Premier League: Mecz prawdy dla Solskjaera?

Manchester United - Liverpool
PressFocus Na zdjęciu: Manchester United - Liverpool

Możesz wygrać jedną bitwę, ale przegrać całą wojnę. Możesz wyjść zwycięsko z całej kampanii, jednak po drodze zaliczyć serię mniejszych porażek. Jaki scenariusz czeka Ole Gunnara Solskjaera? Czy sytuacja Norwega i Manchesteru United daje się zamknąć w ramy dwóch wspomnianych rozwiązań? Chociaż władze Czerwonych Diabłów podobno w pełni ufają trenerowi, starcie na Old Trafford może okazać się meczem prawdy. Lub ostatniej szansy. Bitwa o Anglię to z pewnością hit dziewiątej kolejki Premier League. Co czeka nas w tej serii gier oprócz rywalizacji United z Liverpoolem?

Weekend rozpoczynamy w stolicy

Dziewiąta kolejka zmagań Premier League rozpocznie się pojedynkiem na The Emirates. W Londynie czeka nas potyczka sąsiadów w ligowej tabeli – Arsenal podejmie Aston Villę. Kanonierzy zajmują 12. lokatę, natomiast The Villans plasują się na 13. pozycji i mają punkt straty do The Gunners. Nie sposób wskazać faworyta i jednocześnie można spodziewać się, że żadna ze stron nie zachowa czystego konta. Mikel Arteta nie będzie mógł skorzystać z Granita Xhaki, natomiast występ Bukayo Saki nie jest pewny.

W sobotę o 13:30 po raz kolejny zawitamy do stolicy. Tym razem areną rywalizacji będzie Stamford Bridge. Chelsea zmierzy się z czerwoną latarnią angielskiej ekstraklasy, czyli Norwich. Chociaż ofensywa The Blues została znacząco osłabiona, to brak Romelu Lukaku i Timo Wernera nie powinien wpłynąć na gospodarzy na tyle, by nie zdołali sięgnąć po komplet oczek. W rolę głównego bohatera może wcielić się Kai Havertz, który ciągle szuka odpowiedniej formy.

O 16:00 czeka nas tradycyjna multiliga. W jednym z czterech spotkań, które odbędą się równocześnie, Newcastle sprawdzi, czy piłkarze Crystal Palace są zdolni do innych rzeczy niż remisowanie. Podopieczni Patricka Vieiry nie zdołali rozstrzygnąć żadnego z trzech ostatnich meczów. Tym razem Orły zostaną wzmocnione Wilfriedem Zahą, który opuścił starcie z Arsenalem. Z kolei Sroki na razie pozostają w stanie zawieszenia – Steve Bruce pożegnał się z St. James’ Park i nowi właściciele szukają jego zastępcy.

Everton bez Dominica Calverta-Lewina, Abdoulaye’a Doucoure’a i Yerrego Miny kontra Watford, którego punktowy dorobek jest dwukrotnie mniejszy niż zdobycz The Toffees – jeżeli mielibyśmy wskazać, kto wyjdzie zwycięsko z tego pojedynku, większe szanse, nawet mimo tak znaczących absencji, dalibyśmy gospodarzom. Grę na swoje barki będą musieli wziąć Richarlison, Townsend i Gray.

Jeżeli z meczu na mecz grasz gorzej, a twój najbliższy przeciwnik prezentuje tendencję wzrostową, nie spodziewaj się przełamania niekorzystnej passy. Leeds w tym sezonie zawodzi, a na dodatek zmaga się z licznymi kontuzjami. Bez Patricka Bamforda Pawiom trudno będzie sforsować defensywę Wolves, natomiast bez Luke’a Aylinga, Robina Kocha i Juniora Firpo obrona przed atakami Wilków wydaje się wręcz niemożliwa.

Po zwycięstwie nad Leeds Southampton spróbuje utrzymać wysoką dyspozycję w zmaganiach z Burnley. Nieocenioną pomocą może okazać się powrót Che Adamsa, który już trenuje z drużyną i będzie gotowy na sobotę, ale najprawdopodobniej zacznie mecz na ławce rezerwowych. Ralph Hasenhuttl zapewne postawi na atak Armstrong-Broja. Pewny miejsca w jedenastce powinien być zwłaszcza Albańczyk, którego trafienie dało Świętym trzy punkty w ostatniej kolejce.

Dzień z Premier League zakończymy na The Amex, gdzie zmierzą się Brighton i Manchester City. Jeżeli myślicie, że Obywatele przyjadą nad kanał La Manche po łatwe trzy oczka, możecie się zdziwić. W maju ekipa Pepa Guardioli wróciła stąd na tarczy, o co zadbali Trossard, Webster i Burn. Nie będziemy rozczarowani, jeżeli Mewy znowu strzelą trzy gole, a The Citizens tylko dwa. Lub na odwrót. Najważniejsze jest widowisko.

W oczekiwaniu na Bitwę o Anglię

W niedzielę odbędą się tylko trzy spotkania. Ale za to jakie! Równocześnie o 15:00 zabrzmi gwizdek na Brentford Community Stadium i Olympic Stadium. The Bees sprawdzą dyspozycję Lisów, natomiast Młoty i Spurs rozegrają kolejny akt spektaklu potocznie nazywanego derbami Londynu. Dla każdego z klubów niedzielny pojedynek będzie okazją na zwycięstwo – nie pokusilibyśmy się o wskazanie ani faworyta, ani nawet tego, kto strzeli gola lub zachowa czyste konto.

Szanse są dokładnie takie same. Nawet beniaminek nie może zostać spisany na straty – doskonale wiemy, jak Brentford radzi sobie w Premier League i jak groźni są Toney czy Mbeumo. Z kolei Lisy grają niezwykle chimerycznie, a jedyną stałą w ich poczynaniach są trafienia Jamiego Vardy’ego. Również West Ham nie wydaje się gorszy od swojego rywala, a wielu sympatyków angielskiej ekstraklasy z pewnością stwierdzi, że to właśnie ekipa Davida Moyesa prezentuje się lepiej niż podopieczni Nuno Espirito Santo.

Bitwa o Anglię to osobny temat, który zasługuje na bardziej szczegółową analizę – szczególnie w kontekście Manchesteru United.

Komentarze