Polska – Islandia: Gol w końcówce uratował remis. Problem przed Euro

Piotr Zieliński
Piotr Zieliński Grzegorz Wajda

Polska zremisowała z Islandią 2:2 (1:1) w ostatnim meczu przed Euro 2020. O ile wcześniej z Rosją (1:1) można było mówić o kilku pozytywach, o tyle spotkanie w Poznaniu przyniosło dużo więcej minusów.

  • Po pięciu meczach pod wodzą Paulo Sousy wygraliśmy tylko raz – z Andorą
  • Selekcjoner Polaków nie próbował zmienić tej statystyki za wszelką cenę i znów posłał w bój dość eksperymentalne (w obronie) zestawienie
  • Dla Biało-czerwonych to już schyłek przygotowań do Euro 2020. 14 czerwca zagramy ze Słowacją

Dzień przed meczem Paulo Sousa mówił, że chciałby, by jedenastka na mecz z Islandią jak najbardziej przypominała tę, którą wyjdziemy na Słowację w pierwszym meczu Euro 2020. Nie da się inaczej tego dziś odczytać, niż jako zasłony dymnej. Wprawdzie skład był dużo bardziej optymalny, niż we wcześniejszym meczu z Rosją, ale znów widzieliśmy eksperymentalną linię obrony, a nie widzieliśmy choćby Mateusza Klicha, czy Kamila Jóźwiaka – mimo iż ten jest wygranym każdego zgrupowania, na które przyjedzie.

Eksperymenty w tak późnej fazie przygotowań do Euro wydają się być bardzo niebezpieczne. Z jednej strony nie są udane – znów nasza defensywa nie stanowiła monolitu, z drugiej nie wiadomo, jak ocenić kadrę i jak szacować nasze szanse podczas turnieju. W końcu nie będzie żadnej niespodzianki, jeśli 14 czerwca w Petersburgu na murawie pojawi się w stu procentach inna obrona.

Ta z Pawłem Dawidowiczem, Kamilem Glikiem i Tomaszem Kędziorą się nie sprawdziła. Dwaj pierwszy – a zwłaszcza Dawidowicz – musieli usłyszeć w swoim kierunku mnóstwo uwag od Sousy. W chwilach, gdy ten milczał, często po prostu załamywał ręce. Choć nie byli bezpośrednio zamieszani w bramki dla Islandczyków. Pierwszą Albert Gudmundsson zdobył głównie dzięki temu, że Piotr Zieliński nie zdążył po rzucie rożnym odpowiednio szybko wyjść ze słupka i złamał linię spalonego, a tuż po przerwie Gudmundur Thorarinsson trafił po błędzie Grzegorza Krychowiaka, który dał się przestawić, jakby był debiutującym młodzieżowcem, a nie częścią kręgosłupa tej drużyny.

Islandczycy więcej nie potrzebowali. Obie swoje okazje wykorzystali i byli bardzo blisko zwycięstwa. Pomiędzy ich dwoma bramkami gola dającego Polakom wyrównanie zdobył Piotr Zieliński. Swoją drogą po bardzo ładnej akcji z szybkim wyjściem spod pressingu, podaniem do Tymoteusza Puchacza na lewą stronę i dośrodkowaniem w kierunku pomocnika Napoli.

W pierwszej połowie momentów nie było wiele, ale jednak kilka razy w oko mogło się rzucić dynamiczne wejście Przemysława Frankowskiego, który z pośrednictwem Roberta Lewandowskiego zapewnił Jakubowi Moderowi niezłą sytuację, albo niezłe wypracowanie przez Zielińskiego przestrzeni do oddania strzału z dystansu. Po zmianie stron pod bramką Islandczyków natomiast nie działo się właściwie nic. Dopiero w 85. minucie strzał Kacpra Kozłowskiego dość niespodziewanie “wypluł” przed siebie islandzki bramkarz, ale Karol Świderski nie zdołał skutecznie dobić piłki. Napastnik PAOK-u, który zmienił w czasie gry Roberta Lewandowskiego tuż przed końcem ze spokojem opanował klatką piersiową dośrodkowanie i nieco szczęśliwym strzałem posłał piłkę do siatki.

Co nie zmienia faktu, że przed Euro 2020 mamy kłopot. Trudno nie mieć wrażenia, że pojedzie tam drużyna niezgrana ze sobą, która w żadnej linii – zwłaszcza po stracie Arkadiusza Milika – nie ma zestawienia, które moglibyśmy nazwać “żelaznym”. Sousa swoimi rotacjami postawił wszystko na jedną kartę, ale ręki nie dalibyśmy sobie uciąć, że na właściwą.

Komentarze