To była pilna potrzeba
Znalezienie odpowiedniego gracza na pozycję numer sześć było najważniejszym transferowym zadaniem w Wiśle Kraków w ostatnich tygodniach. Jak informowaliśmy w niedzielę, klub jest bliski sprowadzenia Victora Meseguera z Realu Valladolid.
A jaki to piłkarz i człowiek? Czego się można po nim spodziewać? Zapytaliśmy o to Pablo Marcosa, dziennikarza z Hiszpanii, który od lat zajmuje się Realem Valladolid.
– Można powiedzieć, że Víctor Meseguer miał w Realu Valladolid trzy dość różne etapy, po jednym na każdy sezon, przy czym ten pierwszy był najlepszy – zaznacza Marcos. – Przybył, gdy klub grał w Segunda División, i to prawda, że na początku nie odgrywał głównej roli, przychodził jako defensywny pomocnik.
Jednak Paulo Pezzolano dostrzegł, że zawodnik ma dobre wejście z głębi pola i dryg do strzelania goli, dlatego częściej przesuwał go wyżej. Meseguer był wtedy najlepszym piłkarzem drugiej rundy i jednym z bohaterów awansu, pełniąc bardziej ofensywną rolę – kontynuuje hiszpański dziennikarz.
Potrafi wykańczać akcje
– W tamtym sezonie udowodnił, że potrafi dobrze wykańczać akcje w polu karnym i świetnie pozycjonować się między liniami, mając u boku partnerów o bardziej określonych zadaniach: Monchu (jako rozgrywającego) oraz Juricia lub Lucasa Oliveirę (jako defensywne zabezpieczenie).
A dlaczego po awansie nie wyglądało to już tak dobrze? – W Primera División panował ogólny dramat jeśli chodzi o zespół. Zbudowano bardzo słabą kadrę, a jego występy przeciwko rywalom innego kalibru i z innymi kolegami z drużyny rzadko kiedy zachwycały, przez co odszedł na wypożyczenie do Racingu Santander – wyjaśnia Marcos.
Dwa trudne lata
– W Racingu Victor spotkał się z José Alberto, który trenował go już wcześniej w Mirandés. Tam powrócił na pozycję bardziej defensywnego pomocnika i miewał lepsze oraz gorsze momenty. Pamiętam jego mecz przeciwko Elche – zagrał wtedy bardzo, bardzo dobrze i odpowiedzialnie w defensywie, ale inne spotkania były już słabsze.
A ostatni rok?
– Ostatni rok, po powrocie z wypożyczenia, również nie był udany. Pokazywał przebłyski jakości, bo bez wątpienia ją ma. Dobrze operuje piłką, ale z drugiej strony nie jest typowym organizatorem gry. Trzeba umieć stworzyć mu odpowiednie warunki, aby w pełni wykorzystać jego atuty. Pod tym względem to dość specyficzny przypadek. W tym roku również nie otoczono go odpowiednimi zawodnikami, ani nie dostosowano zespołu do tego, co potrafi dać drużynie – tłumaczy hiszpański dziennikarz.
„Szóstka? Bez problemu”
Wracając natomiast do pozycji, na której Meseguer czuje się najlepiej… – Jest dość wszechstronny. Widziałbym go jako jednego z bardziej wysuniętych zawodników, a niekoniecznie jako „szóstkę” – ale to tylko moja osobista ocena. Jeśli wymagać tego będzie interes drużyny, bez problemu zagra jako defensywny pomocnik, tak jak robił to już w innych klubach. Na tej pozycji potrafi sobie dobrze radzić.
We wspomnianym przeze mnie wcześniej meczu Racingu z Elche rozegrał świetne zawody przeciwko jednemu z najlepszych zawodników z numerem „10” w lidze, Febasowi. W Mirandés również spisywał się pod tym względem bardzo dobrze.
Jako „szóstka” może dodatkowo dać drużynie dobrą jakość przy operowaniu piłką, a przy tym jest całkiem silny fizycznie. Moja główna wątpliwość dotyczy tego, w jakiej formie psychicznej się znajduje po dwóch bardzo trudnych latach, w trakcie których jego dyspozycja mocno spadła. Być może wynikało to również z sytuacji, w jakiej znajduje się sam zespół – zastanawia się hiszpański dziennikarz.
Kulturalny, raczej skryty
A jakim człowiekiem jest Meseguer? – Miałem z nim nieco bliższy kontakt (choć też bez przesady) po wywiadzie, który przeprowadziłem z nim dla magazynu „Panenka” po wywalczeniu awansu. To bardzo kulturalny chłopak, nie ma problemu z rozmową, ale jest nieco skryty.
Na konferencjach prasowych wypowiadał się bardzo spójnie, sensownie, dobrze rozumie futbol. Prowadzi bardzo rodzinne życie ze swoją dziewczyną i psem. W Santander wrzucał dużo zdjęć ze spacerów po plaży, a tutaj, w Valladolid, jego bardziej osobiste treści były w podobnym stylu.
Lubi podróżować. W wakacje jeździ ze swoją dziewczyną w różne miejsca – ostatnio sporo czasu spędził w Azji, stawiając na klasyczne zwiedzanie – tłumaczy Hiszpan.
I kończy swoją opinię w ten sposób: – Sądzę, że Victor jest w stanie dać zespołowi coś pozytywnego, gdyż umiejętności ma. Pytanie tylko, czy w Polsce będzie potrafił je rozwinąć.









