Polska – Rosja, czyli mecz, który nie da odpowiedzi na najważniejsze pytanie

Paulo Sousa
Paulo Sousa PressFocus

Polska – Rosja. Wydawało się, że dzisiejszy mecz w ogromnym stopniu da odpowiedź na pytanie: na co możemy liczyć na Euro 2020? Los sprawił, że wyciąganie z niego daleko idących wniosków byłby błędem.

  • Mecz PolskaRosja w teorii mógłby dać odpowiedzi na najważniejsze pytania przed Euro 2020. Tak jednak nie będzie
  • Wszystko wskazuje na to, że reprezentacja Polski pojedzie na mistrzostwa Europy w momencie budowy, a my nie będziemy w stanie przed pierwszym spotkaniem powiedzieć, czy na turnieju stać nas na niespodziankę
  • Z Rosją Polacy zagrają bez co najmniej pięciu podstawowych zawodników

Nie ma chyba bardziej niesprawiedliwego hasła w piłce od “jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz”. Metodologicznie to nie do wybronienia, bo zakłada, że trener z tygodnia na tydzień może stoczyć się z poziomu maga do nieudacznika, a następnie w kilka dni przebyć drogę w odwrotnym kierunku. Gdyby była to prawda, Josep Guardiola powinien dla odkupienia swoich win z finału Ligi Mistrzów ubiegać się o staż gdzieś poza Premier League. Paulo Sousa już teraz jest oceniany przez pryzmat pierwszych meczów w reprezentacji Polski, a po ostatnim gwizdku wtorkowego starcia z Rosją będziemy – jako naród – zastanawiać się, czy on się w ogóle nadaje, czy nie. Tymczasem sytuacja jest bardzo nietypowa – jakkolwiek bardzo chcielibyśmy być obiektywni, na Euro 2020 pojedziemy z kompletnie niezweryfikowanym selekcjonerem. W żadną ze stron.

Nie ma czasu, a mógł być

Paulo Sousa przyjmując ofertę Zbigniewa Bońka zaakceptował brak czasu i wiedział, że przy rozliczaniu go z dokonań na Euro 2020 nie będzie to okoliczność łagodząca. I nie powinna być, bo wyjątkowo krótki okres na przygotowanie kadry był częścią umowy. Nie zmienia to jednak faktu, że prezes PZPN nie pomógł Sousie zatrudniając go dopiero w styczniu. Miesiąc czy dwa nic by nie zmieniły, bo Portugalczyk pomiędzy styczniem a marcem bez wątpienia nadrobił wszystkie braki wiedzowe, jednak z trenerami jest podobnie jak z piłkarzami – by być w formie potrzebują przede wszystkim praktyki meczowej. Pozycja Jerzego Brzęczka pierwszy raz naprawdę poważnie zachwiała się po wrześniowych meczach reprezentacji. Z otoczenia Zbigniewa Bońka wiemy, że bardzo poważnie rozważał wtedy zwolnienie byłego już selekcjonera, bo doszedł do podobnych wniosków, które przedstawił kilka miesięcy później na konferencji prasowej. Ta chwila zawahania, a być może niechęć do dyktatu mediów – Boniek nie chciał, by społeczny odbiór dymisji Brzęczka był taki, że to media pozbyły się trenera – kosztowało nas rozegranie sześciu bezsensownych meczów w październiku i listopadzie, w tym czterech z mocnymi lub bardzo mocnymi rywalami. Realnie utrzymanie w Dywizji A już było po wrześniowym zwycięstwie z Bośnią, więc zmiana na tym etapie nie niosła za sobą ryzyka, a zapewniała ogromne pokłady czasu. Gdyby Sousa, który był już wtedy wolnym trenerem, dostał reprezentację przed październikowym zgrupowaniem, bylibyśmy na zupełnie innym etapie przygotowań, a mecz z Rosją mógłby zostać potraktowany jako sparing do ogrania piłkarzy. Będzie potraktowany bardzo podobnie, z tą różnicą, że dziś wciąż nie wiemy, na co stać reprezentację Paulo Sousy.

