Niespodziewany spokój. Transfery gigantów La Ligi

Gracze Atletico Madryt
Gracze Atletico Madryt PressFocus

Atletico, Real Madryt i Sevilla snują mocarstwowe plany, ale ich ruchy transferowe – jeśli w ogóle do nich dochodzi – póki co można określić w najlepszym przypadku jako skromne. Nieco lepiej wygląda to w Barcelonie, choć ta boryka się z ogromnymi problemami finansowymi, przez co nawet zarejestrowanie pozyskanych graczy może okazać się kłopotliwe. Nie oznacza to jednak, że do końca okienka nie dojdzie do większych ruchów w obrębie największych hiszpańskich zespołów.

  • Giganci La Ligi są, póki co, bardzo nieśmiali w trakcie letniego okna transferowego
  • Atletico jest przekonane o sile swojej kadry, Real Madryt wciąż liczy na bombę w postaci Kyliana Mbappe, a Sevilla poluje na okazje
  • Barcelona wykonała póki co najwięcej ruchów – zarówno w kontekście kupna, jak i sprzedaży – ale przed nią wciąż pozostaje też najwięcej pracy nad zbilansowaniem kulejących finansów

Spokój godny mistrza

Podczas, gdy o ruchach – lub ich braku – w wykonaniu Barcelony i Realu Madryt rozpisują się krajowe media, w Atletico panuje względny spokój. Świeżo mianowany mistrz kraju zdaje sobie sprawę z potencjału kadrowego, jak również posiadania zbilansowanego składu, wymagającego jedynie kilku usprawnień. Póki co Los Colchoneros zapewnili sobie przedłużenie kontraktu z Diego Simeone, sprowadzenie za darmo brazylijskiego skrzydłowego Marcosa Paulo, a także niezwykle istotny transfer Rodrigo De Paula. Zdobywca Copa America ma odciążyć w kreacji Koke i wziąć na siebie odpowiedzialność za zabezpieczenie środka pola, choć z pewnością odciśnie też swoje piętno w kreacji. Na dalsze ruchy mistrza trzeba poczekać. By mogli kogokolwiek zakontraktować, konieczne jest odejście Saula Nigueza. Bez tego Atletico naruszyłoby limit płac, a Javier Tebas nie zgodziłby się na zarejestrowanie nowych zawodników.

Dlatego też Rojiblancos z chęcią przyjęli propozycję Barcelony w sprawie wymiany. W jej ramach Saul trafiłby na Camp Nou, a do Atletico powróciłby Antoine Griezmann. W ten sposób mistrzowie upiekliby dwie pieczenie na jednym ogniu; pozbyliby się gracza, który i tak nosi się z odejściem i wzmocnili najbardziej kulejącą formację. Nie ulega bowiem wątpliwości, że sam Luis Suarez i Joao Felix to za mało do obsady pierwszej linii klubu chcącego walczyć o największe trofea. Na razie wydaje się, że temat wspomnianej wymiany upadł, ale Liverpool i Manchester United z chęcią sprowadziłyby do siebie Saula. Niewykluczone też, że z Wanda Metropolitano pożegna się Kieran Trippier, którego do powrotu do Anglii kuszą właśnie Czerwone Diabły. Według niedawnych doniesień ten transfer jest bardzo blisko i może być ogłoszony jeszcze w lipcu. Wówczas Los Colchoneros będą musieli poszukać również topowego prawego defensora, który zapewni podobny poziom, co Anglik.

Real Madryt w dobrej formie finansowej, kadrowej – niekoniecznie

Możemy chyba powiedzieć, że pod względem kształtowania kadry na najbliższy sezon w zespole Królewskich panuje chaos. Według ostatniego raportu finansowego Los Blancos zamknęli ostatni sezon z zyskiem 200 milionów euro, co uznać należy za wielki sukces.

Tyle tylko, że ostatni gotówkowy transfer przeprowadzili dwa lata temu, co w przypadku tak ogromnego klubu zakrawa o absurd. Zatrudnienie Carlo Ancelottiego wydaje się jednak logiczne. Włoch ma być w stanie wykształcić z obecnej kadry więcej niż zrobił to Zinedine Zidane. Do Królewskich dołączył za darmo David Alaba, a z wypożyczeń powracali, między innymi, Gareth Bale, Take Kubo czy Martin Odegaard. Nie rozwiązuje to jednak problemów, które objawiły się u Królewskich w ostatnich latach, zwłaszcza, że z zespołem pożegnał się już kapitan Sergio Ramos, a o krok od odejścia jest drugi w hierarchii stoper – Raphael Varane.

Gra va banque w sprawie Mbappe

Ambicje Florentino Pereza są jasne: zbiera on fundusze na sprowadzenie Kyliana Mbappe. Według wielu mediów dojdzie do tego prędzej (teraz) lub później (za rok). Jeżeli jednak w tym okienku Francuz nie trafi do Madrytu, fani wicemistrzów Hiszpanii mają prawo być wściekli. Obecna kadra nie wydaje się bowiem odpowiednio zbilansowana, by walczyć o czołowe trofea. Dobra wiosna w wykonaniu Nacho i Edera Militao nie sprawia, że zasypanie dziury po odejściu duetu Ramos-Varane – który dał klubowi trzy Ligi Mistrzów z rzędu – będzie bezbolesne. W dodatku wygląda na to, że ofensywa wciąż opierać się będzie na Karimie Benzemie, który od odejścia Cristiano Ronaldo niemal w pojedynkę ciągnie pierwszą linię Królewskich. Dobre momenty Viniciusa, Rodrygo czy Edena Hazarda to za mało, jak na klub tego pokroju.

