Premier League: Wrócić po przerwie to połowa sukcesu

Alisson Becker
PressFocus Na zdjęciu: Alisson Becker

Kto lubi przerwę reprezentacyjną? Ręka do góry. Nikt? Nic dziwnego. Zawodnicy wracają do klubów zmęczeni dalekimi podróżami lub po prostu kontuzjowanie, a coraz częściej nawet nie wracają, co spowodowane jest wszechobecnymi obostrzeniami. W ósmej kolejce Premier League koncentrujemy się nie na tym, kto gra, a kogo zabraknie.

  • Opóźnione powroty, kontuzje, zmęczenie – przerwa na mecze reprezentacji dotknęła niemal wszystkie kluby Premier League
  • O tym, czy niektórzy zawodnicy pojawią się na boisku, dowiemy się dopiero tuż przed pierwszym gwizdkiem
  • Leicester kontra Manchester United – to spotkanie możemy określić mianem hitu kolejki

Czy ktoś w ogóle pojawi się na murawie?

Pamiętacie, jakim wynikiem zakończyła się ostatnia wizyta Liverpoolu na Vicarage Road? Nie? Kibice The Reds też nie. A raczej bardzo chcieliby zapomnieć. W lutym Szerszenie pokonały ekipę z Anfield aż 3:0, a dubletem popisał się Ismaila Sarr. Watford raczej nie ma najmniejszych szans na powtórzenie wyniku sprzed ośmiu miesięcy, nawet z nowym menedżerem u steru i osłabionymi rywalami po przeciwnej stronie. W szeregach gości zabraknie Fabinho, Alissona, Thiago i Jonesa, natomiast do gry gotowi są Trent Alexander-Arnold i Diogo Jota.

O 16:00 rozpocznie się już tradycyjna multiliga. Tym razem czeka nas pięć spotkań rozgrywanych równocześnie. Na pierwszy ogień weźmiemy to, które budzi największe emocje, czyli starcie Leicester z Manchesterem United. Oba kluby są dalekie od optymalnej dyspozycji, ale w zdecydowanie lepszej sytuacji znajdują się Czerwone Diabły, które zajmują miejsce w ścisłej czołówce. Fani drużyny prowadzonej przez Ole Gunnara Solskjaera liczą na to, że Cristiano Ronaldo przełoży popisy z reprezentacji na ligowe murawy – Portugalczyk podczas ostatniego zgrupowania zdobył aż cztery bramki. Jednocześnie wszyscy sympatycy United modlą się o szczelność niesamowicie osłabionej defensywy. Pod nieobecność Varane’a i Maguire’a przez dłuższy czas środek obrony będzie tworzyć para Lindelof – Bailly. Z kolei w szeregach Lisów może zabraknąć Evansa i Vestergaarda – jeżeli ta dwójka faktycznie nie pojawi się na murawie King Power Stadium, powinniśmy spodziewać się gradu goli.

Ferran Torres, Ederson, Jesus – to nieobecni w kadrze meczowej City na pojedynek z Burnley. Nawet mimo braku tej trójki Obywatele nie powinni mieć najmniejszych problemów ze zwycięstwem nad The Clarets. Zwłaszcza że na Etihad nie zobaczymy Bena Mee, jednego z liderów defensywy gości. Ostatnie bezpośrednie starcie obu ekip, które nie zakończyło się wygraną The Citizens, miało miejsce w lutym 2018 roku. Później podopieczni Seana Dyche’a aż ośmiokrotnie musieli uznać wyższość zespołu z niebieskiej części Manchesteru. Tym razem nie powinno być inaczej.

