“Chyba żaden z trenerów i piłkarzy Ekstraklasy nie wie, czym i kiedy kierują się sędziowie”

Rafał Rostkowski
Na zdjęciu: Rafał Rostkowski

– Błędy sędziów popełniane w meczach Ekstraklasy pokazują jak bardzo i pilnie potrzebna jest transparentność w sprawach sędziowskich. Żeby kibice i telewidzowie lepiej rozumieli wydarzenia, za oglądanie których przecież płacą, a piłkarze i trenerzy żeby wiedzieli, w co grają. Bez tego lepszej piłki w Polsce nie stworzymy – mówi Rafał Rostkowski, który przez 27 lat sędziował mecze Ekstraklasy i przez 20 lat mecze międzynarodowe.

  • Co widzieli sędziowie? Błąd w meczu Wisła – Lech
  • Dlaczego sędziowie nie mogą tłumaczyć się ze swoich decyzji
  • O potrzebie transparentności. FIFA i UEFA niczego nie zakazują
  • Czy Szysz symulował przy swoich karnych?
  • Dwie takie same sytuacje, różne decyzje. Ekstraklasowy bałagan

Wisła – Lech – kosztowny błąd

Panie Rafale, zacznijmy od najgłośniejszej sytuacji z weekendu: anulowany gol Colleya dla Wisły Kraków. Arbitrzy dopatrzyli się faulu Ondraska na Bednarku.

W materiale, który został pokazany w telewizji, nie widać podstaw do anulowania gola. Nie wiemy czy zobaczyliśmy wszystkie istotne ujęcia, którymi dysponował VAR i sędzia główny, czy może mieli coś jeszcze. Jeśli to wszystko, to za mało, zdecydowanie za mało. Bramkarz nie jest specjalnie chroniony, pole bramkowe nie daje mu żadnych przywilejów poza tym, że może zagrywać piłkę rękami. Na powtórkach pokazanych w telewizji nie widać żadnego faulu, co wskazuje na błąd sędziów. Poza tym, aby anulować gola, trzeba mieć pewność, że doszło do faulu, a nie przypuszczenie, choćby było ono uprawdopodobnione. Napastnik wyskakuje do piłki, robi to prawidłowo, natomiast bramkarz… bramkarz popełnia błąd. Wyskakuje spóźniony. Jest źle ustawiony. To on prowokuje kontakt z ciałem napastnika.

Czym jeszcze mogą dysponować sędziowie, skoro mówi pan, że być może nie wszystko zobaczyliśmy?

Sędziowie VAR mają możliwość korzystać z ujęć ze wszystkich kamer telewizyjnych, czyli wszystkich transmisyjnych, ale czasem też dodatkowych. To nie jest tak, że widzą tylko to, co telewidzowie. Sędziowie VAR sami wybierają ujęcia, które są istotne dla podjęcia właściwej decyzji. Realizator  transmisji telewizyjnej kieruje się trochę innymi kryteriami, choćby dlatego, że nie zna lub nie rozumie niektórych niuansów “Przepisów gry” i dlatego czasem nie bierze pod uwagę aspektów sędziowskich. Decyzja sędziowska może więc być podjęta na podstawie ujęcia, którego telewidzowie nie zauważyli.

W takich przypadkach Kolegium Sędziów powinno udostępniać takie ujęcia, żeby wszystko dla wszystkich było jasne, albo choćby było wiadomo, czym się kierowali sędziowie podejmując decyzję, która dla piłkarzy, trenerów czy opinii publicznej jest kontrowersyjna. Nie może być tak, że wszyscy mamy nadzieję na lepszą polską piłkę, a finalnie nie wiemy, w co gramy. Chyba żaden z trenerów i piłkarzy Ekstraklasy nie wie, czym i kiedy kierują się sędziowie – to rodzi dodatkowe kontrowersje, pretensje, a czasami nawet podejrzenia. Do tego sędziowie podejmują czasami decyzje sprzeczne z “przepisami gry”, a potem ktoś uzależniony od Kolegium Sędziów usiłuje ich bronić tłumacząc decyzje jakimiś mitycznymi wytycznymi, których nikt nie czytał, nikt nie widział. Zupełnie niepotrzebnie zamiast szczerej i zdrowej krytyki pojawiają się absurdalne wytłumaczenia, które tylko potęgują podejrzenia. Historia pokazuje, że w podobnych okolicznościach rodziła się patologia, która doprowadziła do afery korupcyjnej. Nie rozumiem, dlaczego nie są wyciągane odpowiedni wnioski z przeszłości i wciąż powielane są podobne błędy. Tłumienie zdrowej krytyki jest dowodem na to, że organizm jest chory.

