Jak to jest zwolnić trenera, dobrze?

Nuno Espirito Santo
PressFocus Na zdjęciu: Nuno Espirito Santo

A, wie pan, moim zdaniem to nie ma tak, że dobrze albo że niedobrze. Roszady na stanowiskach szkoleniowców w angielskiej ekstraklasie to naprawdę ciężki kawałek chleba. Czy powinniśmy pożegnać tego pana już teraz? Poczekać? Pozwolić mu na “mecz ostatniej szansy”? A może należy dać tę szansę komuś innemu? Tylko komu? I właśnie o tych skomplikowanych procesach opowiada dziesiąta kolejka zmagań Premier League.

  • Nuno Espirito Santo jest trzecim trenerem klubu z Premier League, który został zwolniony w tym sezonie
  • Co łączy tych, którzy już nie pracują na angielskich boiskach? Niewiele, żeby nie powiedzieć, że nic
  • Tottenham postanowił oddać swój los w ręce rywali – ten plan nie przyniósł niczego dobrego
  • “To najlepsza obrona, jaką widziałem od lat”. Aaron Ramsdale zaliczył fenomenalny występ w starciu z Leicester
  • Debiut Przemysława Płachety w meczu z Leeds jest niezwykle ważne w kontekście reprezentacji Polski i przyszłości 23-latka na Carrow Road

Wszystko zaczęło się na Vicarage Road

Jako pierwszy w boju poległ Xisco. Zaskoczenie? Zerowe. W końcu Hiszpan pracował na Vicarage Road, a kto tam pracuje, ten doskonale wie, z czym to się wiąże. Nie ma Xisco, jest Ranieri. Wyniki raczej drastycznie się nie zmienią, zadziałała magia nazwiska i paszport. Szlakiem przetartym przez menedżera Watfordu podążył Steve Bruce. W tej sytuacji można zadać sobie pytanie, jak długo doświadczony szkoleniowiec wytrzymałby na stanowisku gdy nie zmiana właścicieli. Być może kredyt zaufania rozciągnąłby się kilka kolejnych spotkań, jednak dyspozycja Srok raczej nie napawała optymizmem i prędzej niż później Bruce zakończyłby przygodę z St. James’ Park. Trzecią ofiarą niesatysfakcjonujących wyników okazał się Nuno Espirito Santo, który wczoraj otrzymał wypowiedzenie.

Jak to jest zwolnić trenera? To nie ma tak, że dobrze, albo że niedobrze. Niektórzy są “niezwalnialni”. Przykład? Danie Farke. Na Carrow Road znają swoje miejsce w szeregu – Norwich balansuje pomiędzy Championship a Premier League i nic nie wskazuje na to, by nastąpiła jakakolwiek stabilizacja. Kanarki są zbyt dobre na zaplecze ekstraklasy i zbyt słabe na najwyższy szczebel. W tym sezonie zapewne spadną, w kolejnym wrócą. Po co zmieniać trenera, skoro drużyny i tak nie stać na więcej? Farke ma jedno zadanie – awansować. Kiedyś ktoś zapewne stwierdzi, że Norwich jednak może zrobić coś ponad stan i Niemiec pożegna się z posadą, ale na razie się na to nie zanosi.

Niewłaściwa osoba w niewłaściwym miejscu i w niewłaściwym czasie

Tematem Watfordu nie warto się zajmować – tak po prostu wygląda cud pracy na pod rządami rodziny Pozzo. O wiele bardziej interesujący jest przypadek NES i Spurs. Problemy zaczęły się już w momencie angażu Portugalczyka. Tottenham (łamane przez Daniel Levy) chce zwycięstw, trofeów i przyzwoitego stylu gry, co w domyśle oznaczało rewolucję, a Nuno Espirito Santo niestety nie mógł zapewnić, że zdoła radykalnie odmienić sytuację londyńczyków. Właściwie to od samego początku było wiadomo, że nic z tego nie będzie. Trzy zwycięstwa po 1:0 mogły stworzyć złudny obraz Spurs pod wodzą Nuno. Przeciętny obserwator zapewne stwierdził, że Tottenham w portugalskim wydaniu ma w sobie coś z Juventusu Maxa Allegriego, tymczasem wytrawny analityk nie pozwolił się omamić powierzchownym sukcesom i zarzucał stołecznej ekipie minimalizm, który w żadnym wypadku nie był zamierzony.

