Arkadiusz Reca: To był ciężki okres. Z kadry wypadłem dzień przed powołaniem

Arkadiusz Reca
PressFocus Na zdjęciu: Arkadiusz Reca

– Gdy wyleczyłem kontuzję mięśnia, zachorowałem na COVID. Na dziesięć dni wylądowałem na kwarantannie, a po powrocie do treningów znów złapałem podobny uraz. Być może mięśnie były jeszcze osłabione przez wirusa? – mówi w rozmowie z Goal.pl Arkadiusz Reca, który po wielu miesiącach przerwy wrócił do regularnej gry.

·       Lewy obrońca reprezentacji Polski i Spezii czekał blisko siedem miesięcy, by ponownie wybiec na boisko w podstawowym składzie

·       W rozmowie z nami Reca mówi też o walce o powrót do reprezentacji. – Obecnie nie mam kontaktu z trenerem Sousą, ale jeśli będę regularnie i dobrze grał w klubie, pewnie jest szansa, bym wystąpił w barażach – twierdzi

·       Piłkarz Spezii mówi też, jak przebiegał u niego koronawirus. – Pierwszego dnia leżałem w łóżku z wysoką gorączką. Wszystko mnie bolało

Powrót po wielu miesiącach

Jak się czujesz na boisku po tak długiej przerwie? Nic ci nie przeszkadza w grze?

To był bardzo ciężki okres, ale cieszę się, że jest on już za mną. Wróciłem do pełnej dyspozycji i tego, że mogę znów zacząć grać. W ostatnich miesiącach skumulowało się kilka rzeczy, bo wcześniej miałem problem z kolanem, a jesienią z mięśniem czworogłowym. Wyleczyłem go, już wracałem do treningu, a uraz się odnowił. Postanowiłem polecieć do Polski i tym razem wyleczyć się na 100 proc. To się udało, bo po powrocie do zespołu od razu wskoczyłem do pełnego treningu.

Faktycznie w tym roku kontuzja goniła u ciebie kontuzję. Domyślam się, że mentalnie trudno było to znieść.

Było to bardzo frustrujące, denerwujące, że cały czas coś się działo. Do tego długo trwało, zanim podpisałem kontrakt z drużyną, przez co ominęły mnie przygotowania na obozie, choć z tego, co wiem, on generalnie nie przebiegł według planu – pół drużyny wylądowało na kwarantannie. Cały czas trenowałem indywidualnie, później pojawiły się te kontuzje… Nie było to łatwe, zwłaszcza że cały czas patrzyłem na sytuację w tabeli i dla Spezii nie jest ona najlepsza. Nie ukrywam, że denerwowałem się będąc gdzieś z boku, że nie mogę wejść i pomóc. Naprawdę cieszę się, że wreszcie jestem zdrowy.

Czyli to, że zszedłeś już po pierwszej połowie w meczu z Interem nie jest spowodowane żadnym nowym urazem, tylko decyzją trenera?

Tak, choć nie wynikała ona z przebiegu meczu. Dzień wcześniej rozmawiałem z trenerem i już wtedy powiedział mi, że ja i Kelvin (Amian – przyp. red.) zagramy po 45 minut.

Wiemy, że po koronawirusie zawodnicy miewają problem ze złapaniem odpowiedniego rytmu, część z nich narzeka na szybsze zmęczenie. Jak to wygląda u ciebie?

U mnie to było tak, że złapałem COVID zaraz po tym, jak wróciłem do treningu po wyleczeniu mięśnia czworogłowego. Siedziałem 10 dni na kwarantannie i jak wyzdrowiałem, niemal natychmiast znów doznałem kontuzji tego mięśnia. Być może było tak, że mięśnie były osłabione przez wirusa? Potem nie odczuwałem jakoś skutków choroby, choć faktycznie przez moment było mi ciężko na treningach. Ale nie sądzę, że to przez COVID, a przez to, że miałem w ostatnim czasie dużo mniej jednostek niż chłopaki. Jeszcze trochę czasu potrzebuję, by nadrobić siłę i dynamikę, ale będzie już tylko lepiej. Dziś czuję się już dobrze.

