Lewandowski bezradny. Chicago straciło wielką szansę
Robert Lewandowski tym razem nie był dla rywali żadnym zagrożeniem. Polski napastnik spędził na murawie pełne 90 minut, ale zakończył spotkanie bez choćby jednego uderzenia w kierunku bramki Monterrey. Do tego zanotował 32 kontakty z piłką, z czego aż dziesięć zakończyło się stratą.
Chicago Fire miało podstawy, aby wierzyć w awans. Wcześniej drużyna przeszła przez fazę grupową bez większych kłopotów, pokonując kolejno: Necaxę, Santos Lagunę i Cruz Azul. W ćwierćfinale poprzeczka zawisła jednak znacznie wyżej.
REKLAMA | 18+ | Hazard może uzależniać | Graj legalnie
Meksykanie pierwszy cios zadali tuż przed przerwą. W doliczonym czasie gry po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Victor Guzman wykorzystał swoją szansę i głową skierował piłkę do siatki.
Chicago odpowiedziało po zmianie stron. Andrew Gutman w 59. minucie posłał płaskie podanie w pole karne, a Philip Zinckernagel uderzył bez przyjęcia, nie dając bramkarzowi większych szans.
Decydujący moment nastąpił siedem minut przed końcem regulaminowego czasu. Lewandowski próbował napędzić akcję Chicago i skierował piłkę w pole karne, ale jego podanie zostało przecięte. Monterrey błyskawicznie ruszyło z kontratakiem, który efektownym strzałem wykończył Orbelin Pineda.
Tym samym dla reprezentanta Polski był to wieczór, o którym chciałby jak najszybciej zapomnieć. Chicago przegrało 1:2 i straciło możliwość walki o trofeum.
Monterrey – Chicago Fire 2:1 (1:0)
1:0 Guzman 45+4,’
1:1 Zinckernagel 59′
2:1 Pineda 83′