Byłem sędzią, mam ogromny sentyment do sędziowania i sędziów, wielu z nich lubię i cenię – ale nie da się nie dostrzec, że nawet w ostatniej kolejce mieliśmy podobne sytuacje, które były rozstrzygane zupełnie inaczej. Nic dziwnego, że wzbudza to konsternację nie tylko kibiców, ale też piłkarzy i trenerów.

Mocno poniósł się też wpis Krzysztofa Marciniaka z Canal+, który napisał na Twitterze, że chciał wypowiedź arbitra Tomasza Kwiatkowskiego o tej decyzji, natomiast otrzymał odpowiedź odmowną.

Krzysztof Marciniak niedawno tak dociskał w “Lidze+ Extra” trudnymi pytaniami Tomasza Mikulskiego, że wychodząc ze studia był on kolejnym zadowolonym z siebie przewodniczącym Kolegium Sędziów. Po wywiadzie nic istotnego się nie zmieniło, czyli w tym przypadku wpływ “czwartej władzy” na działania Kolegium Sędziów był zerowy. Szkoda, bo władzę w Kolegium Sędziów ma Tomasz Mikulski, a nie Tomasz Kwiatkowski. To Mikulski może zdecydować, żeby sprawy sędziowskie nie były owiane tajemnicą, jakby tam było dużo do ukrycia. To Mikulski mógłby zdecydować, żeby publikować te ujęcia, które są podstawą do zmiany lub utrzymania decyzji. To Mikulski mógłby sprawić, żeby sędziowie po meczach tłumaczyli, jakie były powody podjęcia takiej czy innej decyzji.

Tomaszowi Kwiatkowskiemu zupełne się nie dziwię. Gdyby wyszedł i powiedział przed kamerą, co myśli, co uważa, spotkałby się z zarzutami, że “wychodzi przed szereg”, “stawia kolegów w niezręcznej sytuacji” oraz “dlaczego wcześniej tego z nikim nie uzgodnił”. Absurdalne, ale tak to zazwyczaj wygląda w polskiej organizacji sędziowskiej.  

Nie można mieć do Kwiatkowskiego pretensji, że nie był pierwszym po bardzo długiej przerwie, który wyszedł do kamery i powiedział, jakie były powody anulowania gola. Kolegium Sędziów nie przygotowało żadnej procedury, ani nie ma żadnej polityki medialnej, ani nawet wyczucia, jak bardzo standardy tej organizacji odległe są od współczesnych potrzeb. Dobrze chociaż, że Kolegium Sędziów PZPN zgodziło się na realizację serialu “Sędziowie”…

Jego odbiór i popularność pokazuje, jak ważny to temat.

Oczywiście. Uważam, że najlepszą rzeczą, jaką Canal+ zrobił dla sędziów, jest właśnie ten serial. Przybliżył to, jak sędziowie pracują, z czym się mierzą. Choć było w tym serialu sporo kontrowersyjnych fragmentów…

Takie jest życie. Dokument ma je uchwycić.

Tak, takie jest życie. Film pokazał ludzkie oblicze sędziów, jest ważny, pożyteczny, ale bądźmy konsekwentni. Skoro pokazujemy sędziów, gdy sobie żartują, widzimy ich sympatyczne reakcje, słyszymy ich wypowiedzi na różne tematy, przekonujemy się, że znają na robocie, że ten zawód to ich pasja – to pozwólmy też sędziom mówić publicznie wtedy, gdy dzieje się coś, co piłkarzy, trenerów i kibiców interesuje najbardziej: gol, rzut karny, czerwona kartka, zmiana decyzji. Sędziowie radzą sobie na boisku w bardzo trudnych sytuacjach, tam mają czasem naprawdę bardzo trudnych partnerów do rozmowy, więc przed dziennikarzami i mikrofonami też sobie poradzą – wystarczy im pozwolić. Kolegium Sędziów powinno ich przeszkolić i wysłać jasny sygnał, że można, że warto, a czasem nawet trzeba. Natomiast powtórzę: do sędziego Kwiatkowskiego nie można mieć pretensji, bo nie ma procedur. Sędziowie nie wiedzą, kiedy powinni, kiedy muszą, kiedy mogą. To był zły moment na eksperyment i ja się nie dziwię, że Kwiatkowski nie chciał iść na żywioł.

Czas to zmienić. Widać, że FIFA i UEFA, a także wiele związków narodowych, otwierają się na transparentność w sprawach sędziowskich. UEFA też zrealizowała film o sędziach, pokazała tajniki ich pracy. FIFA również prezentuje różne materiały, nawet z mistrzostw świata. Ciekawa była sytuacja w CONMEBOL po meczu Brazylii z Ekwadorem, fatalnie sędziowanym, jednym z najgorzej posędziowanych, jakie widziałem na tym poziomie. I CONMEBOL pokazała nagrania, rozmowy sędziów z sędziami VAR. Materiały zostały opublikowane w internecie. Każdy sam może zobaczyć i posłuchać, jak wyglądała współpraca sędziów w tym meczu, kto kiedy popełnił błąd i kto kiedy oraz w jaki sposób przyczynił się do zmiany decyzji.