Koronawirusa przeszedłeś łagodnie, czy bywało trudno?

Pierwszego dnia leżałem w łóżku z wysoką gorączką. Wszystko mnie bolało. Ale następnego dnia była już wyraźna poprawa, więc powiedziałbym, że COVID minął dość łagodnie.

Gra na innej pozycji

Czy gra od pierwszej minuty z Bolonią i Interem to już taki sygnał, że w Spezii staniesz się podstawowym lewym obrońcą?

Nie mnie o tym decydować, ale w treningach czuję się dobrze i jestem nastawiony na walkę o podstawowy skład.

Thiago Motta ustawia Spezię w taktyce z czwórką obrońców. Jak tobie gra się w tym ustawieniu pamiętając, że we Włoszech głównie biegałeś na wahadle i miałeś dużo zadań ofensywnych, a teraz jakby mniej.

Na pewno grając czwórką z tyłu jestem mniej zaangażowany w ofensywę, ale trener mnie zna. Wie, jaki mam styl, na jakiej pozycji grałem w poprzednich sezonach. Rozmawiamy o tym, wiem, że chce, by po mojej stronie było więcej akcji ofensywnych. To się wiąże z tym, by była asekuracja, gdy podłączę się do ataku. Na razie – licząc z wejściem z ławki z Udinese – zagrałem trzy mecze. Z czasem te schematy będą lepiej wyglądały i będę widoczny i z przodu, i z tyłu.

Przeciwko Interowi debiutował Jakub Kiwior. Nie było łatwo, spowodował karnego. Jak szatnia zareagowała na jego występ?

Bardzo pozytywnie. Debiut na San Siro to nie byle co. Według szatni zagrał bardzo przyzwoicie. Zagranie ręką było dość pechowe, nikt go nie obwinia. Trener był zadowolony, bo grając z takim przeciwnikiem swój pierwszy mecz w Serie A, Kuba bardzo dobrze się pokazał.

Co dalej z reprezentacją?

Jak wyglądają twoje kontakty z Paulo Sousą?

Obecnie nie mam żadnego kontaktu. Wcześniej dostałem od asystenta trenera pytanie jak się czuję, ale w ostatnim czasie była cisza. Ja na pewno po to trenuję i gram, by znaleźć się ponownie w kadrze. Bardzo chcę do niej wrócić. Myśl o powołaniu mnie motywuje, chcę spełniać swoje marzenia. To nie był łatwy okres, gdy za każdym razem coś przeszkadzało mi w grze w reprezentacji. Zdarzyło się tak, że zostałem powołany, a dzień wcześniej doznałem urazu.

Masz wewnętrzne przeczucie, że mimo straty tylu miesięcy, wciąż masz szansę na pierwszy skład na baraże? Wiemy, jak wygląda nasza sytuacja na lewej stronie…

Pewnie jeśli będę zdrowy, będę grał regularnie w klubie i prezentował się dobrze, to są takie szanse. Czemu nie?

Bardzo przeżyłeś kontuzję na przełomie kwietnia i maja, która wyeliminowała cię z Euro?

Bardzo chciałem jechać na ten turniej, nie będę ukrywał – miałem słabszy moment. Ale za rok jest kolejna impreza. Mam nadzieję, że Polska awansuje, a ja zrobię wszystko, by móc tam zagrać i pomóc reprezentacji.

Apropos tej imprezy. Śledziłeś losowanie barażów?

Tak. I myślę, że trafiliśmy dobrze, choć wiadomo, że gdziekolwiek byśmy nie trafili, nie byłoby łatwo. Możemy się tylko cieszyć, że nie trafiliśmy do tej trzeciej ścieżki…

Czyli z Włochami i Portugalią. Jak Włosi zareagowali na to losowanie? Byli wściekli, że nie załatwili sprawy wcześniej, gdy mieli wszystko jak na tacy?

Rozmawialiśmy w szatni dzień po losowaniu. I powiem szczerze, że nie było tak, by ktoś mówił „ale będzie ciężko”. Włosi są świadomi swojej siły, tego, jak dobrą mają drużynę. Oni wciąż czują się faworytami do awansu.

Komentarze