Ku chwale ojczyzny – dlaczego Gareth Bale nie błyszcząc w Realu Madryt, nigdy nie zawodził w reprezentacji Walii?

Gareth Bale
Pressfocus Na zdjęciu: Gareth Bale

Żaden piłkarz na świecie w ostatnim czasie nie miał tak ambiwalentnego stosunku do gry w swoim klubie, jak Gareth Bale w Realu Madryt. Jednocześnie, gdy tylko przywdziewał narodowe barwy Walii, wstępowały niego nowe siły i nowy duch.

  • W niedzielę, reprezentacja Walii zmierzy się z Ukrainą w finale baraży o MŚ 2022
  • Fani Smoków liczą, że Garteh Bale poprowadzi ich kadrę na pierwszy od 64 lat mundial
  • W narodowych barwach Bale nigdy nie zawodził, co było powodem wściekłości i frustracji kibiców Realu Madryt

Walijski pasożyt

Tuż przed marcowym El Clasico, Gareth Bale z powodu bólu pleców, zgłosił niedyspozycje sztabowi szkoleniowemu Realu Madryt. A przecież z powodu kontuzji z Blaugraną nie mógł zagrać również Karim Benzema, zatem Walijczyk miałby duże szanse, aby w końcu pojawić się na boisku. Królewscy polegli niespodziewanie 0:4, a eksperci analizując przyczyny klęski, wskazali na brak jakiegokolwiek zagrożenia ze strony skrzydłowych.

Cztery dni później, Walia pokonała Austrię 2:1 w ½ finału baraży o udział na MŚ 2022 na Millenium Stadium w Cardiff. Niekwestionowanym bohaterem tego spotkania był właśnie Bale, który zdobył obie bramki dla Smoków, w tym jedną po fenomenalnie wykonanym rzucie wolnym. – Był dziś niesamowity – nie krył uznania dla klubowego kolegi, obrońca Austriaków, David Alaba. W Walii zapanowała euforia, bo The Dragons zrobili wielki krok w kierunku awansu na mundial, na którym nie grali od 1958 r. W Madrycie z kolei zawrzało.

Osiadł w Realu Madryt, gdzie wysysa krew (i euro) swojego gospodarza, nie dając nic w zamian. W przeciwieństwie do pchły, wszy czy pluskwy, pasożyt Bale nie powoduje żadnych chorób. Po prostu śmieje się z tej upokarzającej ceremonii” – napisał w „Marce”, Manuel Julia. Tomas Roncero na łamach „Asa” z kolei dodał: „Zeszłej nocy zmartwychwstał, jak waleczne serce kraju Smoka i popisał się kapitalnym występem. Real Madryt byłby z niego dumny, gdyby nie fakt, że wcześniej opuścił drużynę, tłumacząc się fałszywą kontuzją pleców”.

Adresat nie zamieszał się odnosić do tych słów. W rozmowie ze Sky Sports stwierdził tylko, że nie musi nic nikomu udowadniać. Później wydał jednak oświadczenie, w którym ubolewał nad poziomem dziennikarstwa w Hiszpanii. I znów wygodnie rozsiadł się na ławce rezerwowych, bo od czasu boju z Austrią wystąpił w ledwie dwóch meczach Los Blancos: pierwszym starciu z Chelsea FC w ¼ finału Ligi Mistrzów (4 minuty) oraz w spotkaniu 31. kolejki La Liga z Getafe CF (16 minut). Oba mecze odbyły się na początku kwietnia. W kolejnych 11 potyczkach, aż do końca sezonu 2021/2022, Carlo Ancelotti nie zdecydował się już skorzystać z jego usług, mimo faktu, że Real mistrzostwo Hiszpanii zapewnił sobie już w 34. serii gier.

Przeczytaj również: Bale pożegnał się z Realem Madryt

Wejście smoka, wyjście po angielsku

Parafrazując zatem pytanie pewnego kelnera, zadane swego czasu Georgowi Bestowi – panie Bale, kiedy to się wszystko spieprzyło?  Na Santiago Bernabeu pojawił się latem 2013, po długich walkach o zgodę na transferem z prezesem Tottenham Hotspur, Danielem Levym. I w zespole ze stolicy Hiszpanii zaliczył prawdziwe, nomen omen, wejście smoka.

