EuroDziennik #4. Lekcja Sousy o Polakach, dziennikarzach i szacunku

Paulo Sousa
Paulo Sousa

Poległem. Nie umiem nie porównywać Paulo Sousy do Jerzego Brzęczka. Nie chciałem tego robić, ale przecież od zwolnienia byłego selekcjonera wcale nie minęło wiele czasu, a obrazki, którymi raczy nas nowy są tak skrajnie różne od poprzednika, że to wszystko aż prosi się o porównanie.

EuroDziennik to codzienny cykl tekstów z miejsca zdarzeń podczas mistrzostw Europy i przygotowań do nich. Zdjęcia, boki, podróże, stadiony. Nie zawsze o piłce, ale z piłką w tle. Codziennie przed południem.

Na początek trzeba pewną rzecz odkłamać, bo czytając wczoraj komentarze w Internecie, miałem wrażenie, że byłem na nieco innym spotkaniu z selekcjonerem, niż w wizji ludzi z Twittera. Poczęstunek, na jaki zostali zaproszeni dziennikarze, to żadna ogromna zastawa pozwalająca się najeść do syta, a szereg drobnostek bardziej przypominających ofertę przystawek niż dań głównych. Żaden dziennikarz nie przyszedł wczoraj do biura prasowego, by się najeść, zresztą nawet nie wszyscy – w tym ja sam – skorzystali. No dobra, poza jednym piwem.

Dużo ważniejsze rzeczy działy się obok stołów, gdzie Paulo Sousa zaprosił nas do krótkiej, nieformalnej dyskusji. Czytam, że to zabieg czysto PR-owy. I pytam: a jakie to ma znaczenie? Wśród zarzutów do Jerzego Brzęczka było to, że nie ułożył sobie kontaktów z mediami, tak, by te pomagały mu budować atmosferę w kadrze. Narzekali na to wszyscy, ze Zbigniewem Bońkiem na czele. Jesienne spotkanie Brzęczka z grupą dziennikarzy miało być łamaniem lodów, na co selekcjoner i tak nie miał ochoty. Z jego strony było to podporządkowanie się woli przełożonego, a nie własna inicjatywa. Sousa idzie zupełnie inną drogą, bez względu czy to czysty PR, czy czysta ludzka fajność.

Czytaj poprzednie części EuroDziennika:

Spotkanie nie trwało długo, może 10-15 minut. Portugalczyk przedstawił cały sztab, a później mówił, co uważa o Polakach i o polskich dziennikarzach (choć to drugie przerodziło się w mówienie o dziennikarzach ogólnie). Podczas, gdy Brzęczek stworzył oblężoną twierdzę i w austriackich mediach żalił się, jak to jest źle w Polsce traktowany – swoją drogą przeinaczając fakty (“po przegranej spadła na nas niewyobrażalna i niezrozumiała krytyka” – była normalna, kadra zagrała katastrofalnie i tak też została oceniona; “krytyka była częściowo poniżej pasa” – on naprawdę wierzył, że powodem była diastema i pochodzenie), Sousa mówi tak: “Krytykowanie jest częścią waszej pracy. Kiedy przegrywamy jest zupełnie inaczej niż gdy wygrywamy. Główną rzeczą jest zachowanie szacunku w sposobie, w jaki krytykujecie. To dla mnie kluczowe. Ja zawsze staram się zrozumieć innych, bo to dobra droga, by zrozumieć samego siebie”.

Zresztą pozostałą część wypowiedzi Paulo Sousy warto przytoczyć.

– (Polacy) są zawsze zorganizowani. Zresztą wszystko jest tu zorganizowane – drogi, infrastruktura, wszystko rośnie. Jesteście takimi ludźmi, że gdy jest możliwość się rozwijać, to się rozwijacie. Cechuje was jedność, siła, jestem naprawdę szczęśliwy.

– A polscy dziennikarze? Co o nich pan uważa?

– Ja rozumiem proces. Normalnie jestem osobą z bardzo wysokim poczuciem sprawiedliwości. Kiedy brakuje szacunku – i nie mówię tu tylko o polskich dziennikarzach, a generalnie o wszystkich – kiedy brakuje szacunku to w praktyce źle traktuję waszą pracę. Praca to część procesu: zawodników, sztabu, dziennikarzy. To nie tylko biznes, to coś znacznie więcej. Być zaangażowanym w futbol to coś naprawdę specjalnego. Dlaczego ja to mówię? Dla mnie piłka jest tym, co dało mi wszystko. Dobre warunki ekonomiczne dla mnie i rodziny, dla moich przyjaciół, także dla społeczności, którą wspieram, by obserwować, jak się rozwija. Gdy mam mówić o was, jesteście częścią tego procesu, ponieważ opinie, jakie otrzymuje od was większość ludzi, stają się tym, co przeczytają i co zaczną widzieć. Możecie poprowadzić ludzi w dowolnym kierunku, jakiego zapragniecie. To wymaga zmysłu odpowiedzialności. Ja jako lider mam podobnie w stosunku, do ludzi, z którymi pracuję. To jest wasza praca. Zawsze zwracam uwagę, że każdy kij ma dwa końce.

Jest różnica z poprzednikiem, prawda? I kompletnie mnie nie interesuje, czy to PR. Jerzemu Brzęczkowi przecież nikt nie bronił robić PR-u, jeśli miałoby mu to pomóc.

Z całej wypowiedzi Sousy najważniejszym – obok mówienia o szacunku – jest fragment o rozumieniu się nawzajem. Daje do myślenia. Nie żyjemy w świecie idealnym i wkrótce Sousa da powody, by go skrytykować, może nawet już dał (brak powołania dla Sebastiana Szymańskiego). Natomiast przynajmniej potrafił przekonać, że zanim zacznie się bicie w niego jak w bęben, warto się zastanowić, czy jego decyzje faktycznie nie miały sensu na żadnej płaszczyźnie.

Komentarze