De la Fuente odpiera krytykę. “Hiszpania nie rozgrywa meczów o nic”

Na Luisa de la Fuente posypały się gromy, gdy podczas meczu Hiszpanów z Gruzją (3:1) Gavi zerwał więzadło krzyżowe. Teraz selekcjoner La Rojy broni się przed zarzutami kibiców.

Gavi
Obserwuj nas w
IMAGO / Alterphotos Na zdjęciu: Gavi
  • Reprezentacja Hiszpanii w listopadzie miała już zapewniony awans na Euro 2024
  • Luis de la Fuente wystawił do gry Gaviego w obu meczach o niewielkiej stawce. Podczas drugiego z nich 19-latek doznał niezwykle poważnej kontuzji
  • Selekcjoner Hiszpanów broni się teraz przed krytyką

“Gavi szczególnie chciał zagrać w drugim meczu”

Reprezentacja Hiszpanii już po październikowym zgrupowaniu była pewna awansu na Euro 2024. W listopadzie La Roja rozgrywała dwa ostatnie mecze w eliminacjach. Rywale nie byli z najwyższej półki; mowa bowiem o Cyprze i Gruzji. Tak naprawdę stawka dla kadry była iluzoryczna, bo nawet, gdyby zajęła w swojej grupie drugie miejsce, triumf w Lidze Narodów zapewniał jej rozstawienie podczas losowania grup na turniej.

Luis de la Fuente wystawił Gaviego do gry w obu meczach. Było to tym dziwniejsze, że zwłaszcza w starciu z Gruzją postawił głównie na rezerwowych. W pierwszej połowie pomocnik FC Barcelony zerwał więzadło krzyżowe i wypadł z gry na co najmniej dziewięć miesięcy. Z tego powodu na selekcjonera posypały się gromy. Teraz trener odpowiada na krytykę.

POLECAMY TAKŻE

Miał zagrać tylko połowę w drugim meczu. Takie było założenie. Zawsze stawiamy zdrowie graczy na pierwszym miejscu. Najwięcej możliwości do rotacji jest w klubie, a nie w reprezentacji. Wszyscy chcieli zagrać w tym drugim meczu, a zwłaszcza Gavi. Sam powiedział, że po pierwszym starciu nie doznał kontuzji, dlatego wrócił na boisko. W Hiszpanii nie gramy meczów o nic. Nawet, jeśli byłby to mecz towarzyski, musimy korzystać z najlepszych zawodników – powiedział de la Fuente.

Gavi we wtorek ma przejść operację kolana. Oczekuje się, że wróci do gry na początku przyszłego sezonu.

Czytaj więcej: Arsenal odrzucił ofertę za Ramsdale’a, ale to nie koniec sagi.

Komentarze