Doktorat po miesiącu. Co powiedziały władze Wisły?

Właściciele Wisły Kraków
PressFocus Na zdjęciu: Właściciele Wisły Kraków

Właściciele Wisły Kraków oraz członkowie zarządu kazali czekać miesiąc na konferencję prasową, z której miało wynikać, co dalej z klubem oraz co doprowadziło go do obecnej sytuacji. Poświęcili na spotkanie z dziennikarzami dokładnie 107 minut, podczas których w kilku zdaniach można streścić to, czego nie wiedzieliśmy po meczu z Wartą Poznań.

  • Na konferencji władz Wisły Kraków trzeba było mocno się skupić, by wyłowić konkretne informacje
  • Najważniejsza z nich to zwiększenie kompetencji Jerzego Brzęczka
  • Start sezonu I ligi 15-17 lipca

Co z tym doktoratem?

Niedługo po spadku Wisły do I ligi Jarosław Królewski dziennikarskie wywody na temat przyczyn degradacji nazwał ironicznie doktoratami. Zalecił, by ich nie czytać, nie oglądać, nie zwracać uwagi. Paradoksalne jest to, że miesiąc później usłyszeliśmy, iż powodem znalezienia się na zapleczu elity były błędy popełnione przy wyborze piłkarzy (za dużo obcokrajowców, za mało jakości z ich strony, brak charakteru), zbyt późno znalezione zastępstwo za Yawa Yeboaha czy Aschrafa El Mahdiouiego albo wyniki poniżej oczekiwań osiągane przez Jerzego Brzęczka. Zatem w doktoracie władz Wisły można było znaleźć te same wnioski.

Jakub Błaszczykowski zapytany przez nas o to, co miał na myśli mówiąc w przemówieniu do kibiców (przy okazji meczu z Wartą Poznań), że “zj**ał”, powielił to, co wyżej, dodając jedynie kilka zdań o swojej kontuzji, która wykluczyła go z gry. Jako o powodzie wywodu sprzed miesiąca.

Dobrze ukryte konkrety

Jeśli chodzi o konkrety, było ich bardzo niewiele. Najważniejszym – Jerzy Brzęczek będzie odpowiedzialny za dokonywanie transferów, sam będzie wybierał piłkarzy pasujących do jego zespołu oraz uczestniczył w negocjacjach. Za jedną czwartą pensji, jaką pobierał w Ekstraklasie. Konkretem mogła być też informacja o dymisji Dawida Błaszczykowskiego (prezes) oraz Macieja Bałazińskiego (wiceprezes), ale słowach, że podali się do dymisji, nastąpiła kontra Tomasza Jażdżyńskiego. – Z naszego przekonania wynikało, że drastyczne zmiany na czołowych stanowiskach w tym momencie nie byłyby dobre. Poprosiliśmy zarząd, by swojej decyzji nie wdrażał. Rozmowy trwały bardzo długo, w tym samym czasie oczywiście pracowaliśmy, i ostatecznie udało nam się przekonać zarząd, że natychmiastowa dymisja nie jest dobrym pomysłem. Dawid zgodził się zostać co najmniej do końca okienka transferowego, dzięki czemu nasze szanse na stworzenie rozsądnie wyglądającej drużyny, są większe. Po tym okresie usiądziemy i strategicznie porozmawiamy w większym gronie o tym, jak struktury Wisły Kraków będą wyglądały w przyszłych latach. To jednomyślna opinia całej Rady Nadzorczej Wisły – powiedział jeden ze współwłaścicieli.

Budżet? Będzie mniejszy. Kadra? Cały czas jest budowana. Obniżenie wynagrodzeń piłkarzy? Nie możemy zdradzić konkretów. Cel na najbliższy sezon? Jak u Małysza, dwa równe skoki – czyli zwycięstwa w kolejnych meczach, bez określenia celu ogólnego. Misja ratowania klubu? Przypomniana. Zmiany właścicielskie? Nie będzie przynajmniej do momentu wpłynięcia konkretnej oferty. Póki co taka nie wpłynęła. Wnioski z poprzedniego sezonu? Wyciągnięte.

Spóźnione decyzje

Dawid Błaszczykowski w słowach otwierających konferencję: – Jest to bardzo trudny czas dla Wisły Kraków, jej zarządu i kibiców. Wiemy, że zawiedliśmy na najważniejszym obszarze funkcjonowania – sportu. Jesteśmy w kryzysie. Troszeczkę innym niż w 2019 roku. Musimy nauczyć się innych realiów, jakie panują po spadku. Wiązaliśmy z tamtym sezonem duże nadzieje. Transfery, których dokonaliśmy, były w waszej ocenie dobrymi. Początek sezonu, czyli mecz z Zagłębiem pokazał, że optymizm jest. Każdy kolejny mecz pokazywał coś zupełnie innego. Biorąc pod uwagę tę pierwszą rundę, gdzie mieliśmy serię 12 meczów, w których zdobyliśmy 7 punktów. Nie było widać progresu, drużyna nie rozwijała się ani jako zespół, ani indywidualnie. Było mało gry ofensywnej, strzelaliśmy mało bramek. Mecz z Niecieczą zatarł nam sytuację, jaka była. Wierzyliśmy, że będziemy mogli wejść na poziom, na którym da się zdobywać punkty w Ekstraklasie. Po przegranej z Rakowem Częstochowa, przyszedł mecz ze Stalą Mielec, który wyglądał fatalnie pod każdym względem. Nie oddaliśmy nawet strzału na bramkę, więc podjęliśmy decyzję o zmianie trenera. Gdybyśmy wykonali ten ruch wcześniej, może byłoby inaczej. Trener Brzęczek miałby do dyspozycji okres przygotowawczy. W okolicznościach, jakie się zdarzyły, trener nie spełnił zadania i krytyka jest uzasadniona. Widać było poprawę, ale sytuacje nie przekładały się na bramki. Ten progres sprawił, że podjęliśmy decyzję, że trener Brzęczek dostanie szanse od nas na poprowadzenie drużyny w I lidze.

I dalej: – Wyciągnęliśmy wnioski, które chcemy przełożyć na najbliższe miesiące. Została zachwiana równowaga między Polakami a obcokrajowcami, co przekładało się na charakter w sytuacji kryzysowej. Gdy przyszła presja, nie było liderów ani na boisku, ani w szatni. Istotnym czynnikiem była strata Kuby i Alana Urygi na początku sezonu. Zabrakło ich w kluczowych momentach sezonu, jak na przykład w Radomiu, gdy prowadziliśmy 2:0, a po golu na 2:1 przestaliśmy grać. Istotna jest też strata Yawa i Aschrafa, dla których zbyt późno znaleźliśmy zastępstwo. Zawodnicy, którzy do nas dołączyli, czy to w lato, czy to w zimę, zdecydowanie nie sprzedali swoich umiejętności. Nie dali jakości drużynie.

Jeśli kibice Wisły liczyli, że uda się wlać nieco optymizmu, zawiedli się. Ten trzeba budować – co zresztą też padło – na poczuciu, że przez trzy lata władzom Wisły udało się zdobyć na tyle dużo doświadczenia, by ten projekt odpalił. Lub – jak powiedział Jakub Błaszczykowski – Wisła wciąż się rozwijała.

Komentarze