+18 | Hazard może uzależniać | Graj odpowiedzialnie

Przegląd wojsk

Od poniedziałku znamy pełną listę nieobecnych w meczu z Rosją. Wliczając tych, którzy usiądą na ławce rezerwowych, będą to: Wojciech Szczęsny, Maciej Rybus, Paweł Dawidowicz, Piotr Zieliński, Arkadiusz Milik i Robert Lewandowski. Aż pięciu z nich to pewniacy Paulo Sousy do podstawowego składu na otwarcie Euro 2020. Z Rosją zagra zatem drużyna, jaka prawdopodobnie już nigdy później nie wybiegnie na murawę. Portugalczyk pytany w poniedziałek o cel tego meczu, jako pierwsze wymienił ogranie zawodników. W drugiej kolejności, co nie znaczy, że mniej ważne dla niego, wypróbowanie w warunkach bojowych tego, nad czym ostatnio pracował z piłkarzami na zgrupowaniu. Zanim spotkanie się rozpocznie już wiemy, że nie możemy w nim dostać odpowiedzi na główne pytanie – w którym momencie obecnie znajduje się reprezentacja Polski i na co możemy liczyć na Euro. Mecz z Rosją może odpowiedzieć jedynie na szereg pytań pobocznych – którzy zawodnicy szybciej złapali koncepcje Portugalczyka, którzy na dziś są w gorszej dyspozycji, być może kogo forma eksplodowała, co trudno było dostrzec jedynie na treningach. Uzyskanie odpowiedzi na te pytania będzie bardzo cenne, ale nijak przełoży się na wartość drużyny jako całości. Bo my tej całości dziś nie zobaczymy.

To oczywiście wielka strata dla Paulo Sousy, który przyzwyczaił, że nie lubi tracić czasu na szukanie alternatyw, z których w przyszłości i tak nie skorzysta. Przyzwyczailiśmy się, że przed meczami z najsłabszymi trenerzy dokonują wielkich zmian w składzie. Sousa na Andorę też wystawił w marcu pięciu innych piłkarzy niż na Węgrów. Z tą różnicą, że na ławce posadził najsłabsze ogniwa, a najlepsi z Budapesztu zachowali miejsce w składzie. Obecność Roberta Lewandowskiego na boisku w tamtym spotkaniu była spowodowana właśnie brakiem czasu – Sousa planował wykorzystać każdą minutę, z meczowymi włącznie – do budowy docelowego zespołu. W normalnych warunkach spotkanie z Andorą służyłoby szerokiemu przeglądowi wojsk, tutaj wykorzystane zostało jako przymierzanie pierwszego garnituru.

Przegląd wojsk nastąpi zatem z Rosją. Niewykluczone, że Sousa i tak miał podobny plan na to spotkanie i kontuzje oraz potrzeba odpoczynku Lewandowskiego niewiele zmieniły, ale zawsze wygodniej, gdy selekcjoner może sam dokonywać wyborów bez zdawania się na los.

Inna sprawa, że sparingi często i tak nie odpowiadają na to najważniejsze pytanie: czy mamy na co liczyć podczas mistrzostw Europy? Przed mundialem w Rosji kadra Adama Nawałki zagrała doskonały mecz z Litwą i wygrała 4:0. Zachwycali wszyscy, a ławka wydawała się bardzo głęboka. Na MŚ nie było choćby śladu tamtego zespołu, a o braku głębi w składzie napisano chyba już wszystko. Przed Euro 2016 z tą samą Litwą zremisowaliśmy 0:0, wcześniej ulegając Holandii w kryzysie (1:2), a wszyscy pamiętają, jak to się wszystko skończyło. Franciszek Smuda ograł w sparingach Łotwę, Słowację i Andorę bez straty gola i bez przełożenia na wyniki na Euro 2012. Zdarzało się w tym wieku, że przed turniejem pokonywaliśmy nawet Chorwację, tylko co z tego? Patrząc na przeszłość, tym bardziej nie powinniśmy wyciągać wniosków z wtorkowego meczu, bez względu na wynik.

Dobry mówca

Na razie Paulo Sousa imponuje przede wszystkim mówieniem o piłce. Sprawia wrażenie człowieka, który uwielbia o niej rozmawiać. Na bardzo proste pytania, na które można odpowiedzieć tak lub nie – jak to z konferencji o Bartosza Bereszyńskiego: czy wobec kolejnych problemów na lewej stronie obrony, rozpatruje jego kandydaturę na tę pozycję – odpowiada przez kilka minut. Sprawia wrażenie doskonałego teoretyka, od którego można się mnóstwo nauczyć. Miksuje banałami i konkretami, próbuje łapać świetny kontakt z dziennikarzami. Jeśli to jest jednym z jego celów, najkrótsza droga do jego realizacji wiedzie przez realizację tego głównego. Sousa na dziś ma wiele, by stać się szanowanym, jak Adam Nawałka w najlepszych czasach. Oby tylko uzupełnił to o wyniki.

Komentarze