Real nie miał meczu pod kontrolą. Vinicius zapewnił spokój
Real Madryt przed tygodniem wygrał na obcym terenie 1-0 i do rewanżu z Benficą mógł przygotowywać się z dużym spokojem. Na Santiago Bernabeu faworyt mógł być tylko jeden – nawet pod nieobecność kontuzjowanego Kyliana Mbappe. Na ławce trenerskiej gości zabrakło z kolei Jose Mourinho, który w pierwszym spotkaniu dostał dwie żółte kartki i musiał oglądać środowe starciu z wysokości trybun.
Królewscy bardzo słabo weszli w to spotkanie. Dali się zepchnąć do defensywy, a Benfica poszukiwała pierwszego trafienia. Ta sztuka udała się już w 14. minucie. Rafa Silva wykorzystał zamieszanie w polu karnym gospodarzy. Thibaut Courtois obronił jeszcze piłkę po niefortunnym zagraniu jednego z defensorów, ale przy dobitce gwiazdy Benfiki był już bez szans.
Na wyrównanie trzeba było czekać raptem kilka minut. Aurelien Tchouameni zdecydował się na strzał płaski strzał z okolic linii pola karnego, zaskakując bramkarza portugalskiej ekipy.
Po zmianie stron żadna z drużyn nie potrafiła przejąć kontroli nad przebiegiem gry. Okazje tworzyli sobie zarówno gospodarze, jak i goście. Gdy wydawało się, że Benfica ponownie zepchnie Real do defensywy i będzie szukać bramki na wagę dogrywki, Królewscy przeprowadzili świetną kontrę. Federico Valverde posłał podanie do Viniciusa Juniora, a ten popędził w pole karne Benfiki i precyzyjnym strzałem przy słupku ustalił wynik rywalizacji na 2-1. Portugalczycy nie byli już w stanie zareagować.









