Euro 2020. Ogień Włochów przygasa. Drużyna bez wad zaczęła mieć rysy

Reprezentacja Włoch
Reprezentacja Włoch PressFocus

Mówi się, że atak sprzedaje bilety, a obrona wygrywa trofea. Byłaby to dobra wiadomość dla Włochów, którzy paradoksalnie – bo na Euro 2020 stracili o jednego gola więcej od Anglii – dysponują lepszą defensywą od swoich finałowych rywali, za to mogą pozazdrościć im napastnika.

  • Gdyby finał tego turnieju rozgrywały identyczne drużyny Włoch i Anglii jak na początku Euro 2020, faworytem byłaby Italia. Teraz role się odwróciły
  • Włosi zaczynali Euro jako drużyna niemal bez wad. Aktualnie kilka można wskazać
  • Ale i tak znacznie większy rozmiar mają plusy

Żywy ogień, do jakiego można porównać reprezentację Włoch z Euro 2020, płonął przez trzy spotkania. Później powoli się wypalał, coraz więcej było fragmentów meczów, w których chciałoby się go więcej, ale wciąż był na tyle duży, że pozwalał na eliminowanie kolejnych rywali. Przed finałowym starciem z Anglią podstawowe pytanie brzmi, czy Włochom uda się jeszcze na tyle mocno dmuchnąć w ognisko, byśmy zobaczyli coś więcej niż dogorywający żar.

Problem w ataku

Kiedy dwa lata temu Robert Lewandowski, Krzysztof Piątek i Arkadiusz Milik szaleli w swoich klubach, mówiło się, że reprezentacja Polski dysponuje najlepszym na świecie trio napastników. Na pewno nie odbiegało to mocno od prawdy – całkiem możliwe, że po prostu nią było – bo w czasach, gdy nawet największe drużyny na świecie grały fałszywą dziewiątką lub miały w składach tylko jednego, góra dwóch, snajperów najwyższego formatu, my mogliśmy pod tym względem patrzeć z góry.

I właśnie w ataku od początku Euro 2020 szukać można było największej luki reprezentacji Włoch. Z jednej strony nazwiska wcale nie są małe – Ciro Immobile oraz Andrea Belotti, z drugiej – nie są one w stanie reprezentacji zapewnić takiej jakości, jak swoim klubom. Pierwszy wybór Roberto Manciniego, czyli Immobile, do czasu rozpoczęcia turnieju tylko przeciwko jednemu w miarę poważnemu rywalowi (Holandii) trafiał do siatki. Wydawało się, że mocne wejście w turniej – gole z Turcją i Szwajcarią – sprawi, że Italia stanie się zespołem bez wad, jednak im dalej w las, tym Ciro był słabszy. Tym ogień przygasał.

Być może jest to związane z przyzwyczajeniem Immobile do innego grania. W Lazio, gdzie regularnie zdobywa przynajmniej po 20 bramek w sezonie, jest częścią systemu 3-5-2, podczas gdy kadra Manciniego gra w ustawieniu 4-3-3 z samotną dziewiątką na szpicy. Nie zmienia to jednak faktu, że ta pozycja to obecnie największy problem Włoch.

Rewolucyjna zmiana

Jeśli Polakom można było zazdrościć możliwości w ataku, to co powiedzieć o linii pomocy Włochów. Na swój sposób jest to sensacja, bowiem niedługo przed tym, jak Roberto Mancini przejął reprezentację, ta wybiegała na boisko z Marco Parolo i będącym u schyłku kariery Daniele de Rossim w składzie. Teraz Włosi mogli rozpocząć Euro trójką Locatelli – Jorginho – Barella, a ten pierwszy – mimo fenomenalnej fazy grupowej w jego wykonaniu – i tak z biegiem turnieju został wyparty przez jeszcze mocniejszego Marco Verrattiego. I nie mówimy tu o samych nazwiskach, bo o ile Jorginho jest niezastąpiony przede wszystkim w destrukcji, o tyle każdy z pozostałych zrobił już na tym turnieju liczby – gole lub asysty.

Co z tą kontrolą

Roberto Mancini uczynił z podupadłej drużyny u schyłku poprzedniego dziesięciolecia jedną z najmocniejszych na świecie. Wyprowadził ją z kryzysu, znalazł piłkarzy, na których nikt wcześniej nie chciał postawić – bo przecież Domenico Berardi w Serie A już dawno nie był zawodnikiem anonimowym, ale jednak niewidzialnym przez lata dla najważniejszych trenerów w kraju. Stworzył drużynę, która w oparciu o taktykę 4-3-3 stała się właściwie kompletna. Początek mistrzostw Europy to tylko potwierdził, ale od zakończenia fazy grupowej coraz więcej jest momentów, w których Italia traci kontrolę. I to także w środku pola, który – jak ustaliliśmy – jest genialny. Mancini dotarł do finału, ale trudno nie zauważyć, że Włosi z meczu na mecz obniżają loty – w każdym z trzech spotkań fazy pucharowej oglądaliśmy choć kilkanaście minut (z Hiszpanią znacznie dłużej), gdy Italia była dominowana. Drużyna Luisa Enrique na poziomie taktycznym wyglądała dużo lepiej od przeciwników, ale nie było to wielką niespodzianką, bo i Franco Foda w 1/8 finału wcale nie był daleko od ogrania selekcjonera włoskiej reprezentacji. Ani raz nie można było mieć wrażenia, że Włosi to kontrolują i po prostu zaprosili przeciwnika pod swoje pole karne. Im bliżej końca turnieju, tym bardziej awanse są przepychane po włosku, a nie w radosny sposób, jaki stał się pieczątką Manciniego. To rzecz, którą raczej umieścić trzeba po stronie minusów, choć biorąc pod uwagę, że do wygrania został już tylko finał, każda zwycięska taktyka się obroni. Cel uświęca tu środki.