Sezon 2013/2014 – 22 gole i 19 asyst w 44 meczach, triumf w Lidze Mistrzów i Pucharze Hiszpanii

Sezon 2014/2015 – 17 goli i 12 asyst w 48 meczach, zwycięstwo w Superpucharze Europy i Klubowych Mistrzostwach Świata

Sezon 2015/2016 – 19 goli i 14 asyst w 31 meczach, ponowna wygrana Champions League

W trzecim roku występów przy Concha Espina 102-krotny reprezentant Walii zaczął mieć jednak permanentne problemy ze zdrowiem. Z powodu problemów z mięśniami i łydkami, w rozgrywkach 15/16 opuścił aż 20 meczów Los Merengues. W kampanii 2016/2017 pauzował już w 31 grach, a oprócz wyżej wspomnianych urazów, zmagał się też z kontuzją stawu skokowego. O tym, że kruche zdrowie nie musi być przeszkodą w osiąganiu sukcesów, pokazał sezon 2017/2018. Bale znów co prawda nie miał 100% frekwencji (16 razy nie był do dyspozycji Zinedine`a Zidane`a), mimo to zdołał w 39 meczach strzelić aż 21 goli, co było jego drugim najlepszym strzeleckim wynikiem w królewskich barwach. Dwie z tych bramek zdobył w pamiętnym finale Ligi Mistrzów z Liverpool FC w Kijowie.

Kolejne lata wciąż stały pod znakiem ciągłych wizyt u klubowych lekarzy, ale także i spadkiem w zespołowej hierarchii.  Na rok Bale został wypożyczony do Tottenhamu, ale nawet w Londynie, mimo całkiem przyzwoitych statystyk (16 goli i 3 asysty w 34 meczach), nie chciano się z nim związać na dłużej. Wrócił więc na swój ostatni sezon do Madrytu, by w spokoju doczekać końca kontraktu. Niejako przy okazji, bo jego wkład w ten sukces był symboliczny (2 mecze, z PSG i Chelsea, w których łącznie na murawie spędził siedem minut), po raz piąty w karierze wygrał Ligę Mistrzów. Tym samym, wespół z Karimem Benzemą, Danim Carvajalem, Casemiro, Isco, Tonim Kroosem, Marcelo, Luką Modriciem i Nacho jest rekordzistą w liczbie triumfów w Champions League.

Przeczytaj również: Szokujący pomysł agenta Garetha Bale’a

Piramida potrzeb

Pamiętam jak wygwizdywany był Ronaldo, jak w początkowym okresie gry krytykowano Cristiano Ronaldo. To już taki klub, w którym nieważne co osiągnąłeś, jak grasz słabo kibice zawsze ci to wypomną – skomentował swego czasu sytuację Bale`a w Madrycie, Ryan Giggs. Stali bywalcy Santiago Bernabeu wychodzą bowiem z założenia, że za zasługi, to co najwyżej leży się na Powązkach (choć w przypadku Hiszpanów to może bardziej na Cmentarzu Almudena, największej nekropolii Madrytu). Im częściej pauzował i mniej dawał zespołowi jakości, tym bardziej irytował madryckich fanów. I nikogo nie obchodziło, że był ojcem zwycięstw z FC Barcelona w finale Pucharu Króla w 2014 r. czy też z Liverpool FC w finale Ligi Mistrzów w 2018 r. Samego piłkarza strasznie irytował więc fakt, że mimo tak okazałego dorobku w białej koszulce, po każdym powrocie do gry po kontuzji, musiał udowadniać, że zasługuje w ogóle na występy w Realu.

Jednocześnie, stołeczna prasa, również poirytowana jego wątłym zdrowiem zaczęła wyciągać liczne brudy na światło dzienne, mające świadczyć o tym, że Bale ma w głębokim poważnie grę dla Królewskich. Wytykano mu brak znajomości języka hiszpańskiego, niechęć do wieczornych wyjść całym zespołem. Thibaut Courtois zakpił sobie nawet publicznie, że Walijczyk wyżej ceni golfa, aniżeli partnerów z zespołu. Faktycznie bowiem, tym sportem skrzydłowy był zawsze bardziej pochłonięty aniżeli piłką nożną. Wielokrotnie zdarzało się też, że kontuzjowany Bale, zamiast śledzić grę Los Blancos z wysokości trybun, w czasie ich meczów był akurat przy szóstym dołku.

To samo zresztą swego czasu zarzucił mu były gwiazdor Królewskich, Predrag Mijatović. To on jako pierwszy powiedział, że dla Bale`a w pierwszej kolejności liczą się golf i reprezentacja Walii, a dopiero na szarym końcu tej piramidy potrzeb jest Real. Jeden z walijskich fanów, gdy Smoki rozgrywały decydujący o awansie do finałów EURO 2020 mecz z Węgrami, przygotował nawet specjalną flagę z napisem: „Walia, golf, Madryt. W tej kolejności”. Gdy więc Walijczycy pokonali Madziarów 2:0, zapewniając sobie drugi z rzędu awans na mistrzostwa Starego Kontynentu, świętujący piłkarze pożyczyli flagę od pomysłowego fana i wymachiwali ją na murawie. Prym wiódł w tym oczywiście Bale. W Hiszpanii znów zawrzało.

