Sousa kupił polskich piłkarzy. Pogłoski nie były przesadzone

Paulo Sousa
Paulo Sousa fot. Grzegorz Wajda

Jest taka scena w filmie „Niekochani” o reprezentacji Jerzego Brzęczka, w której selekcjoner próbuje zmotywować swoich piłkarzy. – Jak jechaliśmy do Włoch, to wszyscy pier*****i, że nas ku**a zeżrą. Paulo Sousa na podobnym etapie mówi o pracy, wierze i odpowiedzialności.  A jego piłkarze przekonują, że wzbudza żar, nie pożary.

  • Paulo Sousa uchodzi za doskonałego motywatora. Sprawdziliśmy, jak wygląda to w praktyce
  • Piłkarze są póki co zachwyceni Portugalczykiem
  • Przemowy selekcjonera stały się elementem, który – jak sami zapewniają polscy piłkarze – zdecydowanie wpływa na nastawienie podczas gry

To nie ma być tekst, którego założeniem jest deprecjonowanie Jerzego Brzęczka, bo każdy trener ma prawo obrać kierunek według własnego uznania. Ten Brzęczka nie sprawił, że drużyna miała trudności z awansem na Euro 2020. Ale warto się zastanowić, czy to właśnie stąpanie taką ścieżką nie sprawiło, że w pewnym momencie natrafił na mur, którego Zbigniew Boniek nie pozwolił mu już kruszyć.

Mistrz motywacji

Przeglądając artykuły, które ukazały się zaraz po zatrudnieniu Sousy, łatwo dojść do wniosku, że jest jeden wspólny mianownik – właściwie wszędzie można było przeczytać, że Portugalczyk jest znakomitym motywatorem. Nie brało się to z opinii polskich dziennikarzy, którzy w znakomitej większości nigdy nie obcowali z nowym selekcjonerem, a ze słów ich rozmówców doskonale znających warsztat Sousy.

Piłka nożna jest najbardziej losowym ze sportów drużynowych. Zwłaszcza, gdy mówimy o pojedynczym meczu, w którym przypadek wpływa na wynik w kilkunastu, niekiedy pewnie nawet w kilkudziesięciu procentach. Ale im więcej meczów danej drużyny weźmiemy pod lupę, tym bardziej jego rola będzie marginalizowana. Wtedy składowe wszystkich wyników rozłożą się nieco inaczej. Wpływać na nie będą przede wszystkim umiejętności piłkarzy, dalej plan taktyczny (najlepsi trenerzy potrafią te rzeczy zamienić kolejnością), kwestie motywacyjne i w jakimś stopniu atmosfera. Indywidualnych możliwości naszych zawodników jesteśmy mniej więcej świadomi, na ocenę planu taktycznego przyjdzie jeszcze pora, więc warto przyjrzeć się temu, co miało być najmocniejszą cechą Sousy. O jego zdolności motywacyjne podpytaliśmy polskich bramkarzy.

Łukasz Fabiański: – Widać, że jest osobą, która jest przede wszystkim doświadczona i potrafi wzbudzić w nas żar. To nie jest tylko kwestia, że potrafi nas bardzo fajnie zmotywować przed meczem, ale przekazać informacje w taki sposób, że to do nas trafia. To rzecz, która cechuje dobrego trenera.

Wojciech Szczęsny: – Jest dużo większy luz, jeśli chodzi o atmosferę i ogromna intensywność, gdy jesteśmy na boisku. Paulo Sousie udało się znaleźć balans pomiędzy budowaniem zespołu, gdy jest czas wolny, a wymaganiem od niego, gdy jest praca. To daje duże nadzieje na turniej.

Szczęsny na własnej skórze przekonał się, czym jest intensywność pracy o Paulo Sousy. Swój ostatni mecz w sezonie rozgrywał w niedzielę późnym wieczorem na wyjeździe. Poprosił z tego powodu o wolny poniedziałek, który miał być pierwszym dniem zgrupowania reprezentacji. – I tak nie będę trenował, to po co mam przyjeżdżać – rzucił do selekcjonera. Ale nie było taryfy ulgowej. Nie tylko przyjechał w poniedziałek, ale i trenował na najwyższych obrotach.

