Uderzenie w Bayern czy uatrakcyjnienie ligi? Co kombinują Niemcy?

Oliver Kahn i Uli Hoeness
Pressfocus Na zdjęciu: Oliver Kahn i Uli Hoeness

W życiu pewne są trzy rzeczy: podatki, śmierć i mistrzostwo Niemiec dla Bayernu Monachium. Na obowiązkowe świadczenie pieniężne wykorzystywane na potrzeby realizacji zadań publicznych oraz kres życia człowieka nie ma rady, ale z regularnymi triumfami Bawarczyków w Bundeslidze, nasi zachodni sąsiedzi chcą zrobić w końcu porządek.

  • Bayern Monachium od dziewięciu sezonów nie schodzi z mistrzowskiego tronu
  • W sezonie 2021/2022 także pewnie zmierza po mistrzowską paterę
  • Niemcy mają już tego dosyć, dlatego planują zmiany w regulaminie, które mają ukrócić bawarskie rządy w Bundeslidze

I tak Bayern mistrzem

25, 19, 10, 10, 15, 21, 2, 13, 13 – to nie wyniki najbliższego losowania totolotka, a przewaga Bayernu Monachium nad rywalami w lidze niemieckiej w ostatnich dziewięciu sezonach. Każdy przypadkowy przechodzień nad Renem, z pewnością jest w stanie wymienić bardziej ekscytujące rozrywki, aniżeli oglądanie Bundesligi (no chyba, że jest kibicem monachijczyków). Jak widać, tylko w sezonie 2018/2019 walka o paterę Deutsche Meister była naprawdę zacięta i pasjonującą. Borussia Dortmund przewodziła w lidze łącznie przez 21 kolejek. Cóż z tego jednak, skoro z siedmiu ostatnich gier, nie wygrała trzech (przegrywając m.in. z FCB aż 0:5), przez co tytuł pozostał w Monachium.

Nic nie zapowiada również, że w bieżących rozgrywkach mistrzostwo Niemiec powędruje gdzie indziej. Robert Lewandowski i spółka co prawda przegrali już cztery mecze, w tym dwa w rundzie wiosennej, ale w dalszym ciągu mają sześć oczek przewagi nad BVB. Znamienne były słowa Joshuy Kimmicha po sensacyjnej porażce Bayernu z VfL Bochum 2:4: – To był nasz najgorszy występ w tym sezonie. Na szczęście wciąż mamy nad rywalami dużą przewagę. Parafrazując zatem Dominika Furmana, cokolwiek by się w Niemczech nie działo, i tak Bayern mistrzem.

Idea odkładana do lamusa

Z niecierpliwością czekam na stawienie czoła obecnym i przyszłym wyzwaniom, jakie stoją przed Bundesligą – powiedziała tuż przed objęciem funkcji prezesa DFL (Niemieckiej Ligi Piłkarskiej), Donata Hopfen. 45-latka, która wcześniej była dyrektorem zarządzającym “Bilda”, na tym stanowisku zastąpiła Christiana Seiferta, którego 17-letnia kadencja była pasmem wielu sukcesów. Uczynił z ligi naszych zachodnich sąsiadów prężnie działającą korporację, uzdrowił jej finanse, ale przede wszystkim, we wzorowy sposób przeprowadził przez okres pandemii. Bundesliga była pierwszymi z największych europejskich lig, która wznowiła swoje rozgrywki i była przykładem do naśladowania dla całego piłkarskiego świata. Hopfen też chciałaby przejść do historii niemieckiego futbolu jako wizjonerka, stąd też gdy nad Renem coraz głośniej zaczęto przebąkiwać o wprowadzeniu play-offów w lidze niemieckiej, powiedziała: – Nie ma dla mnie tematów tabu. Jeśli to może uatrakcyjnić Bundesligę, możemy o tym porozmawiać.

Przeczytaj również: Bayern odpalił dopiero w końcówce. Lewandowski z dubletem [WIDEO]

Dodajmy, że sam pomysł wprowadzenia play-offów dla najlepszej czwórki po zakończeniu sezonu zasadniczego, nie jest nowy. Już 15 lat temu postulował go Wolfgang Holzhauser, dyrektor zarządzający Bayeru Leverkusen, który przed restrukturyzacją DFL, przez chwilę był jej prezydentem. – Można zrobić coś dobrego dla futbolu dzięki play-offom. Dzięki nim liga posiadałaby większy potencjał marketingowy, dający dodatkowe dochody dla wszystkich klubów, a przede wszystkim więcej emocji w walce o tytuł – podkreślał w 2007 r. w rozmowie z portalem SPOX.com. A przypomnijmy, że nie były to wówczas smutne czasy dla Bundesligi. Na początku XXI wieku, poza Bayernem, mistrzostwo Niemiec zdobywały bowiem również Borussia Dortmund, Werder Brema czy VfB Stuttgart. W tamtym czasie bardziej chodziło o zwiększającą się przepaść między klubami angielskimi i hiszpańskimi, a niemieckich w europejskich pucharach. Ta koncepcja trafiła jednak w próżnię.