Nuno w Londynie wytrzymał dziesięć spotkań. A właściwie to nie on wytrzymał, a z nim wytrzymano. Portugalczyk zrobił sobie krzywdę, przyjmując propozycję ze stolicy i zrobiono mu krzywdę, zatrudniając go w tym miejscu. NES na Tottenham Hotspur Stadium zastąpił Antonio Conte, który być może coś wygra, a na pewno po sezonie lub dwóch obrazi się na cały świat i zostanie zwolniony. Daniel Levy pragnie sukcesów, a o te zadbać ma Włoch. W końcu Daniel Levy potrzebuje sukcesów, bo to właśnie na wizji możliwych trofeów opiera się gra Harry’ego Kane’a w biało-granatowych barwach. Brytyjskiego biznesmena szybko przestał interesować projekt długofalowy. Liczy się tylko tu i teraz. Nawet świadomość, że po erze Conte może być jeszcze gorzej niż przed nią, nie odstraszyła go przed zatrudnieniem włoskiego szkoleniowca.

Gdzieś w tym wszystkim są Mikel Arteta i Ole Gunnar Solskjaer. Arsenal, któremu nawet wróżono rozstanie z Premier League, jest już trzy punkty za podium. Z kolei Manchester w efektowny sposób podniósł się po blamażu w starciu z Liverpoolem i pokonał Tottenham. Tym samym Ole zwolnił Nuno, być może ratując własną posadę. Za chwilę na St. James’ Park pojawi się Unai Emery, którego nie najlepiej wspominają kibice Kanonierów. I jak tu być mądrym?

Rozczarowanie kolejki: Tottenham

Ktoś przegrywa, by ktoś inny mógł wygrać. Takie są prawa futbolu. Jednak zanim sędzia zagwiżdże po raz ostatni, każda ze stron ma 90 minut szans i nadziei na napisanie scenariusza według własnych zasad. Mimo tego Tottenham postanowił oddać swój los w ręce rywali. Czego w tej sytuacji spodziewali się piłkarze Spurs? Czego spodziewał się trener londyńczyków? Zero celnych strzałów gospodarzy, trzy gole gości – to krótkie podsumowanie starcia w stolicy. Podopieczni Nuno Espirito Santo na własne życzenie przegrali z Manchesterem United, który tydzień wcześniej został rozbity przez Liverpool.

Bohater nieoczywisty: Aaron Ramsdale

“To najlepsza obrona, jaką widziałem od lat”. Jeżeli sam Peter Schmeichel używa takich słów, nie można przejść obojętnie obok tego, czego dokonał Aaron Ramsdale w starciu z Leicester. Golkiper Arsenalu zatrzymał Vardy’ego, Iheneacho, Maddisona czy Tielemansa i zachował czyste konto. Jednak nie sam fakt, iż zdołał zakończyć pojedynek z Lisami bez straty gola budzi uznanie. Zdecydowanie więcej mówi się o stylu, w jakim tego dokonał. W 45. minucie bramkarz Kanonierów w fenomenalny sposób zatrzymał uderzenie Maddisona z rzutu wolnego. Interwencja kolejki? Na pewno. Sezonu? Wiele wskazuje na to, że 30 października Aaron Ramsdale zamknął już zgłoszenia do plebiscytu na najlepszą paradę rozgrywek.

Wydarzenie kolejki: debiut Przemysława Płachety w Premier League

Wydarzenie kolejki, które nie interesuje nikogo poza polskimi kibicami Premier League? Czasami trzeba zachować się patriotycznie i może nawet trochę samolubnie. Debiut Przemysława Płachety w meczu z Leeds jest niezwykle ważne w kontekście narodowej kadry i przyszłości 23-latka na Carrow Road. Dla Paulo Sousy to swego rodzaju argument, który może wykorzystać w dyskusji z przeciwnikami zapraszania zawodnika Norwich na kolejne zgrupowania. Natomiast dla samego piłkarza to światełko w tunelu – skoro Daniel Farke dał mu szansę, powinien dać kolejną. Zwłaszcza, że Kanarki od początku sezonu znajdują się na kursie spadkowym i każda zmiana jest w stanie pozytywnie wpłynąć na drużynę. Jeżeli to faktycznie nie był jednorazowy wybryk niemieckiego szkoleniowca, nawet siedem minut może znaczyć naprawdę dużo.

Polacy w Premier League

  • Łukasz Fabiański (West Ham) – 90 minut i zwycięstwo w starciu z Aston Villą (4:1), dwa obronione strzały
  • Przemysław Płacheta (Norwich) – zaliczył debiut w Premier League – w 88. minucie pojedynku z Leeds zmienił Granta Hanleya
  • Jakub Moder (Brighton) – 66 minut w zremisowanym (2:2) meczu z Liverpoolem
  • Jan Bednarek (Southampton) – 90 minut w wygranym 1:0 spotkaniu z Watfordem
  • Mateusz Klich (Leeds) – ławka rezerwowych w rywalizacji z Norwich

Komentarze