Co mówi Sousa

Paulo Sousa wciąż jest świeżakiem na ławce reprezentacji, co pozwala nam do przyłożenia jego słów do tych, jakimi na podobnym etapie pracy motywował drużynę jego poprzednik. Wyciągnęliśmy kilka przykładów, które publikujemy bez komentarza.

– Federacja zrobiła dla nas wiele znakomitych rzeczy. Dlatego pamiętajcie, by każdy z was odpowiednio do tego podchodził. By okazać szacunek tym, których tu nie ma. Pamiętając, że zdecydowaliśmy się wybrać na ten turniej was, miejsce ten szacunek. To naprawdę ważne. Od pierwszego meczu musimy wyjść naprawdę przekonani, wykazujący dużą odpowiedzialność. To kluczowe, by się wznieść.

– Jesteśmy dobrą drużyną, ale to nie wystarczy. Wiemy, że są też inne zespoły, które prawdopodobnie mają więcej jakości. Ale my mamy dwie kluczowe rzeczy, które mogą działać na naszą korzyść. Musimy osiągnąć wysoki poziom przygotowania fizycznego, każdy z nas. Popracujemy nad tym. Oraz przekonanie. Jestem pewien panowie, szczególnie w drużynie narodowej dla każdego zawodnika wygrać coś dla waszego kraju to coś naprawdę wyjątkowego. Dlatego pamiętajcie, byście zrobili wszystko, żeby to osiągnąć.

– Potrzebujemy jedności, potrzebujemy zaufania. Musimy wszyscy – także ci, którzy nie będą bezpośrednio zaangażowani – pozostawać częścią tego procesu. Wysyłać wszystkim tę energię.

Rozmowy o piłce

Jest coś jeszcze, co rzuca się w oczy. Paulo Sousa uwielbia rozmawiać o piłce. Ale są to rozmowy na poziomie, do którego nie przywykliśmy. Jeśli ktoś oczekuje dynamiki w jego wypowiedziach, trafiającej do mas mowy-trawy, zawiedzie się. Portugalczyk nie uznaje prostych odpowiedzi, czego przykład mamy ostatnio na każdej jego konferencji prasowej. Od momentu tej pierwszej, gdy wyraźnie uciekał od konkretów, częstuje nas kawałem wiedzy o futbolu.

Jeśli ktoś go pyta, czy bierze pod uwagę grę Bartosza Bereszyńskiego na lewej stronie obrony, nie otrzyma prostego tak lub nie, a pięciominutowy wykład zwieńczony odpowiedzią właściwą. Jeśli dziennikarze proszą o opinię po meczu, zaraz usłyszą poszerzoną analizę taktyczną z zaawansowaną oceną każdej formacji.

Co z tymi procentami

Paulo Sousę jako selekcjonera zweryfikuje przede wszystkim plan taktyczny i jego reakcje na wydarzenia boiskowe. Po pierwszych meczach możemy powiedzieć, że o ile zawsze miał plan B, o tyle plan A nie wyglądał najlepiej. Nawet w meczu z Rosją – wbrew powszechnej opinii – bliżej doskonałości była druga połowa, w której Polacy właściwie nie stworzyli bezpośredniego zagrożenia bramki. Ale Rosjanie także nie, a jeśli ktoś kontrolował wydarzenia na boisku, byli to właśnie Biało-czerwoni. Gra częściej toczyła się na połowie gości, w przeciwieństwie do pierwszej części gry, w której mieliśmy i gola, i poprzeczkę, ale nie unikaliśmy desperackiego wykopywania piłki pod pressingiem we własnym polu karnym.

I to – czy Sousa zacznie trafiać z planem A – na dziś nie wiemy. Natomiast jeśli odpowiedź będzie pozytywna, możemy być dobrej myśli na Euro. O pozostałe procenty przekładające się na wynik – motywację i atmosferę – selekcjoner już bez wątpienia zadbał.

Komentarze