Absencji ciąg dalszy

Jeżeli Southampton ma wygrać po raz pierwszy w tym sezonie Premier League, trudno o lepszą okazję niż mecz z tak osłabionym Leeds. Pawie przyjadą na St. Mary’s bez Kocha, Bamforda, Aylinga i Phillipsa, natomiast występ Raphinhi zależy od wielu czynników i nie jest pewny. Na premierowe zwycięstwo nie ma co liczyć Norwich, które podejmie Brighton. Przyjezdni zostali wzmocnieni powrotem Mwepu, Bissoumy i Webstera, a poza tym trudno oczekiwać, by Kanarki, które dotychczas strzeliły tylko dwa gole, zdołały zaskoczyć trzecią najlepszą defensywę ligi.

Villa czy Wolves? Kto zapisze na swoim koncie czwartą wygraną? Gospodarze w ostatniej kolejce przegrali z Tottenhamem, więc w starciu z Wilkami poszukają powrotu na ścieżkę sukcesów. Nie pomoże im w tym Leon Bailey, który do dyspozycji Deana Smitha powinien wrócić dopiero w przyszłym tygodniu. Wolverhampton zagra na Villa Park bez Jonny’ego, Neto i Trincao, ale za to z wyjątkowo skutecznym duetem Jimenez-Hwang. Optymizmem nie napawa historia bezpośrednich starć – w trzech ostatnich meczach piłka tylko dwa razy znalazła drogę do siatki.

Sobotę zakończą derby Londynu. O 18:30 Brentford na własnym stadionie podejmie Chelsea. Na papierze faworytem są The Blues, jednak… Beniaminek zaskoczył już Arsenal, Wolves, Liverpool i West Ham, więc goście muszą się mieć na baczności. The Bees słyną ze świetnie zorganizowanej obrony, która zrobi wszystko, by ograniczyć pole manewru Romelu Lukaku. Zwycięstwo ekipy Thomasa Franka nie będzie żadnym zaskoczeniem – Ivan Toney i Bryan Mbeumo postarają się, by Thomas Tuchel i jego drużyna zapamiętali ten wieczór na dłużej.

Efekt nowego właściciela? Jeszcze nie teraz

Niedzielę z Premier League rozpoczniemy o 15:00 na Goodison Park. Everton zmierzy się z West Hamem w jednym z najciekawiej zapowiadających się pojedynków tej serii gier. Chociaż zwykło się mówić, że ściany pomagają gospodarzom, tym razem atut własnego boiska może okazać się niewystarczający, zwłaszcza w obliczu ogromnej liczby absencji w szeregach The Toffees. Delph, Calvert-Lewin, Richarlison, Gomes, a niewykluczone, że także Digne, Coleman, Iwobi i Mina – z usług tych piłkarzy nie będzie mógł skorzystać Rafa Benitez. David Moyes ma zdecydowanie mniej zmartwień. Vladimir Coufal to jedyny nieobecny.

Efekt nowego właściciela będzie widoczny już w pierwszym starciu? Nic z tych rzeczy. Sroki pozostaną sobą przynajmniej do zimowego okienka transferowego. Na razie Newcastle zajmuje przedostatnie miejsce w ligowej tabeli i niewiele wskazuje na to, by po weekendzie tę pozycję opuściło. Tottenham gra w kratkę, ale z tak dysponowanymi gospodarzami powinien sobie poradzić bez większego wysiłku. Chociaż… Kibiców Spurs niepokoją plotki o dwóch pozytywnych wynikach testów na COVID-19. Heung-min Son i Bryan Gil – według medialnych do niesień to właśnie ta dwójka opuści mecz na St. James’ Park.

Na poniedziałek zaplanowano tylko jedną potyczkę. Ósmą kolejkę Premier League pożegnamy w stolicy – The Emirates ugości drugie w tej serii gier derby Londynu. Arsenal, który 11 września rozpoczął marsz w górę stawki, sprawdzi dyspozycję niezwykle chimerycznych Orłów z Selhurst Park. Crystal Palace ma za sobą trzy mecze bez zwycięstwa, a przed sobą starcie z Kanonierami, którzy zaliczyli wpadkę na The Amex. Kto zakończy poniedziałek z uśmiechem na twarzy?

Komentarze