Czyli można. Precedensy są.

Oczywiście, można. Związki piłkarskie w wielu krajach idą w tym samym kierunku. Nie ma żadnego zakazu, FIFA ani UEFA, wbrew sugestiom niektórych osób, wcale tego nie zabraniają. Nie ma zakazu rozmawiania z prasą, nie ma zakazu tłumaczenia decyzji sędziowskich. Jeśli ktoś chce to ukrywać, to musi pojawić się pytanie: dlaczego?

Jeśli sędzia wie, że podjął decyzję, która może być dla ludzi niezrozumiała, bo mógł zdecydować szczegół, którego w telewizji nie było widać czy słychać, albo w transmisji zwrócono uwagę na inny aspekt sytuacji – to w największym interesie sędziego jest to, by to przybliżyć, wyjaśnić. To nawet powinna być… powinność arbitra. Trochę jak uzasadnienie wyroku w Sądzie. Tajemnice sędziom nie sprzyjają. Nie dziwię trenerom czy piłkarzom, którzy widząc różne decyzje w różnych meczach przeciwko różnym decyzjom nabierają obaw i czasem formułują je wprost.

Jak trener Brzęczek, który zaapelował do sędziów o równe traktowanie Wisły Kraków. Wcześniej trener Papszun i paru innych.

Tak, ale reakcje trenerów są spowodowane brakiem transparentności w działaniach Kolegium Sędziów PZPN.

Splot nieszczęśliwych sytuacji z punktu widzenia Wisły: feralna analiza VAR sprawiła, że mecz przedłużył się o tyle, że aż Lech w samej końcówce strzelił gola. Nie twierdzę, że doliczenie minut było błędem, ale dodaje pechowości.

No cóż, na pewno jest to niefart, natomiast VAR to pakiet. Naprawianie czy zmienianie decyzji czasem musi potrwać, zabrać czas gry, który sędzia musi doliczyć. Trzeba się z tym pogodzić, choć czasem faktycznie trwa to zbyt długo.

Termalika – Zagłębie: kontrowersje

Idźmy dalej do sytuacji z minionej kolejki. Dwa karne podyktowane na Szyszu – oba wzbudziły kontrowersje.

Powiem wprost: ja bym żadnego z tych karnych nie podyktował, przynajmniej na podstawie powtórek, które widzieliśmy w telewizji. Drugi karny wygląda na ewidentną symulację Szysza. Pierwszy w moim odczuciu też był niesłuszny, ale w tej sytuacji przynajmniej widać, co sędzia uznał za podstawę do podyktowania karnego. Zasugerował się kontaktem i uznał, że spowodował on upadek napastnika. Ale w piłce nożnej kontakt nie zawsze oznacza faul! Szysz wykorzystał bliskość obrońcy, dotknięcie, ale raczej nie był faulowany. To był normalny bieg obu zawodników. Obrońca się przewrócił, napastnik chwilę po nim, ale odnoszę wrażenie, że wykorzystał ten delikatny kontakt i wyolbrzymił jego skutki, aby wymusić rzut karny. Bardzo kontrowersyjny.

Przy tym karnym można znaleźć mimo wszystko łatwiej jakąś argumentację broniącą decyzji, mówiącą: mógł podyktować. Ale co dokładnie zdecydowało o drugim karnym?

To kolejna sytuacja, która pokazuje jak brakuje transparentności. Jak brakuje pokazania przyczyn podejmowania decyzji. Aż się prosi by powiedziano: proszę bardzo, ujęcie to i to, widać to i to. Został dotknięty w taki sposób, to wybiło go z rytmu. Ale tego nie widzieliśmy. Na powtórkach pokazanych w telewizji i dostępnych w internecie nie widać żadnego faulu. Nie wiem, czemu to nie jest tłumaczone publicznie przez PZPN.

Jagiellonia – Wisła Płock: jak to nic nie było?

Idźmy dalej w tą feralną kolejkę. Faul Zbozienia na Pazdanie – cios łokciem. Brak karnego.