Po paru latach, koncepcję play-offów ponownie ożywił dyrektor sportowy Stuttgartu, Michael Reschke. Od razu został jednak spacyfikowany przez Uli Hoenessa. – Według sprytnego pomysłu pana Resche, należy po prostu zmienić zasady, żeby inni mogli nadążyć za liderem i być znów konkurencyjni. Tak nie może być, byłoby to niesprawiedliwe – stwierdził prezydent Bayernu i idea znów została odłożona do lamusa. Aż do teraz.

Kahn kontra Hoeness

Liga byłaby oczywiście bardziej atrakcyjna, gdyby na szczycie była większa rywalizacja. Jeśli play-offy nam w tym pomogą, porozmawiajmy o play-offach – powiedziała pani prezes, w jednym z pierwszych wywiadów na łamach “Bilda”, od nowa rozpoczynając dyskusję o zmianie w regulaminie. Tym razem jej przebieg był jednak zgoła odmienny.

Największym orędownikiem dodatkowych meczów o mistrzostwo Niemiec okazał się… Bayern Monachium. – Uważam, że myślenie o nowej formule ligi jest bardzo ekscytujące. Format z półfinałami i finałami jest bardzo ciekawy. W Monachium jesteśmy otwarci na nowe pomysły – powiedział nowy prezes Bawarczyków, w rozmowie z “Kickerem”. Z innych miast nie słychać było jednak równie entuzjastycznych głosów.

Sebastian Schindzielorz (VfL Bochum): Rozumiemy piłkę nożną jako grę ludzi i taką powinna pozostać.

Christian Streich (SC Freiburg): Myślę, że ten, kto zdobędzie najwięcej punktów po 34 meczach, również powinien zostać mistrzem. Uważam, że mistrzostwa w obecnym kształcie są najsprawiedliwsze i najbardziej znaczące. Ale nie zawsze najbardziej ekscytujące.

Rudi Voeller (Bayer Leverkusen): – To całkowicie złe podejście, jestem temu przeciwny.

Jedynie Hans-Joachim Watzke stwierdził, że nie można nikomu zakazać myśleć i próbować zmieniać systemu rozgrywek, biorąc pod uwagę aktualną sytuację w lidze niemieckiej. Zaznaczył jednak, że sam jest zadecydowanym przeciwnikiem play-offów.

Przeczytaj również: Hoeness narzeka na… brak tarć w Bayernie

Najzacieklejszym ich wrogiem cały czas pozostaje jednak Hoeness, który z Kahnem starł się o nowy system w programie “Talk aus dem Hangar-7” na antenie stacji Servus TV. – Uważam ten pomysł za śmieszny. W Bundeslidze wygrywa ten, kto jest najlepszy po 34 kolejkach. Nowy system nie miałby na celu uatrakcyjnienia rozgrywek, a jedynie uderzenie w Bayern. Nowa dyrektor dzień i noc zastanawia się, jak przełamać dominację Bawarczyków. W żadnej silnej lidze, takiej jak angielska czy hiszpańska nie ma play-offów – stwierdził mistrz Europy 1972 i mistrz świata 1974.

Nowa generacja otwarta na zmiany

Dlaczego akurat Kahn lobbuje za zmianą regulaminu, zwłaszcza w sytuacji, gdy jego klub może stracić mistrzostwo Niemiec w ciągu 90 minut? W Bundeslidze do głosu dochodzi nowe pokolenie działaczy, którzy jeszcze niedawno byli czynnymi piłkarzami. To nie tylko “Oli” w Bayernie, ale również Sebastian Kehl (Borussia Dortmund) czy Simon Rolfes (Bayer Leverkusen), którzy w swoich klubach pełnią funkcje dyrektorów sportowych. – Po prostu trzeba mieć odwagę, żeby spróbować czegoś nowego. Musimy przynajmniej spróbować sprawić, żeby losy mistrzostwa Niemiec rozstrzygały się w maju, a nie w październiku – skomentował “odkurzenie” swojego pomysłu Holzhäuser. Podkreślił również, że Kahn w swojej pracy nie otacza się byłymi kolegami z boiska, a analitykami i ekonomistami. Ci o futbolu mają nikłe pojęcie, ale doskonale wiedzą jak na nim zarabiać. – Bayern również uznał, że w końcu nadszedł czas, aby pomyśleć o zmianach. W przeciwnym razie niemiecki futbol będzie na drodze do międzynarodowej drugiej ligi – dodał.

