Lech, Węgrzy i Pogoń w grze
Kilka dni temu informowaliśmy, że Lech Poznań oficjalnie wszedł do gry w sprawie Afimico Pululu. Poznański klub wysłał oficjalną ofertę do Jagiellonii, choć nie był jedynym zainteresowanym tym piłkarzem. Jeszcze wcześniej, co sygnalizowaliśmy na naszych łamach, starania o tego gracza podjął węgierski Ferencvaros. To jednak nie wszystko.
Goal.pl informował także, że propozycję transferu złożyła też Pogoń Szczecin. Zarówno prezes Ziemowit Deptuła, jak i dyrektor sportowy Łukasz Masłowski potwierdzili wszystkie nasze informacje, przyznając, że wspomniane wyżej kluby złożyły propozycje pozyskania Pululu.
Jeśli transfer, to poza Polskę
Następnie Deptuła poinformował, że Jagiellonia odrzuciła wszystkie oferty za tego piłkarza. W teorii nie musiało to oznaczać, że temat jest zamknięty. Bo jednak docierały do nas sygnały, że jeżeli miałoby dojść do transferu, to napastnik Jagiellonii wolałby zmianę ligi niż transfer wewnątrz Ekstraklasy.
Zresztą, to za granicą proponowano mu wyższe zarobki, a Jagiellonia jest bardzo blisko sprowadzenia jego zastępcy/następcy. To sugerowało, że wciąż nie można być pewnym pozostania króla strzelców Ligi Konferencji UEFA.
Natomiast… Z naszych najnowszych informacji wynika, że Pululu jest zdecydowany zostać w Jagiellonii! Plan ma być taki, że napastnik DR Kongo wypełnia kontrakt i odchodzi po zakończeniu sezonu jako wolny zawodnik. Oczywiście, Jagiellonia (i słusznie) zabiega o to, aby Pululu przedłużył kontrakt, ale to wydaje się trudne do zrealizowania.
Wygra Jagiellonia, wygra Ekstraklasa
Nawet jeśli jednak do tego przedłużenia nie dojdzie, to pozostanie tego gracza jest świetną informacją dla klubu z Podlasia. I szczerze mówiąc, dla Ekstraklasy też.
Z jednej strony ktoś powie, że to oczywiste, bo Pululu ma ważny kontrakt, więc „łaski nie robi”. Ale z drugiej zarówno na polskim, jak i zagranicznym podwórku dużo było ostatnio przykładów, gdzie zawodnik wymuszał odejście. W przypadku Pululu na nic takiego się nie zanosi. Niby normalne, ale warte docenienia.