Po kwadransie sędzia główny, niczym mistrz ceremonii w upadającym teatrze, gwiżdże po raz ostatni i kończy ten żenujący spektakl. W tle zorganizowane studio TVP Sport, goście pod krawatami i dyskusja tak naprawdę o meczu, którego przecież nie było i przynajmniej od Piątku było wiadomo, że nie będzie. Bareja by tego lepiej nie wymyślił.
Kiedy tego samego dnia na antenie Radia Kraków zapytałem Jarosława Królewskiego, czy zgodzi się z tezą, że w tamtą sobotę przegrała cała polska piłka, usłyszałem odpowiedź stanowczą: „Przegrała cała polska piłka, z wyjątkiem Wisły Kraków, która zachowała swoją godność i charakter”.
Muszę uderzyć się w pierś. Na początku tej afery byłem przekonany, że Królewski zwyczajnie blefuje. Że to tylko prężenie muskułów, element medialnej gry i próba wywarcia presji, a autokar z piłkarzami ostatecznie ruszy na Dolny Śląsk. Ale on zapowiedział, że po trzech latach patologii i odcinania kibiców Wisły od stadionowych trybun powie „pas” – i słowa dotrzymał. Postanowił z tą chorą sytuacją rozprawić się radykalnie, stawiając wszystko na jedną kartę. Jeśli mam być szczery to chyba podobnie myślało jeszcze kilka innych osób w tym kraju. Przypomnijcie sobie, że przed super pucharem Polski gdzie kibice Jagielloni powiedzieli że nie wpuszczą fanów Wisły prezes Królewski też w mediach wspominał o tym, że drużyna na ten mecz może nie pojechać albo zagra drużyna juniorów. Teraz stało się inaczej i doszło do precedensu na skale światową.
Tydzień później: Telefony i paragrafy
Kurz po rzekomym meczu jeszcze nie opadł, a karuzela absurdu kręci się dalej, z każdym dniem nabierając tempa. Minął tydzień, a my zamiast o taktyce, rozmawiamy o donosach. Królewski informuje, że działacze Śląska chwytają za telefony, obdzwaniając kluby, które w przeszłości przyjmowały Wisłę, szukając jakichkolwiek haków na krakowskich fanów, byle tylko mieć podkładkę przed Komisją Dyscyplinarną. Powstała specjalna strony internetowa dedykowana wyłącznie tej aferze. Prawnicy dwoją się i troją, interpretując regulaminy na sto różnych sposobów.
Sam miałem okazję gościć niedawno w Studiu Reymonta radcę prawnego, który na chłodno rozkładał na czynniki pierwsze wszystkie możliwe scenariusze i kary, jakie mogą spaść na oba kluby. I choć prawnikiem nie jestem, to jednego w tym prawniczym gąszczu kompletnie nie potrafię zrozumieć. Gdzie w tym wszystkim był Polski Związek Piłki Nożnej?
Jeśli miałbym wskazać palcem głównego winnego tej całej katastrofy, bez wahania wymierzyłbym w centralę. To oni zarządzają tymi rozgrywkami. To oni mają w ręku wszystkie narzędzia nacisku, instrumenty prawne i władzę, by ukrócić podobne patologie w zarodku. Czy PZPN nie mógł faktycznie interweniować na pięć minut przed pierwszym gwizdkiem? Jak to jest, że kiedy GKS Tychy nie chciał przyjąć kibiców Wisły to wysłał specjalną delegacje i nagle okazało się, że sektor gości jest bezpieczny i kibice Wisły na ten mecz normalnie pojechali. Myślę, że związek miał na to całe tygodnie, miesiące, a biorąc pod uwagę genezę problemu – całe lata. Zamiast tego wybrano wygodne umywanie rąk.
Ideologia a cierpienie sportu
Czy zgadzam się z Królewskim, że Wisła w tej sytuacji jest jedynym wygranym i nie poniosła porażki? Pół na pół. Oczywiście, sytuacja krakowskiego klubu w tabeli wciąż jest na tyle komfortowa, że walkower jej nie pogrzebie. Zresztą, powiedzmy to głośno: jeśli „Biała Gwiazda” nie zdoła w tym sezonie awansować, mając na tym etapie taką przewagę i potencjał, to po prostu udowodni, że na tę Ekstraklasę sportowo nie zasługuje. Postawa prezesa, który rzuca się z szablą na czołgi, by walczyć o prawa swojej społeczności, budzi szacunek.
Ale to wszystko potężnie gryzie mi się z samą ideą sportu
Trener Mariusz Jop na przedmeczowej konferencji mówił o jedności. Podkreślał, że drużyna stoi murem za prezesem, że są jednością i grają do jednej bramki. I z punktu widzenia budowania szatni – tak to powinno wyglądać. Tylko dlaczego na końcu tego łańcucha najbardziej cierpią sami zawodnicy? Próbując uzyskać komentarz do tej sytuacji od byłych piłkarzy Wisły, bardzo często zderzałem się ze ścianą frustracji i jednym, fundamentalnym pytaniem: „Dlaczego przez bandę kiboli piłkarze nie mogą normalnie wykonywać swojej pracy?”.
Ogon macha psem
I tu docieramy do sedna problemu, coś co całemu środowisku moim zdaniem przynosi największy wstyd. Powtórzę to, co mówiłem tydzień temu: w tym cyrku przegrała cała polska piłka. Przegrała, bo obnażyła swoją największą słabość.
To absolutnie przerażające, że bliżej niezidentyfikowane środowiska, którym z czystym sportem nie po drodze – mają tak gigantyczny zakulisowy wpływ na działania największego związku sportowego w tym kraju. Doprowadziliśmy do sytuacji, w której ogon macha psem. Ekipa w dresach potrafi wywrócić do góry nogami terminarz ligowy, zamknąć stadion, zastraszyć działaczy, a wielki PZPN chowa głowę w piasek, czekając, aż burza sama przejdzie.
Dopóki w gabinetach nie znajdzie się ktoś z odwagą na miarę radykalnych decyzji, to obawiam się, że do takich sytuacji będzie dochodzić częściej. Pamiętajcie, że dzisiaj sytuacja dotyczy kibiców Wisły Kraków, ale patrząc na to jaki scenariusz napisało życie nie trudno sobie wyobrazić kolejnej sytuacji, która zamiesza w naszym środowisku piłkarskim, ale tym razem cierpieć będzie otoczenie innego klubu.
Kącik humorystyczny
Wiem, że tydzień temu nic wesołego nie było. Sorry, ale nastrój wtedy miałem bardzo słaby. Spokojnie, dzisiaj coś przygotowałem.
Znacie na pewno to uczucie kiedy kolejny raz dzwoni do was telefon odbieracie i słyszycie, że pani ma dla was znakomitą ofertę. Naczynia, panele słoneczne, pościel i inne bzdury. Śmiesznie jest kiedy dzwoni do was robot, sam czasami robiłem sobie z niego jaja, ale w tej sytuacji, którą opisuje dzwonił akurat żywy człowiek. Odbieram telefon:
– Halo?
– Witam serdecznie, pragniemy zaprosić na bez płatne badania wzroku.
– Wie pani co, mi to już nic nie pomoże.
– Dlaczego?
– Od piątego roku życia jestem niewidomy. U mnie nie ma co badać.
– Wie pan co po raz pierwszy w moim życiu zawodowym spotykam się z taką odpowiedzią. Oby to pana nigdy nie pokarało.
– Serio mówię, jestem niewidomy.
– Do widzenia, oferta już nieaktualna.
No i jak żyć moi drodzy?
Do następnego Piątku.
Marcin Ryszka








