

Jakub Olkiewicz i Leszek Milewski

Komentarze