Krytycy wprowadzenia play-offów zdają sobie jednak doskonale sprawę, że, parafrazując Taco Hemingwaya, coś im nie gra w tej Bundeslidze. Uważają jednak, że sama zmiana systemu rozgrywek nie wystarczy, aby przepaść między Bayernem a resztą stawki się zmniejszyła. “Liga niemiecka nie potrzebuje chirurgii kosmetycznej. Problemu nudy na szczycie nie da się rozwiązać poprzez play-offy lub podzielone sezony. W chwili obecnej bardziej powinniśmy się zająć równym podziałem przychodów z transmisji i pieniędzy z Ligi Mistrzów” – napisał redaktor naczelny “Kickera”, Jorg Jakob.

Przeczytaj również: Kahn zastąpi Rummenigge w Bayernie

W tym sezonie, 31-krotni mistrzowie Niemiec z tytułu praw telewizyjnych otrzymają 88 mln euro. Do tego dojdą profity z Ligi Mistrzów (ok. 125 mln euro), a także kwoty wynikające z umów sponsorskich (jak np. z Qatar Airways). Na przeciwnym biegunie jest trio beniaminków (Arminia Bielefeld, Greuther Fürth i VfL Bochum), które dostanie ok. 35 mln euro. Zmiana sposobu finansowania klubów była zresztą już poruszana na początku pandemii, kiedy stało się jasnym, że kluby stracą przychody z dnia meczowego. Nie udało się jednak dojść do porozumienia, a kluby dalej były stratne. Samemu Bayernowi, grającemu w grudniu 2021 r. trzy mecze bez udziału publiczności, koło nosa przeszło 12 mln euro.

Sytuacja jest więc patowa, a cierpi na tym Bundesliga, bez wątpienia w ostatniej dekadzie, najbardziej przewidywalna z lig top 5 w Europie. “Domniemana walka o tytuł śmierdzi nudą, bo rywale w ogóle, a Borussia Dortmund w szczególności, non stop się potykają” – napisał na łamach portalu sport1.de, Pit Gottschalk.

Tydzień z futbolem

A jak w ogóle te krytykowane przez ekspertów, play-offy miałyby wyglądać. Holzhäuser chciałby je zorganizować na wzór turnieju Ligi Mistrzów w ekstraordynaryjnym sezonie 2019/2020. Trzy mecze (albo pięć, w zależności od tego, czy odbywałyby się również rewanże), rozegrano by w ciągu tygodnia w jednym mieście, a cały event miałby się nazywać roboczo “Tydzień z futbolem”. Holzhäuser podkreśla jak zbawienny wpływ miałoby to na poziom Bundesligi. Obecnie, po 23. kolejkach dziesiąty w tabeli Eintracht Frankfurt ma sześć punktów starty do czwartego RB Lipsk. W nowym systemie, można by powiedzieć, że frankfurtczycy są tylko sześć “oczek” od mistrzostwa Niemiec, bo przecież kwalifikując się do play-offów, mogliby je zdobyć. Zmiana regulaminu sprawiałby bowiem, że nawet jeśli Bayern tradycyjnie odskakiwałby już po kilku seriach gier rywalom, aż do finału play-offów, nie mógłby być pewnym tytułu. – To byłoby najlepsze rozwiązanie dla pozostałych 17 uczestników – podkreśla Holzhäuser.

Przeczytaj również: Kryzysowe zebranie zarządu BVB po klęsce w Lidze Europy

Konserwatywni dziś Niemcy, tak podkreślający na każdym kroku stałość rozgrywek, ewidentnie zapominają, że podobna dyskusja toczyła się już u nich w latach 50., kiedy legendarny selekcjoner RFN, Sepp Herberger psioczył na futbolowe zacofanie Niemiec Zachodnich. – Jeśli chcemy pozostać konkurencyjni na arenie międzynarodowej, musimy podnieść nasze oczekiwania na poziomie krajowym – twierdził szkoleniowiec mistrzów świata 1954. Po zakończeniu II wojny światowej, do 1951 r. mistrza RFN wyłaniano w rywalizacji pucharowej, zaś w latach 1951-1963 walczono w dwóch grupach, których zwycięzcy spotykali się w wielkim finale. Dla porównania, w NRD już w 1950 r. utworzono ligę centralną.

Dopiero porażka Niemiec Zachodnich w ¼ finału MŚ 1962 z Jugosławią (0:1) była czynnikiem, który przyspieszył pracę nad powstaniem Bundesligi. – Kiedy Sepp Herberger chciał, by Bundesliga została wprowadzona ponad 60 lat temu, cała piłka nożna w Niemczech była temu przeciwna. A dziś nikt już tego nie kwestionuje – kończy Holzhäuser, głęboko wierząc, że i tym razem historia się powtórzy.

Komentarze