West Ham are massive, nikt już nie ma złudzeń

Premier League
PressFocus Na zdjęciu: Premier League

West Ham are massive. Domyślacie się jakiego słowa brakuje w tej kwestii, więc je pominę. Nie domyślacie się? No to proszę, co mi szkodzi. West Ham are f****** massive. Obok wyczynów Młotów nie da się przejść obojętnie. Nawet jeżeli jesteś kibicem Liverpoolu, który stoi po stronie Jurgena Kloppa i wraz z nim próbujesz usprawiedliwić porażkę The Reds, musisz przyznać, że to, co robią londyńczycy zasługuje na uznanie. Aktualnie w Premier League funkcjonujemy pod dyktando podopiecznych Davida Moyesa.

Czytaj dalej…

  • West Ham przekroczył kolejną granicę – Młoty pokonały Liverpool i wyprzedzili The Reds w tabeli Premier League
  • Gdzie jest sufit drużyny Moyesa? Takie pojęcie nie istnieje w słowniku ekipy z London Stadium – jeżeli WHU utrzyma aktualną dyspozycję, może bić się z największymi jak równy z równym
  • Jeżeli po przegranym meczu na wyróżnienie zasługuje jedynie bramkarz pokonanej drużyny, reszta piłkarzy zagrała tak źle, że nie warto o nich pisać – David de Gea może powiedzieć coś więcej na temat takiej sytuacji
  • Nie minęła nawet połowa listopada, a każda ekipa w Premier League ma na koncie przynajmniej jedną porażkę
  • Aston Villa przegrała piąty mecz z rzędu, co kosztowało posadę Deana Smitha. Klub z Birmingham w obecnych rozgrywkach prezentuje się zdecydowanie poniżej poziomu, do którego nas przyzwyczaił
  • Trzech z sześciu – tylko połowa reprezentantów Polski pojawiła się na murawie w 11. kolejce angielskiej ekstraklasy

Młoty wojny na wszystkich frontach

West Ham rozegrał siedem meczów w ciągu 22 dni i pokonał Everton, Genk, Tottenham, Manchester City, Aston Villę i Liverpool. Młoty mają za sobą tylko dwie porażki na 20 rozegranych spotkań we wszystkich rozgrywkach od początku maja. Najlepsza drużyna Anglii? Tabeli nie da się zakłamać w żaden sposób. Na czele stawki plasuje się Chelsea, która na dodatek niemal pół roku temu triumfowała w Lidze Mistrzów. Jednak to ich lokalni rywale w tym roku poczynili największy postęp, czego najlepszym dowodem jest to, że obie ekipy dzielą tylko trzy oczka.

Nad wynikami w poprzednim sezonie nie ma już co się rozwodzić. Młoty zakończyły rozgrywki w czołówce i awansowały do europejskich pucharów, które – jak to bywa w przypadku polskich drużyn i klubów spoza wielkiej czwórki Premier League – nie okazały się pocałunkiem śmierci. Dopiero w czwartej serii gier WHU stracił punkty. Wcześniej wygrał z Dynamem, Rapidem Wiedeń i Genkiem, z którym podzielił się punktami w poprzednim tygodniu. Aż do rewanżowego starcia z Belgami Alphonse Areola, który zastępuje Łukasza Fabiańskiego w meczach poza angielską ekstraklasą, nie musiał sięgać do własnej siatki.

Sufit nie istnieje, mur został rozbity

West Ham nie ma najlepszych piłkarzy, najszerszej kadry, największego budżetu ani renomy, którą mogą pochwalić się kluby pokroju City, Chelsea czy Liverpoolu. Nie ma też trenera, o którym możemy powiedzieć, za jest specjalista równy Tuchelowi, Kloppowi czy Conte. Właściwie nic nie wskazuje na to, by Młoty mogły mówić o sobie jako drużynie z top four czy nawet top six. Jednak o aktualnej pozycji i pozycji na koniec sezonu nie decyduje budżet (chociaż bardzo pomaga), renoma (spójrzcie na United czy Arsenal), dokonania szkoleniowca (vide Ancelotti w Evertonie) ani to, ile gwiazd widnieje w składzie (kolejny rzut oka na Old Trafford). Ciągle mamy to szczęście, że o wynikach rozstrzyga poziom sportowy, jaki prezentuje zespół, niezależnie od wielkości nazwisk. Wprawdzie na ligowym Olimpie najczęściej spotykamy gigantów, jednak i dla tych mniejszych jest miejsce. Jeżeli swego czasu Leicester potrafił wspiąć się na sam szczyt, czemu WHU miałby tego nie dokonać?

