Norwegia odpada, Anglia gra dalej, mecz w cieniu skandalu
W trzecim ćwierćfinałowym spotkaniu reprezentacja Norwegii mierzyła się z drużyną narodową Anglii. Przed pierwszym gwizdkiem sędziego wszystko wskazywało na bardzo ciekawe, wyrównane i emocjonujące spotkanie. Tak też było, oba zespoły stanęły na wysokości zadania jeśli chodzi o piłkarskie wymagania. Finalnie jednak do rozstrzygnięcia wyniku potrzebna była dogrywka. Tę wygrali Synowie Albionu, którzy w półfinale Mistrzostw Świata 2026 zmierzą się z Argentyną.
Po meczu, a nawet w jego trakcie, mówiło się bardzo dużo jednak także o wielkim – jak się wydaje – skandalu. Mianowicie przy golu na 1:1 w ostatnich minutach drugiej połowy, piłka wybita od bramki Norwegów trafiła w linę zawieszoną nad murawą, po której porusza się kamera. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że zmieniając swój tor lotu futbolówka spadła wprost pod nogi Anglików i umożliwiła im szybki atak. Zdaniem ekspertów należało przerwać taką akcję, ale arbiter pozwolił grać dalej, po czym padł gol. To wzbudziło wielkie emocje, a oświadczenie wydała FIFA.
REKLAMA | 18+ | Hazard może uzależniać | Graj legalnie
– Przed golem Anglii w 45+2 minucie przeciwko Norwegii czujnik w Connected Ball nie wykazał szczytu w „pulsie piłki”, gdy była w powietrzu, a zatem nie ma dowodów na to, że piłka dotknęła górnej linki i zmieniła ruch piłki – czytamy w komunikacie organizacji.
Swoje trzy grosze w tej sprawie dołożył Mateusz Borek. Komentujący to spotkanie doświadczony dziennikarz nie oszczędza słów na antenie „Kanału Sportowego”. – Haaland protestuje, Solbaken protestuje. A oni ci pierd..ą głupoty o jakimś czujniku. Skandal z tą kamerą. My nie widzieliśmy tego w pierwszej chwili. Ta piłka spadła nienaturalnie i z jakiegoś powodu ci zawodnicy się inaczej zachowywali.
Zobacz także: To ostatni półfinalista MŚ! Cudowny gol w dogrywce [WIDEO]









