Rozmowy o prywatyzacji wciąż trwają
Jak wiadomo, od dłuższego czasu trwa proces prywatyzacji Górnika Zabrze, a jedynym podmiotem, który pozostał w grze jest firma Lukasa Podolskiego. “Poldi” chciałby przejąć Górnika jak najszybciej, ale wciąż nie ma ostatecznego porozumienia z miastem. Choć trzeba przyznać, że rozmowy są już bardzo zaawansowane.
Z boku wygląda to jednak tak jakby miastu się nie spieszyło. Klub radzi sobie zarówno na boisku (półfinał Pucharu Polski, czołowa lokata w lidze), jak i w finansach. Nowe władze (przy wielkim wsparciu Podolskiego) sprawiły, że Górnik zaczął uzyskiwać coraz lepsze wyniki finansowe.
Miasto mówi „nie”!
Jak się jednak dowiadujemy, klub niespodziewanie znów znalazł się w tarapatach. O co chodzi? O obligacje, które kiedyś uratowały Górnika przed upadkiem, ale które trzeba co roku spłacać. A raty i odsetki nie są niskie.
Do tej pory akurat w tym aspekcie miasto jeszcze pomagało. To był w zasadzie jedyny obszar, w którym Górnik mógł wciąż liczyć na Zabrze. W żaden inny sposób Zabrze klubowi nie pomaga już od dłuższego czasu.
Od pewnego czasu klub dysponuje tylko tym, co sam sobie wypracuje. Ale wracając do obligacji. Co roku miasto zapewniało kwotę, z której płacono raty tego powziętego lata temu zobowiązania. Ale w tym roku nawet i tego Górnikowi odmówiono!
Z naszych informacji wynika, że choć zarząd klubu wystąpił o takową pomoc (jak co roku), to tym razem, po raz pierwszy, spotkał się z odmową! Miasto odpowiedziało, że funkcjonuje w trybie oszczędnościowym i pieniędzy nie przekaże. Tyle że rok temu też funkcjonowało w takim trybie, a środki się znalazły.
Około 3,7 mln złotych do spłaty
To sprawiło, że w krótkim czasie Górnik musiał na własną rękę zorganizować bardzo dużą kwotę. Ile dokładnie? To około 3,7 mln złotych, a więc w realiach zabrzańskiego klubu naprawdę spore pieniądze.
Ludzie odpowiedzialni za finanse Górnika musieli w ostatnim tygodniu niemal dosłownie stanąć na głowie, aby zorganizować te środki na czas. Brak zapłaty raty w terminie (do poniedziałku) mógłby mieć duże, negatywne skutki.
Górnik, jak słyszymy, te pieniądze ostatecznie zorganizował i wpłacił w piątek, ale jak łatwo się domyśleć, coś za coś. Klub w pilnym trybie musiał tu i teraz sięgnąć po coś, co miał otrzymać od innych podmiotów dopiero za jakiś czas. A to też ma swoją cenę. I to dosłownie.
Prawie pół miliona straty
Przez konieczność podjęcia takich działań Górnik straci niemal pół miliona złotych! A te pięniądze mogły przecież pójść na funkcjonowanie klubu czy akademii.
Poza tym, to co zostało wypracowane (m.in środki za transfery) już w nowych realiach, nie pójdzie na rozwój klubu, a na spłatę starych zobowiązań.
Cała ta sytuacja pokazuje, że pod względem finansowym Górnika z miastem Zabrze nie łączy już praktycznie nic. “Rozwód” i przejście pod skrzydła nowego właściciela jest w tej sytuacji jedynym sensownym wyjściem.