To Moyes stworzył Rice’a i Johnsona. To Moyes sprawił, że Antonio, Fornals i Cresswell grają na miarę swoich możliwości. Ten Moyes, który kompletnie nie odnalazł się w czerwonej części Manchesteru, chociaż został namaszczony przez samego Alexa Fergusona. Szkot po prostu nie pasuje do klubów, w których presja wręcz nie pozwala normalnie funkcjonować. Oczywiście 58-latek w przyszłości może przejąć stery jednego z tych największych, jednak dla West Hamu będzie lepiej, jeżeli zostanie tutaj jak najdłużej. Gdzie jest sufit Młotów Moyesa? Pokuszę się o stwierdzenie, że w przypadku tej ekipy nie istnieją żadne ograniczenia. Wszystkie granice, bariery i mury, jakie dotychczas spotkali na swojej drodze Antonio i spółka, rozbili w pył.

Rozczarowanie kolejki: Aston Villa

Matty Cash dwoił się i troił, jednak sam meczu nie wygra. Reprezentant Polski był wyjątkowo aktywny (lub aktywny jak zawsze) w starciu z Southampton, ale na niewiele się to zdało – The Villans musieli uznać wyższość Świętych. Znamienne jest to, że gospodarze starcia na St. Mary’s zdobyli jedyną bramkę tego spotkania już w 3. minucie i przez 95 kolejnych skutecznie odpierali nieskuteczne ataki rywali. The Villans przegrali piąty mecz z rzędu, co kosztowało posadę Deana Smitha. Włodarze AV postanowili użyć najbardziej popularnej sztuczki, czyli efektu nowej miotły. Z jednej strony szkoda, że Smith nie dostał szansy na wyjście z kryzysu, Z drugiej – pozycja, którą Aston Villa zajmuje po 11. kolejkach nie napawa optymizmem. Dwa punkty przewagi nad strefą spadkową, 20 straconych goli i zaledwie trzy oczka uzyskane w delegacjach – klub z Birmingham w obecnych rozgrywkach prezentuje się zdecydowanie poniżej poziomu, do którego nas przyzwyczaił.

Bohater nieoczywisty: David de Gea

Jeżeli po przegranym meczu na wyróżnienie zasługuje jedynie bramkarz pokonanej drużyny, to najprawdopodobniej reszta piłkarzy zagrała tak źle, że nie warto o nich pisać. Dokładnie taka sytuacja spotkała Manchester United i Davida de Geę. Czerwone Diabły w żenującym stylu poległy na Old Trafford i tylko dzięki fenomenalnym interwencjom Hiszpana wynik starcia z City zamknął się na dwóch golach. Golkiper gospodarzy musiał bronić nie tylko uderzenia przeciwników, ale także “strzały” własnych obrońców. Zapewne mógł zachować się lepiej przy drugiej bramce, jednak i tak jego występ należy ocenić pozytywnie. Gdyby nie 31-latek, Obywatele cieszyliby się zdecydowanie bardziej okazałym zwycięstwem.

Wydarzenie kolejki: pierwsza porażka Liverpoolu w sezonie

Już po 11 seriach gier wiadomo, że nikt nie powtórzy wyczynu Arsenalu i słynnych The Invicibles – nie minęła nawet połowa listopada, a każda ekipa w Premier League ma na koncie przynajmniej jedną porażkę. W niedzielę na London Stadium zakończyła się piękna seria Liverpoolu. W spotkaniu kończącym zmagania ostatniej kolejki przed przerwą na mecze reprezentacji The Reds musieli uznać wyższość West Hamu. Tym samym podopieczni Jurgena Kloppa zaliczyli pierwszą przegraną w lidze od 7 marca tego roku i starcia z Fulham.

Polacy w Premier League

  • Łukasz Fabiański (West Ham) – 90 minut i zwycięstwo w starciu z Liverpoolem (3:2), trzy obronione strzały
  • Przemysław Płacheta (Norwich) – ławka rezerwowych w pojedynku z Brentfordem (2:1)
  • Jakub Moder (Brighton) – nie podniósł się z ławki w zremisowanym (1:1) meczu z Newcastle
  • Jan Bednarek (Southampton) – 90 minut w wygranym 1:0 spotkaniu z Aston Villą
  • Mateusz Klich (Leeds) – ławka rezerwowych w rywalizacji z Leicester (1:1)
  • Matty Cash (Aston Villa) – 90 minut w potyczce z Southampton

Komentarze