Dla każdego coś innego. 20 momentów sezonu Premier League, cz. II

Jordan Pickford & Virgil van Dijk
Jordan Pickford & Virgil van Dijk PressFocus

Jeżeli zapytacie kibica każdego klubu z Premier League o najważniejszy moment minionego sezonu angielskiej ekstraklasy, odpowiedzi z pewnością będą się różnić, nawet między fanami tego samego zespołu. Zwycięstwo na stadionie odwiecznego rywala, rozstanie ze szkoleniowcem czy przedłużająca się absencja kapitana to najpopularniejsze wybory. Niektórzy zapewne niechętnie ograniczyliby się do jednej opcji, wskazując co najmniej kilka kluczowych wydarzeń. Jednak w tym zestawieniu nie próbujemy na siłę wyszukać przełomowych czy decydujących sytuacji. Każda z 20 drużyn otrzymała jeden “moment” – niektóre z nich faktycznie mogą być uznane za przełomowe, inne po prostu były miłą odskocznią od ligowej monotonii. Od Evertonu do Manchesteru City – w drugiej części specyficznego podsumowania sezonu uwagę poświęcimy górnej części tabeli.

  • Każda z 20 ligowych ekip ma za sobą sytuacje, które nie przeszły bez echa. Ten sezon angielskiej ekstralasy raczył nas szerokim repertuarem interesujących wydarzeń
  • Osiem miesięcy rywalizacji w Premier League obfitowało w niezliczoną liczbę ekscytujących wydarzeń – od września do maja oglądaliśmy przełomowe zwycięstwa, rekordy strzeleckie czy wspaniałe gole
  • W minionych rozgrywkach nie brakowało też sytuacji, o których rywalizujące drużyny chciałyby jak najszybciej zapomnieć – kontuzje czołowych piłkarzy i burzliwe rozstania z trenerami nierzadko determinowały końcowy rezultat zmagań

Everton: fatalny bilans spotkań na Goodison Park

Wszędzie dobrze, ale w domu zdecydowanie gorzej niż poza nim. Piłkarze Evertonu postanowili w specyficzny sposób udowodnić swoim fanom, jak bardzo brakuje im pełnych trybun. United, Leeds, City, WHU, Newcastle, Fulham, Burnley, Aston Villa, Sheffield – podopieczni Carlo Ancelottiego zaliczyli aż dziewięć porażek w roli gospodarza. O ile niekorzystne wyniki w starciach z ekipami z Manchesteru można uznać za “normalne”, o tyle rezultaty pozostałych starć trudno usprawiedliwić nadzwyczajną jakością rywali. The Toffees musieli uznać wyższość aż pięciu przeciwników z dolnej części tabeli, w tym dwóch ze strefy spadkowej. Everton zaprzepaścił szansę na awans do europejskich pucharów na Goodison Park. Remis w starciu z Liverpoolem, czy zwycięstwa nad Chelsea i Arsenalem nie mają żadnego znaczenia, gdy przegrywasz z najgorszą drużyną Premier League. Na szczęście kibice nie musieli tego oglądać.

Leeds United: zwycięski dwumecz z Manchesterem City

59 punktów Leeds to najlepszy dorobek beniaminka w Premier League od 20 lat, kiedy Ipswich Town zgromadziło 66 oczek. Niewielu spodziewało się, że drużyna prowadzona przez Marcelo Bielsę zanotuje tak kapitalny sezon. Na pokaźną zdobycz złożyły się m.in. zwycięstwa z Aston Villą, Leicester, Tottenhamem, a także… Manchesterem City. Co ciekawe, Pawie mogą pochwalić się korzystnym bilansem spotkań w Obywatelami w minionych rozgrywkach. Na Elland Road na trafienie Sterlinga odpowiedział Rodrigo, natomiast gwiazdą starcia na Etihad był Stuart Dallas, który popisał się dubletem. Leeds może pochwalić się świetnymi wynikami w pojedynkach z top six, jednak cztery oczka zgromadzone w potyczkach z mistrzem to osiągnięcie godne upamiętnienia. Mecz w niebieskiej części Manchesteru to scenariusz na dobry thriller. Jeżeli nie pamiętacie przebiegu tego meczu, zapraszam na krótki, jednak emocjonujący seans:

Arsenal: dwie bramki w ośmiu meczach (między 5., a 12. kolejką)