Wielka forma

Włochów, gdy trzeba, ciągną indywidualności. Turniej – obok Lorenzo Insigne i Ciro Immobile – zaczynał Domenico Berardi i miał za sobą bardzo udaną fazę grupową. Gdy z Austrią trzeba było szukać korekt, na boisku pojawił się Federico Chiesa i pokazał, że wielka forma z Juventusu nie jest już tylko miłym wspomnieniem. Wskoczył do podstawowej jedenastki, a z Hiszpanią odwdzięczył się kolejny raz. Chiesa to synonim nieprzewidywalności i błyskotliwości, ale gdyby miał nie wytrzymać trudów turnieju – w półfinale ledwo żywy schodził z boiska w dogrywce – można go zastąpić bez potężnej straty dla zespołu.

Zawodników w bardzo dobrej dyspozycji jest jednak więcej – Gianluigi Donnarumma wybronił każdy z meczów fazy pucharowej, a jeśli ktoś miał obawy o poziom wiekowej pary Bonucci – Chiellini, może odetchnąć z ulgą. Gol Hiszpanii, gdy Chiellini zapomniał o Alvaro Moracie, jest tu raczej wyjątkiem, bo we wszystkich innych przypadkach potwierdzało się to, co mówił Jose Mourinho – obaj mogliby wykładać grę defensywną na uniwersytecie.

Rysy na diamencie

Skoro zaczęliśmy od porównania związanego z reprezentacją Polski, możemy spiąć ten tekst klamrą. Na Euro 2020 Paulo Sousa zaprezentował styl prowadzenia drużyny w oparciu o ustawienie i skład pod przeciwnika. Narzekaliśmy na to, byli tacy, którzy widzieli w tym szaleństwo i wyszło na ich, bo żadna metoda się w tym nie odnalazła. Mancini wybrał skrajnie inną drogę. Włosi w każdym meczu wychodzą swoim 4-3-3 niemal w niezmienionym składzie. Poza meczem z Walią – tam Italia mogła być pewna zwycięstwa w grupie, więc trener ograł zmienników – korekty Manciniego były sprowadzone do minimum. Zamknęły się właściwie w trzech na przestrzeni całego turnieju – Chiesa za Berardiego, Verratti za Locatellego i Emerson za Spinazzolę, z czego ta ostatnia zmiana była wymuszona zerwanym ścięgnem Achillesa (na moment jeszcze Acerbi za Chielliniego, ale Giorgio szybko wrócił po kontuzji).

Zgranie zespołu to wielki plus, ale i tu pojawiają się pewne rysy. Federico Chiesa strzelił dwie bramki na Euro, ale – zwłaszcza w pierwszej połowie meczu z Hiszpanią – wyglądał jak ciało obce w zespole. Koledzy go nie dostrzegali, Mancini nie miał pomysłu na podpięcie go pod grę. Na szczęście Chiesa sam się podpiął pod bramkową akcję. O Immobile i jego wyłączeniu z zespołu na czas meczów też zostało już powiedziane wszystko. Przy takim kolektywie, jaki tworzą Włosi, trudno to zrozumieć.

Bez najlepszego

Leonardo Spinazzola nie zrobił niczego innego niż przez cały turniej. Wtedy, w drugiej połowie meczu z Belgią, po prostu zerwał się lewą stroną, wypuścił piłkę przed siebie i szykował się do kolejnego wejścia pod pole karne rywali. Ale zerwało się jeszcze coś innego – jego ścięgno Achillesa. O tym, jak wielki wpływ miał lewy obrońca Romy na grę Włochów na Euro, najlepiej świadczyły kolejne fragmenty spotkania z Belgią, gdy rywal – w do tej pory wyrównanym meczu – całkowicie zepchnął Italię do defensywy, a ta nie odkręciła się do ostatniego gwizdka. Na szczęście obroniła jednobramkową zaliczkę i awansowała do półfinału. Spinazzola udział w turnieju jednak zakończył i niewykluczone, że właśnie to nie miało wpływu na późniejszą dominację Hiszpanów. Włosi stracili swojego najlepszego piłkarza tego lata.

Zastąpienie go z konieczności Emersonem to spore osłabienie, bo mówimy o piłkarzu, który swoje pierwsze minuty w 2021 roku na boisku spędził… właśnie na mistrzostwach Europy. Nie wyglądał tak źle, jak mogłyby sugerować jego liczby z ostatniego sezonu, ale do poprzeczki ustawionej przez Spinazzolę nawet się nie zbliżył. Włosi mają więc swoją – nomen omen – piętę achillesową, bowiem drugi bok obrony też nie wygląda na najsilniejszy. Giovanni di Lorenzo gra poprawny turniej, ale jedyne, z czego go zapamiętał przeciętny kibic, to spowodowanie bezsensownego karnego w meczu z Belgią.

PLUSYMINUSY
Linia pomocy Verratti – Jorginho – BarellaBrak środkowego napastnika skrojonego pod grę zespołu
Fantastyczna forma Gianluigiego DonnarummyRoberto Mancini ogrywany taktycznie
Para Bonucci – Chiellini jak za najlepszych latFederico Chiesa długimi fragmentami niewidoczny dla kolegów
Rywalizacja Berardi – Chiesa z korzyścią dla zespołuKontuzja Leonardo Spinazzolli, piłkarza stanowiącego o sile Włochów na Euro
Doskonale zgrany skład. Mancini dokonuje tylko korektBrak rywalizacji na prawej obronie

Komentarze