Bez szacunku. Zły. Niewdzięczny. W tej kolejności” – napisała „Marca” krytykując Walijczyka za brak jakiegokolwiek szacunku do Królewskich. Bale`a bronił reprezentacyjny kolega, James Lawrence, który tak przedstawił genezę tego nietypowego świętowania. – Ktoś z nas zobaczył ten sztandar na trybunach, zatem wziął go na boisku i za chwilę wszyscy się za nim znaleźliśmy. To nie było zaplanowane, wyszło zupełnie spontanicznie. Wszyscy uznaliśmy ten slogan za niezwykle zabawny, łącznie z Garethem – wyznał ówczesny obrońca RSC Anderlecht w rozmowie z goal.com. Dla kibiców Realu były to jednak tylko i wyłącznie tanie usprawiedliwienia.

Przeczytaj również: Ancelotti: Gareth Bale jest częścią historii tego klubu

Bale pisze historię

Zmasowana krytyka ze strony mediów i kibiców sprawiła, że Bale, jak wyznał swoim kolegom, nie jest w stanie dać z siebie w Hiszpanii 100% możliwości. Inaczej wygląda sytuacja w Walii, gdzie od lat ma status bohatera narodowego. W drużynie The Dragons zadebiutował w 2006 r. jako 16-latek, w towarzyskiej grze z Trynidadem i Tobago. Na murawie pojawił się w 65. minucie, a w 87. minucie asystował przy zwycięskim trafieniu Roberta Ernshawa. – Nawet nie miałem czasu się denerwować – wspominał niedawno premierowy występ w kadrze w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”. Od tego czasu w drużynie narodowej rozegrał jeszcze 101 spotkań i strzelił 38 goli. Cześciej od Bale`a narodowe barwy przywdziewał jedynie Chris Gunter (106 meczów). Skrzydłowy nie ma za to sobie równych w klasyfikacji najskuteczniejszych strzelców walijskiej kadry.

W przypadku 32-latka nie chodzi jednak tylko o sam futbol. Rola Bale`a w kadrze daleko bowiem wykracza poza boisko. Najlepszym tego przykładem były pamiętne finały EURO 2016, gdzie Walia doszła aż do półfinału. To właśnie Bale, po awansie na turniej we Francji upomniał się o większe premie dla kadrowiczów. Bardziej jednak niż o sobie, myślał o kolegach, grających w mniej znanych i biedniejszych klubach. On też zainicjował wspólne wyjście do restauracji po porażce z Anglią 1:2 w drugim meczu ME, która pod znakiem zapytania postawiła awans Walijczyków do fazy pucharowej. Chwila oddechu okazała się zbawienna dla zespołu dowodzonego wtedy przez Chrisa Colemana, bo Smoki w ostatnim starciu fazy grupowej rozbiły Rosję 3:0 i wygrały rywalizację w grupie B. W 1/8 finału, w kolejnym bratobójczym boju, Walijczycy wyeliminowali Irlandię Północną 1:0, zaś w 1/4 finału sensacyjnie pokonali faworyzowaną Belgię, rozgrywając jeden z najlepszych meczów w swojej 140-letniej historii. Ich marsz zatrzymała dopiero w 1/2 finału Portugalia, późniejszy mistrz Europy.

Bale jest niesamowity. Jednak dnia wygrywa Ligę Mistrzów, a drugiego przyjeżdża na zgrupowanie kadry i zachowuje się jak gdyby nigdy nic – przyznał w rozmowie z „The Athletic”, Ashley Williams. Sky Sports z kolei pisał, że Bale tworzy momenty, które walijski naród zapamięta na długo. I tak faktycznie jest. W przeciwieństwie do innych wybitnych graczy rodem z Walii, a więc Ryana Giggsa, Marka Hughesa czy Iana Rusha, Bale`owi było dane grać z narodową kadrą na wielkich turniejach. Na ME Smoki były już dwukrotnie, za każdym razem wychodząc z grupy, teraz marzy im się powrót na mundial po raz pierwszy od 64 lat.

Mamy wielu graczy, którzy nie grają regularnie w swoich klubach. Czy to godło Walii na ich piersi sprawia, że w kadrze ​​tak podnoszą poziom swojej gry? Tak zapewne jest. Gra dla Walii to zaszczyt i każdy chodziłby po potłuczonym szkle, aby tylko dostać się do tego zespołu – stwierdza selekcjoner Robert Page.

Przeczytaj również: Bale kuszony wielką kasą przez klub z MLS

Komentarze