Ten sezon Kanonierzy mogą spisać na straty. Arsenal na dobre obudził się dopiero w maju, jednak to oczywiście nie wystarczyło na puchary. Minione rozgrywki to pasmo nieszczęść, porażek i rozczarowań w wykonaniu londyńczyków, jednak na szczególne wyróżnienie zasługuje okres między 5., a 12. kolejką. W ośmiu spotkaniach drużyna Mikela Artety zdobyła – uwaga – dwie bramki. Jedną z rzutu karnego , drugą po dośrodkowaniu z narożnika boiska. To nie skuteczność była problemem The Gunners – stołeczna ekipa miała ogromny problem z kreowaniem dogodnych sytuacji. Natomiast gdy napastnicy zdołali wedrzeć się w szesnastkę rywali, można było odnieść wrażenie, że nie najlepiej czują się z piłką przy nodze. Zarówno Pierre-Emerick Aubameyang, jak i Alexandre Lacazette notowali momenty w których imponowali strzelecką dyspozycją, jednak tych chwil było zdecydowanie zbyt mało, żeby myśleć o czymś więcej niż 8. lokacie na koniec sezonu.

Tottenham: cztery kolejki na szczycie

Po zwycięstwie nad Manchesterem City podopieczni Jose Mourinho awansowali na pierwsze miejsce w ligowej tabeli. W jednej chwili prawie wszyscy uwierzyliśmy w magiczne zdolności Portugalczyka. Daliśmy się omamić, zwieść kuszącemu nas wężowi. Jednak kibice Tottenhamu wietrzyli podstęp. W końcu ich ulubieńcy to… Tottenham. Tu nie ma mowy o pozytywnych niespodziankach. Wszystko jest ukartowane – Spurs nie mają szans na mistrzostwo. Nie mieli ich także wtedy, gdy patrzyli na wszystkich z góry. Ostatni tydzień listopada i połowa grudnia były piękne, jednak trwały tylko cztery kolejki. W 13. serii gier londyńczycy przegrali z Liverpoolem i pożegnali się z prowadzeniem. Cztery dni później musieli uznać wyższość Leicester i w ten sposób pożegnali się również z top four. Ostatecznie stołeczna ekipa zakończyła rozgrywki na 7. miejscu, w cudowny sposób ratując europejskie puchary. Oczywiście już bez Jose Mourinho.

West Ham: wypożyczenie Jessego Lingarda

Ten, kto przewidział, że Jesse Lingard po założeniu koszulki West Hamu stanie się jednym z najlepszych graczy drugiej połowy sezonu Premier League, powinien przewidywać wyniki losowania Eurojackpota. Wychowanek Manchesteru United został wypożyczony pod skrzydła Davida Moyesa i z miejsca zrobił furorę, swoją dyspozycją zaskakując cały piłkarski świat. Debiut – proszę bardzo, dwa trafienia w starciu z Aston Villą. Mecz z Tottenhamem – gol zapewniający zwycięstwo. W pewnym momencie wydawało się, że 28-latek szybuje na tej samej wysokości co największe gwiazdy ligi. W 16 występach dla WHU zdobył dziewięć bramek i zanotował pięć asyst. Czy Anglika możemy nazwać największym wygranym zimowego okienka transferowego? Bez wątpienia. Być może także całych rozgrywek. Jedno jest pewne – Lingard doskonale odnalazł się w stolicy, na czym skorzystały Młoty.

Leicester City: pożegnanie z top four na dwie kolejki przed końcem

Czy ten scenariusz nie był przypadkiem już grany na jakiejś angielskiej scenie? Jedna z drużyn przez większą część sezonu utrzymuje się w czołowej czwórce, jednak tuż przed końcem rozgrywek żegna się z marzeniami o Lidze Mistrzów. Piłkarze Leicester postanowili sprawdzić, czy cokolwiek zdarza się dwa razy i wypadli z top four na ostatniej prostej. Wstyd, żenada, kompromitacja, hańba, frajerstwo. Nietrudno wyobrazić sobie, jak teraz czują się kibice ekipy z King Power Stadium, nawet pomimo zwycięstwa w Pucharze Anglii. Prawie wszystko można usprawiedliwić nadmiarową liczbę kontuzji, ale tym razem ten argument jest zdecydowanie zbyt słaby. Porażka z Newcastle na własnym stadionie również należy do rzeczy niewytłumaczalnych. Lisy spędziły 242 dni wśród ekip kwalifikujących się do Champions League. Ryzykowna gra po raz drugi z rzędu zakończyła się katastrofą.

