Giganci z Premier League próbowali zatrzymać operację “Newcastle”

Allan Saint-Maximin
Allan Saint-Maximin Pressfocus

Do interesujących faktów doszli dziennikarze Daily Mail. Okazuje się, że kilku gigantów z Premier League próbowało zablokować wykup Newcastle przez saudyjski fundusz inwestycyjny. Protesty jednak na nic się zdały. Tym sposobem Sroki mogą liczyć na największy budżet w historii piłki nożnej.

  • Czterej gigantów z Premier League próbowało przekonać władze Premier League do nie wydania zgody na sprzedaż Newcastle
  • Żaden z dokumentów nie wywołał jednak wątpliwości, przez co Saudyjczycy wykupili klub z St. James’ Park za 305 mln funtów
  • Nowi właściciele planują wielką rewolucję, która rozpocznie się od zmiany trenera oraz kilku konkretnych wzmocnień zimą

Na czele protestu stał Daniel Levy

Właściciel Tottenhamu miał być jednym z pierwszych, któremu nie przypadł do gustu wykup wszystkich udziałów Newcastle przez Saudyjczyków. Daniel Levy przekonał do swoich racji przynajmniej trzech szefów innych klubów z Premier League. Spurs wraz z Liverpoolem, Arsenalem i Manchesterem United wystosowali do włodarzy ligi list, gdzie wyrazili swoje zaniepokojenie całą operacją.

Dział wykonawczy, a także inne podmioty angielskiej ekstraklasy nie zważały na opinię innych drużyn. Arabia Saudyjska za pośrednictwem funduszu inwestycyjnego już od kilku lat starała się przejąć klub z St. James’ Park. Wszystko znalazło swój koniec w tym tygodniu, ale zaledwie po 24 godzinach od zaakceptowania formalności na wyspach zaczęto głośno dyskutować nad całym projektem.

Pojawiły się głosy zaniepokojenia, głównie ze strony dużych firm. Dlaczego? Ponieważ to właśnie giganci mogą stracić na tym najwięcej. Od teraz kwestią czasu jest, kiedy Sroki na stałe zadomowią się w czołówce. Tym sposobem mogą pokrzyżować plany innym zespołom, które regularnie walczą o awans do europejskich pucharów. Z drugiej strony Tottenham czy Arsenal w ostatnich latach mają problemy z przedostaniem się do Ligi Europy lub Ligi Mistrzów. Nic w tym dziwnego, że to właśnie ekipy z Londynu miały w tym temacie najwięcej do powiedzenia.

Newcastle wskoczy na wyższy poziom?

Aktualnie Newcastle zajmuje przedostatnie miejsce w lidze. Sroki nie odniosły żadnego zwycięstwa w tym sezonie. Steve Bruce powoli godzi się z odejściem, ale wciąż ma nadzieję, że nowe szefostwo pozwoli mu dalej pracować z piłkarzami.

Tymczasem nowi właściciele planują w klubie olbrzymią rewolucję. Otrzymali wszystkie potrzebne zgody i za 305 mln funtów przejęli prawa do zespołu. Z fotelu prezesa całym przedsięwzięciem sterować będzie Amanda Stavaley. Kobieta przywitała się już z kibicami za pośrednictwem mediów społecznościowych, zapowiadając przy okazji wielkie ambicje Newcastle, który wkrótce ma odzyskać dawny blask i powrócić na salony.

Dodatkowo niewykonawczy przewodniczący Newcastle, gubernator PIF – Yasir Al-Rumayyan wysłał wiadomość do wszystkich fanów w intencji Rijadu.

– “Możecie spodziewać się ambicji. Podobnie jak Wy, chcemy stworzyć zespół, który będzie konsekwentnie odnosił sukcesy. Jesteśmy po to, aby budować długofalowy projekt. Posiadanie tego klubu jest odpowiedzialnością, której się podjęliśmy i nigdy nie stracimy z oczu tego, co to znaczy być częścią Newcastle United” – brzmiał początek listu do kibiców Newcastle.

Najpierw nowy trener, później nowi piłkarze?

W piątek informowaliśmy Was, że zaraz po sprzedaży Newcastle, ruszyła giełda nazwisk potencjalnych trenerów, którzy mogliby zastąpić Burce’a. Największe szanse na objęcie posady menadżera Srok według wyspiarzy mają Antonio Conte oraz Steven Gerrard.

Co ciekawe, katalońskie media twierdzą, że pierwszym nowym piłkarzem na St. James’ Park może być Philippe Coutinho. Dziennik SPORT jest nawet przekonany o tym transferze. Brazylijczyk jest chętny na zmianę otoczenia, do której powinno dojść już podczas zimowego okienka.

Obecny gracz Barcelony dobrze zna nawyki Premier League. Najlepsze lata swojej kariery spędził w Liverpoolu. Dla drużyny z Anfield rozegrał łącznie 152 mecze, notując w nich 41 goli oraz 37 asysty.

Przeczytaj również: Pożar na stadionie. Mecz Anglików pod znakiem zapytania

Komentarze