Moim zdaniem błąd. Pazdan został trafiony w twarz – to sytuacja jak z klipu szkoleniowego FIFA lub UEFA. Można tylko dyskutować, czy faul był nieostrożny czy nierozważny, ale w kontekście rzutu karnego to nie ma znaczenia, bo faul to faul. Trudno znaleźć wytłumaczenie finalnej decyzji. Zauważmy, że to sędzia VAR interweniował, wezwał sędziego do monitora. Zakładam, że sędzia VAR ocenił, że Pazdan został sfaulowany. Sędzia główny… nie wiemy co zobaczył, nie wiemy co analizował, dlaczego tego nie uwzględnił, czym się kierował. Ale wygląda to niestety na błąd. Co gorsza, to podobna sytuacja do tej, która miała miejsce w meczu Śląska z Radomiakiem, gdzie podyktowano karny.

To dodaje absurdalności: dwie podobne sytuacje tego samego dnia, różne decyzje.

Podobne, ale nie takie same. Jednak w kluczowym aspekcie w obu sytuacjach był taki sam powód do podyktowania rzutu karnego: uderzenie przeciwnika ręką w twarz w walce o piłkę.

Inne kontrowersje

Rozmawiamy na gorąco po meczu Rakowa, wiem, że widział pan sytuację z karnym na Wdowiaku, natomiast po prostu w trakcie meczu, bez wielu powtórek. Nie oczekuję więc stanowczego stanowiska, ale co pan sądzi o tej jedenastce?

Widziałem tę sytuację tylko z jednego ujęcia, ale w nim widać za mało, żeby stwierdzić, że należał się rzut karny. Kontrowersja, ale niestety dużo za dużo takich kontrowersji jak na jedną kolejkę Ekstraklasy. Jedno należy podkreślić: rzut karny powinien być podyktowany wtedy, kiedy mamy absolutną pewność, że był faul albo że było zagranie piłki ręką.

Karny ma wielką wagę, bo to wielka szansa na gola, a bramek w meczach pada mało.

Rzut karny to często wyrok skazujący drużynę na utratę gola. Często decyduje o meczu. Dlatego powinna być przy karnym pewność, stuprocentowa pewność, że był faul, a nie tylko „duże prawdopodobieństwo”.

To na zakończenie, gol Goncalo Silvy, ręka – tutaj chyba słuszna decyzja?

Tak, prawidłowa decyzja, nie budzi wątpliwości.

Czy taki szum, jaki powstał po fatalnie posędziowanej kolejce, może sprawić, że jednak doczekamy się zmian – zmian dających większą transparentność?

Obawiam się, że nie. Prezes PZPN niestety nie orientuje się za bardzo w sprawach sędziowskich i chyba z konieczności ufa tym, którzy są w pobliżu, a oni nie chcą zmian, które mogłyby być dla nich niekorzystne. Żaden układ nie lubi dużych zmian, a Kolegium Sędziów potrzebuje reformy totalnej, bo jest to organizacja archaiczna, niewydolna i niezdolna do zmian. Zmiana przewodniczącego Kolegium Sędziów to za mało, to nic istotnego nie zmieniło i kolejna zmiana też raczej nic nie zmieni, jeśli za nią nie pójdą zmiany organizacyjne, strukturalne, jeśli PZPN naprawdę nie weźmie się wreszcie za reformowanie struktur sędziowskich. Jeżeli prezes PZPN nie podejmie odpowiednich kroków, to spadki i awanse klubów będą zależały od formy sędziów, zamiast od umiejętności i formy piłkarzy.

Warto wziąć przykłady z innych krajów, choćby Francji, Hiszpanii, Włoch, albo USA, gdzie działa PRO, lub Anglii, gdzie istnieje organizacja sędziowska PGMOL współtworzona przez różne podmioty. Udziałowcami są The FA (federacja angielska), Premier League i Championship, i ta organizacja zarządza sprawami sędziowskimi w ligach zawodowych. Związek narodowy jest od tego, by wyznaczać sędziów międzynarodowych, szkolić arbitrów i zarządzać sędziowaniem na niższych szczeblach, również prowadzić np. kampanię typu „Respect”, jakiej PZPN nigdy dotychczas nie zrobił. W Polsce to byłoby dobre, na pewno lepsze niż to, co jest teraz, bo Kolegium Sędziów jest państwem w państwie PZPN. Ekstraklasa SA niestety nie jest dla Kolegium Sędziów żadnym partnerem, choć powinna być. Tak samo jest z 1 ligą. Szef Kolegium ma władzę absolutną. Jedyną osobą, której słucha, jest prezes PZPN i czasem zarząd PZPN, ale nawet oni w sprawach sędziowskich czasem są kiwani. Najgorsze, że nikt działalności Kolegium Sędziów nie kontroluje. To ciało bez żadnego merytorycznego nadzoru. Można robić wszystko, dopóki nie ma afery, dopóki media się nie interesują. Głośniej o sędziowaniu jest od wielkiego dzwonu, tak jak teraz, bo była zła kolejka. Ale źle tak naprawdę jest co tydzień.

Rozmawiał Leszek Milewski

Komentarze