Chelsea: zatrudnienie Thomasa Tuchela

Czy podpisanie kontraktu z niemieckim szkoleniowcem było najlepszą decyzją Romana Abramowicza od czasu zatrudnienia Antonio Conte? Niezaprzeczalnie. Wyniki pracy Thomasa Tuchela na Stamford Bridge są imponujące. Miejsce w top four, finał Pucharu Anglii i co najważniejsze – finał Ligi Mistrzów. Były opiekun PSG uszczelnił defensywę The Blues, zaprowadził porządek w środku pola i pozwolił błyszczeć duetowi Werner-Havertz. W grze Chelsea po prostu widać rękę Tuchela. Jego wpływ na poczynania stołecznej ekipy jest nieprzeceniony. Za panowania Franka Lamparda londyńczycy niejodnokrotnie wyglądali jak dzieci we mgle, natomiast pod wodzą 47-latka z Krumbach momentalnie dorośli. Czy w sobotę Tuchel dokona tego, co jeszcze w styczniu wydawało się niemożliwe i wygra najważniejszy mecz sezonu? Jego drużyna nie jest faworytem, jednak czy to ma jakiekolwiek znaczenie? Niemiec w cztery miesiące zdążył udowodnić, że jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.

Liverpool: kontuzja Virgila van Dijka

W 11. minucie Virgil van Dijk upadł na murawę po starciu z golkiperem Evertonu, Jordanem Pickfordem. Chociaż atak bramkarza The Toffees na nogę obrońcy The Reds wyglądał niezwykle groźnie, a Holender musiał opuścić boisko, jeszcze wtedy jego uraz nie wydawał się poważny. Kibice ekipy z Anfield mieli nadzieję, że ich ulubieniec nie doznał ciężkiej kontuzji, a badania. Rzeczywistość okazała się zgoła odmienna. Van Dijk uszkodził więzadła krzyżowe przednie i musiał poddać się operacji. Sezon miał z głowy. Absencja reprezentanta Oranje nie była jedyną, jaka dotknęła Liverpool w minionych rozgrywkach, jednak z pewnością jego brak odczuwano najbardziej. Chociaż Jurgen Klopp dwoił się i troił, żeby łatać kolejne dziury w defensywie, byłego zawodnika Southampton po prostu nie dało się zastąpić ot tak. The Reds stracili lidera z krwi i kości, jedną z najważniejszych postaci w szatni. Mimo przeciwności losu ustępujący mistrzowie zdołali wedrzeć się do na podium, jednak z van Dijkiem ten rezultat mógł być zdecydowanie lepszy.

Manchester United: porażka z Sheffield United

Czy Manchester United miał szanse na mistrzostwo? Nie możemy tego wykluczyć. Jednak podopieczni Ole Gunnara Solskjaera postanowili wykluczyć to sami. Domowa porażka z Sheffield United, oczywiście pomijając występy w Lidze Mistrzów i finał Ligi Europy, była dla wszystkich fanów Czerwonych Diabłów najbardziej bolesnym wydarzeniem w tym sezonie. Oczywiście można się spierać, czy kompromitacja na Old Trafford w starciu z Szablami faktycznie przekreśliła marzenia gospodarzy o tytule. W moim odczuciu wydarzenia z 20. kolejki odcisnęły na psychice piłkarzy United piętno, które nie pozwoliło im w pełni rozwinąć skrzydeł aż do końca rozgrywek. Ten styczniowy wieczór był po prostu absurdalny. Nie sposób wytłumaczyć, w jaki sposób ostatnie Sheffield wywiozło komplet punktów z Sir Matt Busby Way.

Manchester City: transfer Rubena Diasa

Moment sezonu? Porażka z Tottenhamem, po której Obywatele zaliczyli kapitalną serię 17 meczów bez przegranej? Zbyt oczywiste. Transfer Rubena Diasa? Pozyskanie Portugalczyka zdecydowanie lepiej wpisuje się w kanon kluczowych wydarzeń minionych rozgrywek. Kwota, jaką The Citizens zapłacili Benfice, może szokować, jednak jeżeli weźmiemy pod uwagę wpływ reprezentanta Os Navegadores na postawę całej drużyny, z łatwością wybaczymy włodarzom klubu z Etihad kolejny wielomilionowy ruch. Ruben Dias okazał się brakującym ogniwem w szeregach defensywnych niebieskiej części Manchesteru. Uporządkowanie gry obronnej i wskrzeszenie Johna Stonesa to nie tylko zasługa Pepa Guardioli, lecz także, a może nawet przede wszystkim, wychowanka lizbońskich Orłów. Mistrzostwo, triumf w EFL Cup, finał Ligi Mistrzów – udział 24-latka w sukcesach City jest niepodważalny.

Komentarze