Chyba, że Ancelotti wraz z powracającym do zespołu ekspertem od przygotowania fizycznego Antonio Pintusem, wyczynią prawdziwe piłkarskie cuda. Czytaj: doprowadzą do zdrowia i formy Hazarda, nauczą strzelać Viniciusa i przywrócą pewność siebie Luki Jovicia. Włoch to wybitny szkoleniowiec, ale póki co najgłośniej mówi się o tym, że chce on przywrócić do gry posadzonych przez Zidane’a na ławce weteranów: Marcelo czy Isco i to na nich oprzeć grę drużyny. Jeśli nie objawi się w tym geniusz szkoleniowca, o walkę w Lidze Mistrzów może być niezwykle ciężko.

Barcelona: dużo pracy wykonano, o wiele więcej przed klubem

W zespole Dumy Katalonii Joan Laporta zapowiadał rewolucję i widać to w obecnym oknie transferowym. Nawet jednak stary-nowy prezydent nie spodziewał się chyba, w jak opłakanym stanie przejmie on klub. Barcelona zapewniła sobie przybycie trzech wolnych agentów: Erica Garcii, Kuna Aguero i Memphisa Depaya. Zwłaszcza przekonanie do obniżenia swojej pensji w wykonaniu holenderskiej gwiazdy należy uznać za sukces. Do tego Blaugrana skorzystała z opcji wykupu Emersona z Betisu za 9 milionów euro, co powinno zwiększyć rywalizację na prawej obronie. Wszystkie te ruchy są przemyślane i potrzebne, ale i tak jest to zaledwie szczyt góry lodowej, w kierunku której przez lata naprowadzał klub zarząd Josepa Bartomeu.

Rzecz jasna, tematem numer jeden w kuluarach Barcelony jest nowy kontrakt Leo Messiego. Choć wciąż wydaje się, że Argentyńczyk przedłuży (odnowi?) swoją umowę z klubem, 34-latek od niemal trzech tygodni jest wolnym zawodnikiem. Javier Tebas podkreśla, że w obecnej formie finansowej Barcelony nie stać na zakontraktowanie gwiazdy. Messi ma ponoć zrzec się 50 procent swojej dotychczasowej pensji, co ma pokazać drogę innym graczom. Laporta negocjuje z weteranami znaczną obniżkę wynagrodzenia. Tylko w ten sposób Blaugrana może pozwolić sobie na zakontraktowanie nowych wzmocnień i dalsze ruchy na rynku transferowym.

Prezes La Ligi mówił wprost: Duma Katalonii może wydać zaledwie jedną czwartą tego, co zarobi. Laporta dwoi się i troi, sprzedając niegwarantujących odpowiedniego poziomu wychowanków bądź nawet oddając graczy za darmo, by zejść z ich pensji, ale to wciąż za mało. Barcelona musi pozbyć się obciążających klubowy budżet niepotrzebnych zawodników, takich jak Samuel Umtiti, Miralem Pjanić, Philippe Coutinho czy Martin Braithwaite. A chętnych do wzięcia na siebie ogromnych pensji nie widać.

Przy tym trzeba dodać, że Ronald Koeman wymaga od klubu kolejnych wzmocnień. Konkretnie trzech: obrońcy, pomocnika i napastnika. Przed Laportą i jego zarządem zaiste pracowite sześć tygodni.

Cierpliwość Monchiego

Największe ruchy Sevilli to póki co zakontraktowanie jednego bramkarza (Marko Dmitrovicia) i oddanie drugiego (Tomasa Vaclika). Obie transakcje były bezgotówkowe. Choć piłkarze andaluzyjskiego klubu zapowiadają, że chcą wreszcie powalczyć o “coś więcej” niż w zeszłym sezonie – co traktować należy jedynie jako ambicje mistrzowskie – to dotychczasowe transakcje raczej tego nie potwierdzają.

Julen Lopetegui godzi się z myślą, że odejście Luuka de Jonga do Turcji jest kwestią czasu. Inny napastnik, Rony Lopes, który ostatnio był wypożyczony do Nicei, również pożegna się z klubem. Przez to szkoleniowiec próbuje nowych rozwiązań. Na początku okresu przygotowawczego jego drużyna grała nawet bez napastnika, przygotowując się do takiej ewentualności w trakcie regularnego sezonu.

Niewykluczone bowiem, że z klubem pożegna się Youssef En-Nesyri. Marokańczyk w zeszłej kampanii wyrósł na gwiazdę ligi, której sprowadzeniem zainteresowane są liczne kluby Premier League. Co prawda jego rodak i klubowy kolega, Yassine Bono, zarzeka się, że En-Nesyri pozostanie w Sevilli, ale klub nie mógłby pozwolić sobie na odrzucenie lukratywnej oferty płynącej z Wysp. Niejasna jest też przyszłość Fernando. Weteran był kluczową postacią środka pola w zeszłym sezonie, a sam mówi, że stać go jeszcze na grę w elitarnym klubie. Jedyny kierunek, który rozważa, to powrót do Brazylii. W przypadku odejścia 34-latka, Monchiego czekałoby nie lada wyzwanie zastąpienia doświadczonego pivota.

W kwestii wzmocnień sam dyrektor sportowy pozostaje spokojny. Klub od lat dostosowuje się do realiów transferowych i zwyczajnie wykorzystuje nadarzające się okazje. Było tak w przypadku powrotu Ivana Rakiticia, jak również transferu skłóconego z trenerem Atalanty Papu Gomeza. Dla Los Nervionenses najważniejsze wydaje się, że pomimo wielu ofert w La Lidze pozostać chce gwiazda drużyny, Jules Kounde. Jeżeli on, jak i inne kluczowe postacie pokroju En-Nesyriego, pozostaną na Estadio Sanchez Pizjuan, liczne transfery do klubu nie będą konieczne.

Komentarze